Wyszła na korytarz
więc wstałem
by ją przepuścić w wąskim przejściu
sięgała mi ledwie do piersi
lecz klasą
przewyższała mnie o głowę
„O Jezu …” – wyszeptała
„Ty jesteś prawdziwy ?”
była nietrzeźwa
ale tylko do tego momentu
w którym puszczają
te najbardziej zbędne
utrudniające życie hamulce
lekko uniosła mą koszulkę
grzbietem palca wskazującego
dotknęła sześciopaka …
i natychmiast cofnęła rękę
jakby poraził ją prąd
stała tak chwilę
z dłońmi przyciśniętymi do piersi
oczy miała zamknięte
a gdy je otworzyła
błyszczały dziwnie przeszklone
czymś w rodzaju nagłej
dziewczęcej nadziei
„Mogę cię zabrać do domu ?” – spytała
wzruszyłem ramionami
„Zapłacę !” – krzyknęła
musiałem mieć
naprawdę głupią minę
bo wybuchnęła śmiechem
tak donośnym
tak perlistym
że aż jej koleżanki
ciekawe co się dzieje
wyjrzały z przedziału
śmiejąc się zniknęła
w drzwiach toalety
a ja usiadłem z powrotem
na swoim plecaku
młody
durny
i trochę speszony
że dałem się tak załatwić
nie wiedziałem
że może być gorzej
a może
oto bowiem minęły lata
i niestety
w niepamięć odeszły
wszelkie możliwe przyczynki
do tego
by w ogóle w ten sposób
ze mną
żartować
.