SMUTEK

 

Czasami, kiedy nikt nie widzi

Idzie do garderoby

Tej w przedpokoju

I wtula twarz w jego ubrania

Które wciąż jeszcze tam wiszą

Bo choć minął już rok

Ona nadal

Czuje jego zapach

Chłonie ten zapach powoli

Drogocenny

Ulotny

I przypomina sobie

Że przez te 25 lat

Nie zawsze była dla niego

Dobra

Prawdę mówiąc bywała

Okropna

Zbyt często bywała

Okropna

A pomieszanie

Smutek i strach

Wraz z wonią maciejki

Tytoniu i lasu

Na zawsze

Wsiąkły

W rękawy jego koszul

W klapy marynarek

W te powyciągane swetry

Teraz bezpańskie

I wilgotne

Od jej łez.

Dodaj komentarz