STARY WRÓBEL

 

Dziewczynka przybiegła do domu

z płaczem

„Nasz kotek!” – zawołała

„Nasz Melwinek!

chodził po podwórku

z wróbelkiem w zębach

a ten ptaszek

chyba …

on już chyba nie żyje!”

Ojciec westchnął

wziął małą na kolana

i wytarł jej buzię

rękawem swego szlafroka

„To zwykła rzecz córeczko” – powiedział

„Czasem tak to wygląda”

„Ale ja nie chcę!” – zawołała

i zaczęła buczeć

„Wszystko jest tak

jak być powinno

Nie płacz kropelko

bo nie ma powodu

Trzeba ci wiedzieć

że młody

zdrowy ptak

śmiga jak strzała

zwinny i zuchwały

zbyt czujny

by nasz gruby kocur

mógł do niego podejść

Lecz ten wróbel

był stary

i pewnie schorowany

Dlatego dał się złapać

I tak jest dla niego

lepiej

Jastrząb

albo kot

to jego wybawienie

To prezent od mądrej natury

Bo on już sobie podziobał

i więcej nie podziobie

On już swoje wylatał

i więcej nie polata

Nie pofigluje

w koronach drzew

ani w niebieskiej od nieba

kałuży

Nie wytarga z trawnika

dżdżownicy

długiej na sześć cali

i nie złapie w locie

konika polnego

jak to kiedyś

bywało

Nie będzie miał nawet siły

poszukać ziarenek

owsa

pszenicy

czy prosa

Będzie drżał z zimna

lecz słońce

już temu nie zaradzi

już go nie ogrzeje

nie odbije się blaskiem

w jego matowm oku

Rześkie poranki

będą dla biedaka

jedynie początkiem

kolejnego dnia

udręki i rozpaczy

a cudne letnie wieczory

złowrogą zapowiedzią

kolejnej

czarnej jak grobowiec nocy

Tam w tym parku córeczko

czekał na niego

już tylko głód

strach

i ból

I co bardzo smutne

kompletna dezorientacja

która jak wiadomo

potęguje grozę

Dezorientacja

która wzbudza panikę

A ciało

choć suche jak wiór

nie wiedzieć jakim cudem

wciąż roni łzy

A ciało

zbyt słabe by się bronić

lub uciec

drży jedynie…

niby pomne

swej dawnej siły

i zarazem niczego

już nie pomne

To jest gehenna

królewno…

Tak…

.

 

Ten wróbel

w każdym razie

nie będzie

tygodniami

umierał z głodu

Nie będzie się już bał

Nasz kot załatwił sprawę

I jakkolwiek to wyglądało

tak właśnie powinno być

O tym ptaku można powiedzieć

że miał farta”

.

Dziewczynka westchnęła

wytarła nos rękawem

pobiegła do kuchni

złapała banana

i zniknęła w ogrodzie

.

„Co jej powiedziałeś?” – spytała matka z werandy

„Prawdę – odrzekł ojciec

„Powiedziałem jej prawdę”

Potem się zadumał

Myślał teraz

o swojej

starości

która

zbliżała się

wielkimi krokami

Czuł to wyraźnie

Już zaczynało

wiać chłodem.

.

Dodaj komentarz