ÓSMY GRZECH GŁÓWNY

 

Pani Basia pamiętała

swój pierwszy raz

lecz bardziej

zapadł jej w pamięci

ten ostatni

piętnaście lat temu

Następnego ranka

mąż ją zostawił

dla młodszej

pielęgniarki

(historia stara jak świat)

a ona nienawidziła

i tęskniła

jednocześnie

bo nienawiść

tak naprawdę

rzadko bywa totalna

Tak jak i miłość

Pani Basi w każdym razie

wszystko się pomieszało

Sama nie wiedziała czego chce

A może i wiedziała

lecz wolała milczeć

Przez te lata

kiedy była sama

zawzięcie tarła ziemniaki

trzepała koce

i wieszała pranie

Jak gdyby nigdy nic…

I tak strasznie tęskniła

,

Pan Marian

jakby to powiedzieć

przez całe życie chodził

do tego samego kościoła

na msze odprawiane

raz przed ołtarzem

raz na zakrystii

Ten sam dzwon

i ta sama dzwonnica

przez ponad ćwierć wieku

I nie ciągnęło go na boki

Ale potem

jego żona zmarła

Od tego czasu pościł

a w tych rzadkich

zawstydzających chwilach

grzechu i poruty

w łazience

przed zaparowanym lustrem

tłoczył w swoją duszę

więcej smutku

niż ukojenia

,

A tego lata

w hotelu „Trojak”

była wystawa

kwiatów

i kompozycji kwiatowych

Jedno z tych zdarzeń

które jak magnes ściągają

motyle

pszczoły

i emerytów

,

Wpadli na siebie

znienacka

przypadkiem

przy zadziwiającym bukiecie

który nazwano

Black Jack”

Pan Marian był oszołomiony

zapachem kwiatów i

widokiem tej kobiety

Miała tak piękne

modre oczy

I te piersi

jak melony

Boże

Drgnęła w nim jakaś

zapomniana struna

Jego krwiobieg zawrzał

Był prawie gotów

jak dawniej przed laty

kupić wino

wziąć pokój w hotelu

i do białego rana

językiem wciskać przyciski

które raz za razem

wysyłały by ją w kosmos

do Nieba

Tego był pewien

choć byłaby to przecież

dopiero

druga kobieta

w jego życiu

,

A pani Basia poczuła

że gdzieś za mostkiem

pękł jej flakonik

z czymś gorącym

On ma takie silne

męskie dłonie” – pomyślała

Zapragnęła by zaszedł ją od tyłu

i tymi sękatymi łapy

ścisnął jej piersi

mocno

aż zatrzeszczą fiszbiny w staniku

aż jej dusza do ostatka

omdleje

i zalegnie przewieszona

przez jego silne

samcze ramię

niczym jedwabny szal

na granitowej skale

Byłaby gotowa

ubrać się w fartuszek

i być na jego rozkazy

mogłaby myć

jego samochód

mogłaby spłacać długi

ale by żyła

bo ciepło jego dłoni

i zapach jego kurtki

w przedpokoju

byłyby jej do życia

potrzebne jak tlen

Tego była pewna

choć byłby to dopiero

jej drugi mężczyzna

,

„Piękny” – wyszeptała

myśląc chyba

o bukiecie

„Prawdziwy cud natury” – odrzekł

patrząc jej prosto w oczy

Oboje byli zmieszani

zawstydzeni swymi myślami

siwymi włosami

marnymi emeryturami

niespodziewanie młodzieńczą

durnotą serc

co nagle rozkwitła

jak te cudne kwiaty

lecz która im

nie przystoi

Bo co by ludzie

Bo co by dzieci

Bo jak to

Więc krok w tył

Więc krok w bok

Jeszcze jeden uśmiech

Marnie odegrana

chwila skupienia

nad jakąś etykietką

choć bez okularów

to tylko biała plama…

I tyle…

Ich tramwaje odjechały

każdy do innej zajezdni

A to miasto jest

zbyt wielkie

by się mogli

odnaleźć

,

Pani Basia wróciła

do swej kawalerki

Starła ziemniaki

Powiesiła pranie

Wytrzepała koce

,

Pan Marian

nie zdejmując kurtki

stanął przed lustrem w łazience

Oparł się czołem o zimne szkło

i tak stał

i stał

i gdyby nie ta staromodna

męska duma

to pewnie byłby

zapłakał

,

Oboje mieli dziwne

duszne poczucie

że zgrzeszyli

I oboje

mieli rację

cholera

bowiem takie

zaniechanie

zwykłej człowieczej bliskości

to ósmy

jakże powszechny

grzech główny

ludzkości

 

,

Pani Basia

wyjęła

starą gazetę z kosza

i odnalazła

to niewielkie ogłoszenie

Potem zaczęła studiować

daty w kalendarzu

Stuknęła palcem we wtorek

i pobiegła do szafy

poprzeglądać sukienki

,

Pan Marian nie miał gazety

ale znalazł numer

hotelu „Trojak”

Zadzwonił i zapytał

czy następnego dnia

będzie jeszcze ta wystawa

„Jutro ostatni dzień” – powiedziała recepcjonistka

„Serdecznie zapraszamy

Bo wie pan…

naprawdę

grzechem by było

to przegapić”

.

 

Dodaj komentarz