Mężczyzna
w różowym kombinezonie
od tygodnia grabił liście
wokół domu mojego sąsiada
dziś rano sąsiad
powiedział do mnie
„sześćdziesiąt worków liści
rok temu było osiemdziesiąt
upora się z tym
do świąt
biedaczyna”
„Biedaczyna?” – spytałem
„Wiesz
on nie jest całkiem normalny
jest na jakiejś rencie
kiedy w południe
pijemy kawę
nie odzywa się słowem
ten jego kombinezon…
i zauważ
że kiedy skończy
w całym ogrodzie nie znajdziesz
ani jednego listka
ANI JEDNEGO
to chore”
„Robi to
za co mu płacisz” – powiadam
„To nie jest normalne
kolego
płacę mu od całości
więc mnie to nie przeszkadza
ale wiesz dlaczego
tak mu z tym wszystkim schodzi?
otóż on
każdy listek
ogląda bardzo dokładnie
z obu stron
nim go wrzuci do tego
plastikowego worka
a to dlatego że sprawdza
czy aby broń Boże
na którymś z tych suchych liści
nie ma…
ślimaka
rozumiesz
boi się skrzywdzić
ślimaka
to wariat”
Wyjąłem pocztę ze skrzynki
i wróciłem do domu
rachunki
rachunki
rachunki
nie stać mnie na ogrodnika
lecz pomyślałem
że też zatrudnię tego gościa
w różowym kombinezonie
zapłacę za to
by chociaż przez chwilę
mieć w mym ogrodzie…
Człowieka
.