Krążyła po markecie
Już od pół godziny
Jak zwykle kiedy miała
Decyzję do podjęcia
Gubiła się w tym wszystkim
I była bliska płaczu
Krakersy to nie problem
Miała zapas w domu
Lecz serek do krakersów
To było wyzwanie
„Serek paprykowy”
Leżał zaraz z brzegu
„Kremowy z salami”
Jedną półkę dalej
A obok „Ze szczypiorkiem”
„Turecki jogurtowy”
„Kanapkowy z kminkiem”
I
„Z pomidorami”
Boże
Mój Boże
A może
„Z szynką podwędzany”
„Popularny z ziołami”
„Z czosnkiem”
Lub
„Farmerski”
Czas mija
Czas mija
Chciałaby stąd uciec
Spalić się ze wstydu
Zniknąć
Wyparować
No to „Łososiowy”
Choć ten „Wiejski z miodem”
Też nieźle wygląda…
Jeszcze jedno
Okrążenie
Jeszcze jedna duszna
Chwila do namysłu
Z czołem opartym
O zimną szybę
Gabloty
O Boże
A może
Zamiast serka
Wziąć jakąś wędlinę …
Lub trutkę na szczury
Rozwiązać raz na zawsze
Te wszystkie dylematy …
Tymczasem przy nabiale
Stanęła kobieta
W jej wieku
Niewysoka
Pewna siebie
Zadbana
Taka
Co to bez wahania
Wybiera właściwe
Serki
Sukienki
Buty
Mężczyzn
Programy w TV
I nigdy się nie myli
I nigdy nie żałuje
Pewnym ruchem wzięła
„Classic – naturalny”
Wrzuciła do koszyka
I już jej nie było
Bogini
A więc „Naturalny”
To przecież takie proste !
Nie ma lepszego
Wyboru
A zatem „Naturalny”
Bez żadnych dodatków
A wszystko inne
To strata czasu
A wszystko inne
To życie przez palce
Jak mogła o tym
Głupia
Wcześniej nie pomyśleć
Więc wzięła
Taki serek
A potem jeszcze jeden
I poszła do kasy
Problem miała z głowy
Po chwili jednak znowu
Była bliska płaczu
Bo
W zasadzie
To chyba
Wolała …
Paprykowy.
‘