MÅNGATA

Mngata

MÅNGATA

.

Szliśmy wzdłuż plaży
zero wiatru
na morzu tafla
sierp księżyca wyznaczył na wodzie
szeroką
świetlistą autostradę
piękne
srebrzyste zjawisko
na które w naszym języku
nie ma jednego słowa
a szkoda
  w Skandynawii mówią na to
„mångata”
co znaczy
„księżycowa ulica”
spuściłem psa ze smyczy
i wtedy znienacka
spomiędzy wydm wyłoniła się zjawa
jedna z tych bogiń w średnim wieku
co to czują gwałtowną potrzebę
zrzucenia 20 kilogramów
więc biegają katując do bólu
swoje nieziemskie ciała
muszle i wodorosty
chrzęściły pod jej stopami
minęła nas jak komandos
szybko
krzepko
posuwiście
wymachując na boki rękoma
smyk
smak
smyk
smak…
ciasno opięta w lycry i strecze
majtała frontową sprężystością
fajtała zadnią krągłością
w rytm muzyki w słuchawkach
smyk
smak
smyk
smak…
w tej poświacie bijącej od mångaty
wyglądała jak jakaś
ni to nimfa ni foka
błyszcząca
jędrna
i dzika…
smyk
smak…
mój pies się zjeżył
i warknął
tak na wszelki wypadek
dobry pies
cholera
ja sam bym ją chętnie
dogonił…
i ugryzł w dupę.

.

.

.

.

.

.

.

/ rysunek pożyczony z oficjalnej strony Uniwersytetu w Stavanger (No) /

Dodaj komentarz