Stałem plecami do do wiatru
i grzebałem patykiem
w brunatnym zielsku
szukając bursztynów
i chwili wytchnienia
skarbów
ukrytych w zgniliźnie
I już byłem blisko
już miałem
jedno
lub drugie
lecz oto pies warowny
łapędajny
aportliwy
tytanowy wibrator
z diamentową głowicą
i japońska lalka
co pierze
gotuje
i ssie jak pompa
i ich dzieci
śliczne
bezwonne
gejsze myśliwskie
wyszli na spacer
plażą
wyszli na plażę
spacerkiem
Lalka dostrzegła mnie pierwsza
nim pies merdnął ogonem
nim zwietrzyły mnie dzieci
Za późno by się rozpłynąć
i zniknąć
jak dym z papierosa
„O czym dumasz” ? – spytała
gdy się zbliżyli
„O morzu” – powiadam
„Morze” – Lalka patrzy na horyzont – „morze jest jak kobieta”
„Zdradliwe
nigdy nie wybacza
rozdaje muszelki
i zabiera okręty”
„Twoja kobieta nie z tobą” ? – pyta pies
„Śpi” – powiadam
„Czy chora” ?
„Zmęczona”
„Niech będzie pozdrowiona”
„Amen”
Pies rzucił okiem na niebo
poślinił palec
i wyciągnął w górę
Wyjął z kieszeni termometr
barometr
higrometr
atlas chmur
Skinieniem ręki przywołał najstarszych górali.
„A mój psiapsiu nic tylko praca i praca …”
Lalka wsunęła dłoń
pod moją kurtkę
i położyła mi ją
na sercu
Pies naradza się z góralami
Dzieci polują na mewy
meduzy
ameby
„A o czym myślałeś gdy zobaczyłeś mnie pierwszy raz” ?
pyta Lalka
„O morzu” – powiadam
„Ale to ja musiałam pierwsza rzucić słowo
Nie dbałeś o to co pomyślę
bo wy cudzoziemcy
jesteście w o tyle dobrej sytuacji
że wszystko idzie na konto
waszej pierwotnej natury
odmiennej kultury
i dzikiego obyczaju
i waszej młodości
pięknych oczu
i zawiłych losów …”
Lalka toczy słowa
tak gładko
jak żaba toczy skrzek
Pies wypuszcza balon meteorologiczny
Wszyscy są niezwykle uprzejmi
Dzieci znoszą upolowane mewy
i układają z nich białe krzyże
na skalistym brzegu
oceanu uprzejmości
gdy mnie potrzeba
jedynie
kropli …
samotności
.