MasterFoods

 

 

Profesor nareszcie

Miał chwilę wytchnienia

Jakimś cudem bowiem

Rachunki w tym miesiącu

Zostały popłacone

Samochód naprawiony

I choć lichej pensji

Zabrakło na dentystę

To ząb poczeka

A profesorowa

Nic o zębie nie wie

Więc nie będzie wyrzutów

I męczących pytań

Nalał sobie

Pełen kubek

Kawy

Zapadł się w kanapę

I włączył

Telewizor

 

 

To była reklama

Lub jakaś

Kampania

Krótki film

Sprawnie zmontowany

Z obrazów cudniejszych

Niż by wypadało

Na podszewce z muzyki

Piękniejszej niż potrzeba

Do dużej sali wchodziły

Pary

Nieświadome po co

Je tu zaproszono

Siadały przy stole

A prowadzący

Zadawał im jedno

I to samo pytanie

„ Gdybyście dostali

W prezencie

Kolację w najlepszym lokalu

Kogo

Byście na nią zabrali

Zważywszy

Że możecie zaprosić

Dosłownie

Każdą

Dowolną

Wymarzoną

Osobę na świecie ?”

Pary nie miały

Żadnych wątpliwości

Każdy ma swoje typy

Na tego rodzaju okazje

Nazwiska

Wyfruwały z łopotem

Jak ptaki z gołębnika

Jedno za drugim

I wszystkie razem

Ścigały się

I leciały wysoko

Krążyły w świetle reflektorów

W atmosferze luzu

I dobrej zabawy

„Marilyn Monroe

Paul Hogan

Kim Kardashian

Jimi Hendrix

Nelson Mandela

Justin Biber

( śmiech )

Bob Hope

Kylie Minoque …”

Profesor, rzecz jasna

Miał swoich faworytów

„ Epikur ! „

Zawołał

Mark Twain”

Polanski Roman”

I

„Catherine Deneuve”

Tak

Z tymi trzema chętnie

By rozmawiał

A na nią

Patrzyłby jedynie

Bo przy takiej kobiecie

Tego był pewien

Nie dałby rady wypłoszyć

I zmusić do lotu

Żadnej myśli

I żadnego słowa

 

 

Potem przed kamery

Wpuszczono dzieciaki

Podeszły do stołu

Niektóre tak małe

Że miały problem

Z wdrapaniem się na krzesła

Były to dzieci

Owych par

Zdumieni rodzice

Teraz już w sąsiedniej

Sali

Przed ekranem

Oczekiwali dalszego

Rozwoju wypadków

A prowadzący

Zadał dzieciom

To samo pytanie :

„ Gdybyście dostały

W prezencie

Kolację w najlepszym lokalu

Kogo

Byście na nią zabrały

Zważywszy

Że możecie zaprosić

Dosłownie

Każdą

Dowolną

Wymarzoną

Osobę na świecie ?”

Dzieciaki nie miały

Żadnych wątpliwości

Każde miało swoje

Oczywiste typy

Na tego rodzaju okazje

Okrzyki

Wyfruwały z łopotem

Jak ptaki z gołębnika

Jeden za drugim

I wszystkie razem

Ścigały się

I leciały wysoko

Krążyły w świetle reflektorów

W atmosferze luzu

I dobrej zabawy

„ Mamę i Tatę”

„Rodzinę”

„Tatę z mamą”

„Rodziców”

„I jeszcze braciszka”

 

 

 

To było zrozumiale

Lecz tak zaskakujące

Że rodzice przed ekranem

Zaniemówili

Zmieszani

Zawstydzeni

Szeroko otwarte oczy ojców

Szeroko otwarte usta matek

Mówiły wszystko

A i profesor

Przed telewizorem

Doznał porażenia

Był bowiem nadzwyczaj

Skłonny do wzruszeń

I sentymentalnych afer

Bywało że

W kinie uronił łzę

Na pogrzebach łkał ukradkiem

Nigdy nie odmawiał

Żebrakom

A pająki łapał w słoik

I wypuszczał na balkonie

Teraz także

Poczuł kluchę w gardle

A na sercu

Kostkę z granitu

I drugą

W żołądku

Natychmiast

Osuszył oczy

Z nieznośnego wzruszenia

– Jakież to swoją

Drogą krepujące –

I udał się na górę

Gdzie jego dzieci

Miały swoje

Pokoiki

 

 

Pokój córki był cały

Różowy

Profesora zazwyczaj

Mdliło

W oparach tego koloru

Lecz teraz wydał mu się piękny

Ciepły i miękki

I jakże przyjazny

A jego małej królewnie

Zbyt rzadko widywanej

Było w nim do twarzy

I zadał dziewczynce

To proste pytanie

„ Gdybyś dostała

W prezencie

Kolację w najlepszym lokalu

Kogo

Byś na nią zabrała

Zważywszy

Że możesz zaprosić

Dosłownie

Każdą

Dowolną

Wymarzoną

Osobę na świecie ?”

„Mamę i tatę”

Odrzekła

Bez namysłu

„I jeszcze braciszka”

Słodka ziaba

Kochana

Aniołek

Tatusia

Nie zawiodła

Profesor

Do głębi poruszony

Ucałował główkę dziewczęcia

I poszedł do chłopaka

 

 

Chłopiec był starszy

A ze ścian jego pokoju

Mierzyły w profesora

Laserowe działa

Laserowe miecze

I laserowe spojrzenia

Tytanowych robotów

I bliżej mu nie znanych

Kosmicznych herosów

I chłopcu

Zbyt rzadko widywanemu

Także zadał

To samo pytanie

A w odpowiedzi

Usłyszał krótkie :

„ Dobra,

Dla ilu osób

Będzie

Ta kolacja ?”

”Powiedzmy, że dla czterech”

„Darmowa ?”

„Oczywiście”

Odrzekł profesor

„ A zatem

Poszedłbym sam

Cztery razy z rzędu

W cztery

Kolejne wieczory

Coś jeszcze

Tato ?”

„Lekcje …

Odrobiłeś ?”

„Właśnie odrabiam”

„No”

Profesor zamknął za sobą

Drzwi

Jego pokoju

Stał chwilę dumając

W ciemnym korytarzu

Kolejny już raz

Zaskoczony

Zawstydzającą trochę

Lecz krzepiącą

Myślą

Że chłopak wdał się w matkę

Całkowicie

I że nie jest do niego

Podobny

Ani trochę

W związku z czym

Jest niemal pewne

Że ten chłopak

Zajdzie w życiu

Daleko

Na pewno dalej

Dużo dalej

Niż on.

.

 

Dodaj komentarz