Mój ojciec w młodości
był ratownikiem
wyciągnął z wody 6
czy 7 osób
ale najbardziej zapadł mu w pamięć
nie potrafiący pływać mężczyzna
który 50 metrów od brzegu
wypadł z kajaka
z małym dzieckiem
sam tonąc
stał na dnie i trzymał chłopca
nad głową
tak że dzieciak oddychał
choć nie krzyczał
bo myślał że to zabawa
mój ojciec zgarnął dzieciaka
a jego starszy
silniejszy kolega
wyciągnął nieprzytomnego
mężczyznę
i obaj go później
reanimowali
za udaną akcję
dostali po czekoladzie
a potem
przez resztę dnia
siedzieli na wieży
nic nie mówiąc
zamyśleni
.