PIETA

Oto leżałem

z głową

na kolanach Bogini

Pochyliła się nade mną

i poczułem zapach lawendy

Przez zamknięte powieki

widziałem blask

który bił od niej

Silikonowa rękawiczka

jak aksamit

jak skrzydło motyla

musnęła moje wargi

„Proszę otworzyć

szeroko

szeroooko” – powiedziała

Lecz jakże mi rozewrzeć

japę

w obliczu takiego zjawiska

Jak mam odsłonić

te lata zaniedbań

płukane

hektolitrami whisky

z Azerbejdżanu

okopcone dymem

tysięcy

tanich fajek

z podłego tytoniu

Jakże mam dać jej zajrzeć

w tę nikczemną czeluść

zbrukaną tysiącem

niepotrzebnych słów

kłamstw i wykrętów

zszarganą kaskadami

obelg i kalumnii

Nie poważę się zionąć

mym pożółkłym wnętrzem

w tę światłość nieskalaną

w ten powiew absolutu

Zacisnąłem wargi

bo nagle

poczułem się brudny

i stary

Najnikczemniejszy żul w tym mieście

byłby przy mnie

Elfem

Co za udręka…

A ona

pochyliła się jeszcze niżej

łokieć wsparła lekko

na moim ramieniu

„Jak będzie trzeba

znieczulimy” – szepnęła

„Na to

co mi dolega

nie ma zastrzyku” – pomyślałem

„Tego się znieczulic

nie da”

Boże

co za katusze

Co za piekielna

tortura

Jeszcze chwila

i zrozpaczony

byłbym sczezł do ostatka

w tym płonącym fotelu

lecz wtedy właśnie

włączyła się jej

perystaltyka

wewnętrzna walka żywiołów

gazy i ciecze

sprężyły się wzajemnie

wypełniając jej

nieziemskie trzewia

złowrogim

wulkanicznym bulgotem

„Oj

Pani Jolu

proszę wstawić wodę

na kawę” – powiedziała do asystentki

a ja

odetchnąłem

Rozwarłem szczęki

bezwstydnie

szeroko

szeroooko

by wreszcie mogła

użalić się

nad mym martwym ciałem

Niech się dzieje

to miłosierdzie

Niech robi co chce

ta

kobieta

Kobieta – powiadam

bo burczy jej

w brzuchu

więc…

nie jest Aniołem.

Dodaj komentarz