Na parkingu cisza
cisza
mężczyzna oparty o drzewo
z wolna wypuszcza dym
mruży oczy
obserwuje ptaka
krążącego po niebie
to ptaszysko z daleka
wygląda złowieszczo
jak sęp
pusta reklamówka żegluje po asfalcie
aż trafia na samotny
zardzewiały słupek
otula go foliowym szalem
i tak zostaje
kobieta w samochodzie obok
tępo gapi się w telefon
jej partner obgryza paznokcie
splunął przez otwarte okno
ściszył radio
nasłuchują
cisza
bębnię palcami po kierownicy
spoglądam na zegarek
tysięczny raz
i tysięczny raz
pstrykam w szkiełko cyferblatu
jakby to mogło przyspieszyć
upływ czasu
powietrze jest gęste od czekania
nasiąkłe zapachem bolesnej rozterki
i niepewności
nawet te psy na trawniku
zamarły w bezruchu
z postawionymi uszami
i dyszą czekaniem
ich właścicielki jeszcze przed chwilą
paplały nerwowo
o niczym
teraz milczą
cisza
absolutna
grobowa
cisza jak makiem zasiał
(cokolwiek to ostatnie znaczy)
takie czekanie to jest
gehenna…
dla tych ludzi tutaj
i dla zwierząt
i dla mnie
lecz nagle…
JEST !
u wjazdu na parking majaczy
biała maska autokaru
w dieslowskim klekocie halsuje
między złotymi klombami
zmierza w nasza stronę
JEST !
trzaskają drzwi samochodów
nerwowo deptane pety
zostawiają na asfalcie czarne smugi
psy zaczynają szczekać
przewracają się jakieś
rowery
z piersi tłumu
nieomal ze szlochem
wyrywa się potężne westchnienie
ulgi
JEST !
pół godziny po czasie
JEST AUTOKAR !
zachłyśnięci szczęściem
podnieceni
wylegamy z cienia
będziemy się nurzać
w kaskadach powitań …
a z kim ?
kto siedzi w tym autokarze ?
Papież ?
nie
Rolling Stonesi ?
drużyna narodowa ?
nie
to nasze ziaby
śkraby
tuptusie kochane
wracają ze swej pierwszej
szkolnej wycieczki !
.