”Facet taki jak ty
nie powinien pracować na budowie” – powiedziałaś
„To marnotrawstwo i grzech…”
nie znalazłem żadnego argumentu
przeciwko tej tezie
Ty miałaś swoją flaszkę whisky
ja swoją
patrzyliśmy sobie w oczy
było Boże Narodzenie
Twoje zwierzęta
i moi ludzie
Twoje miliony
i moje długi
Twoja zapobiegliwość
i moje lenistwo
poszły chwilowo
w odstawkę
„Kobieta taka jak Ty
nie powinna być sama” – powiedziałem
„To niesprawiedliwe i złe…”
nie znalazłaś żadnego powodu
by chcieć temu przeczyć
Ty miałaś swoją flaszkę whisky
ja swoją
patrzyliśmy sobie w oczy
były święta
Twój pusty zamek
i moja pełna chata
Twoi grubi bankierzy
mój chudy komornik
Twoje fakultety
i moje wiersze
nie miały chwilowo znaczenia…
minęliśmy się o jakieś
ćwierć wieku
i tysiące kilometrów
nie łączyło nas absolutnie nic
dzieliło nas kompletnie wszystko
poza tym że oboje
spędzaliśmy długie
samotne wieczory
na złocistych
aromatycznych plażach
bezkresnego oceanu
whisky
Ty wiedziałaś doskonale
że w sytuacji jaką zastałaś na Ziemi
inaczej się nie da
ja
uboższy o jakieś
50 punktów IQ
i tyleż walizek
przeczytanych książek
jedynie to
przeczuwałem
w każdym razie
chcę Ci powiedzieć
że wciąż wychodzi na nasze
poczekaj na mnie
jeśli na mnie poczekasz
to z rękoma w kieszeniach
w milczeniu
boso
pójdziemy sobie jeszcze na spacer
wzdłuż plaży…
.