CISZA PO BURZY

 

 

 

Gdy ból

jak wściekły pies

szarpie na Twoich oczach

bliską Ci osobę

krzykiem go nie przegonisz

we łzach go nie utopisz

wiem

bo próbowałem

gdyby istniała dźwignia

za pomocą której

mógłbyś to wziąć na siebie

wyrwałbyś ją z pulpitu

tak byś szarpał

lecz takiej dźwigni nie ma

więc negocjacje

gotów jesteś zdjąć z siebie

swoją własną skórę

i oddać ją ubogim

a już chwilę potem

grozisz niebu

wychodzisz przed dom buńczucznie

zakasując rękawy

będziesz gasić słońce

chmury rozdmuchasz jak pierze

ocean wychłoszczesz kijem

lecz Twoje 90 kilo

i Twoje silne ręce

nawykłe do ciężkiej pracy

nie znaczą nic

nawet w furii

a Twój intelekt

jest jak ziarnko grochu

właściwie to go nie ma

opadasz z sił

zanim ten kij znajdziesz

a serce

pękło na 1000 kawałków

i każdy kawałek z osobna

płacze…

co jest dalej nie wiem

została uzdrowiona

łaska i opamiętanie spłynęły na okolicę

jak ulewne deszcze

korytem rzeki płynie czyste życie

powracają ptaki

Boże

teraz mi wstyd

że niektóre sprawy

trzeba mi objawiać

w ten sposób

powinienem wiedzieć

powinienem widzieć

lecz ja miewam jak wielu

zupełnie bez sensu

gałki oczne skierowane

źrenicami do środka

.

 

Dodaj komentarz