EPITAFIUM DLA ANNE – MARIE

”Facet taki jak ty

nie powinien pracować na budowie” – powiedziałaś

„To marnotrawstwo i grzech…”

nie znalazłem żadnego argumentu

przeciwko tej tezie

Ty miałaś swoją flaszkę whisky

ja swoją

patrzyliśmy sobie w oczy

było Boże Narodzenie

Twoje zwierzęta

i moi ludzie

Twoje miliony

i moje długi

Twoja zapobiegliwość

i moje lenistwo

poszły chwilowo

w odstawkę

„Kobieta taka jak Ty

nie powinna być sama” – powiedziałem

„To niesprawiedliwe i złe…”

nie znalazłaś żadnego powodu

by chcieć temu przeczyć

Ty miałaś swoją flaszkę whisky

ja swoją

patrzyliśmy sobie w oczy

były święta

Twój pusty zamek

i moja pełna chata

Twoi grubi bankierzy

mój chudy komornik

Twoje fakultety

i moje wiersze

nie miały chwilowo znaczenia…

minęliśmy się o jakieś

ćwierć wieku

i tysiące kilometrów

nie łączyło nas absolutnie nic

dzieliło nas kompletnie wszystko

poza tym że oboje

spędzaliśmy długie

samotne wieczory

na złocistych

aromatycznych plażach

bezkresnego oceanu

whisky

Ty wiedziałaś doskonale

że w sytuacji jaką zastałaś na Ziemi

inaczej się nie da

ja

uboższy o jakieś

50 punktów IQ

i tyleż walizek

przeczytanych książek

jedynie to

przeczuwałem

w każdym razie

chcę Ci powiedzieć

że wciąż wychodzi na nasze

poczekaj na mnie

jeśli na mnie poczekasz

to z rękoma w kieszeniach

w milczeniu

boso

pójdziemy sobie jeszcze na spacer

wzdłuż plaży…

.

 

Dodaj komentarz