Rodzina zadbała o wszystko
Nagle zjawili się bracia
Ciotki i kuzyni
Zajęli się pogrzebem
I chyba po raz pierwszy
W życiu
Była rada, że ich spotyka
Żegnana trelem trąbki
Trumna
Znikała za kotarą
A ona biła się z myślami
Oto bowiem chowano jej ojca
Lecz
Choć bardzo chciała
Nie potrafiła uronić
Ani jednej łzy
Ze zgrozą pomyślała
Że więcej emocji
Skrzesała kiedyś w sobie
Oddając na złom
Swoje pierwsze auto
Pomyślała także
Że większą pustkę odczuła
Gdy po katastrofie
„Titanica”
Leonardo DiCaprio
Z wolna opadał
W zimną toń oceanu
Wtedy, w ciemnym kinie
Płakała rzęsiście
Teraz szukała sposobu
By choć zwilżyć oczy
Spróbowała przywołać
Jakiś obraz z dzieciństwa
Jakieś dobre wspomnienie
Sielankową pocztówkę
Z dziewczynką na kolanach
Taty
Zabawę na plaży
Lub harce w ogrodzie
Próbowała puścić jakiś film
Z przeszłości
Odtworzyć rozmowę
Lub choćby tylko gest
Cokolwiek …
Wszystko na nic
Obrazy
Które przywołała
Nie nadawały się do oglądania
Zdała sobie sprawę
Że nie ma żadnych
Dobrych wspomnień
W każdym razie
Nie z ojcem
I pomyślała
Że jeśli kobieta nie roni łez
Na pogrzebie ojca
To znaczy
Że kiedy była mała
Coś poszło nie tak
Jeśli dorosła kobieta nie płacze
Na pogrzebie ojca
To pewnie dlatego
Że zbyt wiele łez wylała
Będąc dziewczynką
Zatem z czegoś ją okradziono
Jest wybrakowana
Kaleka
I ułomna
Nigdy nie zrobił jej
Huśtawki
Choć o niej marzyła
Prosiła go o huśtawkę
Wiele razy
A on
Wielokroć obiecał
Że w sobotę zrobią ją razem
Nigdy nie doczekała się
Owej soboty
A przecież nikt nie ma prawa
Odmówić
Huśtawki małej dziewczynce
Huśtawka w ogrodzie
To naturalne prawo
Każdego dziecka na świecie
I obowiązkiem każdego ojca
Jest wziąć
Pieprzony kawałek liny
Zrobić w desce dwie dziury
I powiesić to wszystko na drzewie
Tylko tyle
Jeżeli kobieta nie płacze
Na pogrzebie ojca
To znaczy, że przed laty
Okaleczono cebulkę
Z której wyrósł chory
Pokiereszowany kwiat
Ta myśl ponura
Sprawiła
Że użaliła się
Nad samą sobą z przeszłości
Było jej żal
Tak strasznie żal
Tej małej dziewczynki
W okularach
Potem pomyślała
O innych dziewczynkach
Zbyt szorstko przytulanych
Popłakujących ze strachu
Marzących o huśtawkach
Lub by z nimi zagrać
W warcaby
Pomyślała o tych innych
A były ich pewnie
Miliony
Łąki bezkresne
Stepy niezmierzone
Pokiereszowanych kwiatów
Które nigdy nie zakwitną
Do końca
I było jej przykro
Tak strasznie przykro
Że w końcu
Łza
Spłynęła jej po twarzy
Spostrzegł to jeden z braci
Ojca
Stryj Gustaw
Dyrektor gimnazjum
Na emeryturze
Wędkarz
Gawędziarz
I konserwatysta
Praworządny obywatel
Swój chłop
Podszedł
Westchnął ze zrozumieniem
I wziął ja płaczącą
W objęcia
„Wszystkim nam będzie
Go brakowało”
Powiedział
Łamiącym się głosem
.