GAZDA NA MANHATTANIE

Wśród tych robotników

siedzących

na stalowej belce

tylko jeden

nie jest zajęty rozmową

nie szuka kanapek w pudełku

i nie odpala papierosa

Tylko ten jeden

patrzy prosto w obiektyw

jakby nie był z tamtymi

jakby wiedział coś

czego my nie wiemy

jakby coś chciał

powiedzieć

To Gustáv Popović

Gusti

z Vysnego Slavkova

z flaszką w spracowanej

dłoni

Wciąż jeszcze

panuje prohibicja

flaszka jest chyba pusta

Wcześniej miał w niej

herbatę

Chociaż

kto wie …

A kiedy to zdjęcie

stało się znane

wysłał je swojej żonie

Na odwrocie

napisał

„Nie martw się droga Marysiu

jak widzisz

ja jak zwykle

z butelką

Twój Gusti”

 

Gdy wrócił na Słowację

akurat wybuchła wojna

Inni stamtąd

uciekali

a on

za zarobione w Ameryce

pieniądze

kupił ziemię i las

„Teraz będę gazdą” – powiedział

„A z ciebie Marysiu

będzie gaździna

jak się patrzy

Te lata na stalowych wieżach

kilkaset metrów nad brukiem

Manhattanu

te tysiące listów

skrobane z trudem

boleśnie pokaleczonymi

dłońmi

to wszystko było

właśnie po to”

Nie mógł się mylić

Wiedział czego chciał

Dobry był z niego

pracowity

chłop

Teraz będę gazdą” – powtórzył

„A z ciebie Marysiu

będzie gaździna

jak ta lala”

Lecz nie pogazdował długo

Obok przechodził front

a zagubione pociski i kule

ktokolwiek je nosił

posypały się

także

i na jego ziemię

Gusti wyszedł z piwnicy

tylko na chwilę

zobaczyć czy nie trafiło w studnię

lub czy obora nie płonie …

„Cóż

nie pogazdował sobie” – myślałem nieraz

„choć przecież

cholera

komu jak komu

ale jemu

się należało”

Teraz patrzy na mnie

ze ściany mojego pokoju

on na swojej

stalowej belce

ja na mojej

on ze swoją flaszką

ja z moją

„Na zdravie Gusti”

„Na zdravie”

.

Dodaj komentarz