Mały Krzyś
Z domu dziecka
Ni stąd ni zowąd
Powiedział opiekunce
Że bardzo jej ładnie
W tym niebieskim swetrze
Sweter był zielony
Sfilcowany na szmatę
Krzyś chory na gruźlicę
A opiekunka
Stara panna
Mocno odstawała
Od wszelkich możliwych
Nawet tych życzliwych
Standardów urody
„Pora spać” – powiedziała
Poprawiła włosy
A gdy chłopiec zniknął
W ciemnym korytarzu
Spojrzała ukradkiem
Na swoje odbicie
W szklanych drzwiach gabloty
I pomyślała że może
Te zdeptane klapki
Powinna zamieć
Na buty na obcasie
Potem poszła na górę
I przez chwilę nabrawszy
Jakiejś dziwnej gibkości
Gasiła światła
W pokojach dziewczynek
Mówiąc im „dobranoc”
Jakby cieplej
Niż zwykle
Czerwcowa noc
Pachnie maciejką
Psy we wsi
Dziwna rzecz
Nie szczekają wcale
Mały Krzyś
Uśnie dziś bez trudu
A opiekunka
Być może
Znów napisze wiersz …
Chyba była w tym wszystkim
Krztyna magii
Szczypta cudu
A może po prostu
Właśnie tak
Działają na kobietę
Zwykłe komplementy
Mężczyzny
Nawet na taką
Kobietę
Nawet takiego
Mężczyzny.
‚