WIECZÓR W SUPERMARKECIE

W wąskim przejściu

między jogurtami

a wędlinami

stanąłem oko w oko

z młodą kobietą

chciałem ją wyminąć

więc zrobiłem krok w prawo

ale

jak to zwykle bywa

ona w tym samym czasie

zrobiła krok w lewo

to znaczy swoje lewo

czyli moje prawo

czyli szliśmy na kolizję

to ja w lewo

moje lewo

a ona w swoje prawo

znaczy moje lewo…

co za niezręczna sytuacja

chrząknąłem zmieszany

postanowiłem ją wziąć

(w sensie – ominąć)

od strony jogurtów

lecz kobieta w tym czasie

zrobiła to samo

i nie wiem cholera

jak długo to trwało

aż wreszcie ona

chwyciła mnie za klapy

marynary

i osadziła w miejscu

jak spłoszonego konia

„Świetnie mi się z tobą tańczy – powiedziała

niestety muszę już lecieć”

cmoknęła mnie w policzek

„Pa” – usłyszałem

i zniknęła

Stałem tam dłuższą chwilę

oparty o drzwi gabloty

jak ten głupek

zastanawiając się

czy jeszcze kiedyś

ją zobaczę

.

Dodaj komentarz