Pamiętam
że kiedy przed laty
grałem im „Woman in Love”
znały tekst
nuciły słowa
były
tak ufne
piękne
tak zdrowe
i gotowe na każde
poświecenie
na każdy ból
pewne na bank
że przecież
on w końcu przyjedzie
na białym koniu…
siedziały zbite w gromadkę
jak młode foki
rozmarzone
z maślanymi oczkami
…
teraz siedzą w tym samym miejscu
w tym samym porządku
patrzą na mnie/przed siebie
ja nie gram
nic nie mówię
zakłopotany chrząkam
i grzebię palcem
w popielniczce
bo z tego co widzę
niech to szlag…
żadnej się nie spełniło
.