Apollo siedział w szoferce
Swojej furgonetki
Radio szemrało cicho
Dym z papierosa
Czmychał
Przez uchyloną szybę
I snuł się powłóczyście
W smętnej słocie
Poranka
Na zapleczu sklepu
Pod którym
Apollo zaparkował
Zapalono światła
Podniesiono rolety
Za chwilę sklep otworzą
On szybko zrzuci towar
I pojedzie dalej
Choć już rzyga tą jazdą
I czuje się zmęczony
A przecież dzień
Się jeszcze
Nawet nie zaczął
Cholera …
…
I wtedy Apollo
Zobaczył doktora
Idącego chodnikiem
(W szkole chłopaki
Nazwali go „Pieprzem”
Bo chociaż miał wiedzę
Wciąż pieprzył od rzeczy)
„Ech” – pomyślał Apollo
„Pieprz idzie
Doktorek
Taki to pożyje
Bo doktorkowie
I inne mózgi
Rządzą tym światem
Białymi dłońmi
Zza dębowych biurek
Biorą w posiadanie
Budynki
Miasta
I kontynenty
To za nich wychodzą
Najpiękniejsze dziewczyny
A nam pozostają
Praczki
Gdyby tak raz
Choć jeden raz
Zdecydować o życiu człowieka
Lub losie jakiegoś
Narodu
Kliknąć Enter
I zamknąć laptopa
I pojechać do domu
Gdzie na brzegu basenu
Miss Wenezueli
Czeka
Gotowa pić szampana
Z twego buta
Albo urodzić ci
Piątkę dzieci
A kasa
Splendor
Luksusy
Tłoczą się w kolejce
U twoich drzwi
Tak
To jest życie
…
Doktor Pieprz
W tym czasie
Przechodził już tuż obok
Zgarbiony
Z postawionym kołnierzem
Zły
I zdruzgotany
Bo brak mu powietrza
I brak mu przestrzeni
Tymczasem
Jak co dzień
Idzie do swej
Przychodni
By na wiele godzin
By na wieki całe
Utknąć
W przyciasnym fartuchu
Wśród kaszlących trupów
I w oparach lizolu
Przybijać pieczątki
I rzyga tą pracą
I czuje się zmęczony
A przecież dzień
Się jeszcze
Nawet nie zaczął
Niech to szlag …
…
Teraz Pieprz również
Dostrzegł Apolla
(W szkole dziewczyny
Tak go nazywały
Bo …
Był piękny jak Apollo
I tyle)
„Ech” – pomyślał doktor
„Szoferzy …
Ten to pożyje
Ludzie drogi
Wolni jak ptaki
Dzicy jak ptaki
Niebiescy jak ptaki
Niebieskie
Kierowcy
Piloci
Marynarze
Furmani
I kolejarze
Zwykle z dala od domu
Przeważnie w drodze do bazy
Gwiazdy mają za drogowskazy
To za takimi
Zazwyczaj
Wodzą wzrokiem
I z takimi
Najczęściej
Odchodzą
Nasze kobiety
Ech
Gdyby tak raz
Choć jeden raz
Pojechać przed siebie
Zachłannie
Łykać kilometry
Z wiatrem we włosach
I z petem na wardze
A całą resztę
Móc mieć po prostu
W dupie…
Tak
To jest życie
…
I tego ranka obaj
Minęli się bez słowa
Spojrzenie spode łba
I lekki ruch głową
Musiały wystarczyć
A szkoda
Albowiem
Gdyby pogadali
To pewnie im obu
Byłoby jednak
Nieco
Łatwiej żyć.
‘