Tę festiwalową galę
obejrzałem
tylko raz
kilka lat temu
na scenie zaroiło się
od gwiazd
celebrowano
adorowano
tarzano się w puchu
samozachwytu
kompozytorzy bili brawa
artystom
artyści dziękowali
kompozytorom
ukłony
oklaski
i kwiaty
nazwiska wykrzykiwano
w nabożnym afekcie…
misterium trwało
a ja pomyślałem
że gdyby tak teraz nagle
wygasić reflektory
to w tym amfiteatrze
niby pełnym gwiazd
zapadłaby kompletna
ciemność
z jednym wszakże wyjątkiem
tylko jedna postać z tej sceny
promieniała rzeczywistym
samoistnym
nie odbitym światłem
a była to dziewczyna z chóru
ta trzecia od lewej
z dużym nosem
w okularach
była dobra
najlepsza
jedyna
gdy było po wszystkim
dygnęła skromnie
i pierwsza opuściła scenę
zgasła.
.