Sz. P. J. D. Adres ten sam. Od 77 lat.

 Ja byłem z miasta

Miałem skórzaną kurtkę i przeciwsłoneczne okulary

A ty prałaś torebki foliowe z supermarketu

i wieszałaś je na sznurkach w łazience

W bezlitosnym upale

ciągnęłaś mnie

na drugi koniec bazaru

bo tam marchewka była tańsza

o 10 groszy

Miałem skórzaną kurtkę i przeciwsłoneczne okulary

I byłem tak cholernie wyrozumiały

Nigdy nie kupowałaś bananów

bo po co ?

W ziemniakach jest więcej skrobi

A kiedy odjeżdżałem

przynosiłaś brudne jajka

i mleko prosto od krowy

w cynkowej bańce

z pogiętą przykrywką

uszczelnioną gazetami

„To pijta, bo zdrowe” – mówiłaś

„A to ze sklepu, to kupa dziada”

Mleko kapało na wykładzinę

w bagażniku mojego zagranicznego auta

i byłem wściekły

Ale byłem z miasta

Miałem skórzaną kurtkę i przeciwsłoneczne okulary

I wypełniał mnie ocean uprzejmości

Chlupotały we mnie hektolitry

dobrotliwego zrozumienia

Nawet wtedy, gdy kazałaś mi wyciągać obierki z kosza

bo ich miejsce jest w kompostowniku

I gdy parzyłaś mi kawę z prażonego żyta

bo ta prawdziwa się skończyła

Lub gdy pod cieknący kran stawiałaś garnek

by do rana nakapało z litr, albo półtora

choć tego lata w powodzi zginęło 56 osób

7000 straciło dach nad głową

i trzeba było ułożyć od nowa

2000 kilometrów torów

Ty ratowałaś pojedyncze krople

bo każdej kropli szkoda

a ja godzinami stojąc pod prysznicem

śpiewałem, że jestem z miasta

i parskałem zwycięsko

Jak głupek

Bo to raczej ja byłem

pożałowania godzien

Choć byłem z miasta

I miałem skórzaną kurtkę i te okulary

Cóż

lata chylą mnie ku ziemi

Przeciwsłoneczne okulary zsunęły się

na czubek mego nosa

Zdziwiony spoglądam sponad ciemnych szkieł

i dopiero teraz

dostrzegam również tę część światła

która zawsze biła od Ciebie

I dopiero teraz

kiedy patrzę na to wszystko

widzę

że to Ty

zawsze miałaś rację

.

 

 


 

 

Dodaj komentarz