W Amsterdamie widziałem pracownię
szlifierza diamentów
tarcze szlifierskie z żeliwa
lupy
i flaszki z kwasem siarkowym
magiczne
magiczne miejsce
gdzie samotny człowiek w jarmułce
z pomocą swych narzędzi
heroicznie zmagał się
z materią
zazdrościłem mu
zazdrościłem
i widziałem kuźnię na Syberii
chałupinę z bali
młotki
kleszcze
skórzane fartuchy
„Żelazo jest metalem kapryśnym
tak samo jak ludzie” – mówiła kobieta
która z pomocą ognia i młota
heroicznie kuła
bukiety żelaznych róż
zazdrościłem jej
zazdrościłem
i jeszcze widziałem
warsztat szkutniczy
na Nowej Fundlandii
gdzie w lichym świetle zakurzonych świetlików
ojciec z synem
tygodniami
w skupieniu
polerowali pękate brzuchy
łodzi z birmańskiego teku
zazdrościłem im wszystkim
zazdrościłem
podobni byli do Stwórcy
nie inaczej
bo przecież stworzeni na Jego
obraz i podobieństwo Jego
sami kreowali
swoje małe światy
i w każdym wypadku widzieli
że jest to zaprawdę
godne i sprawiedliwe
a gdy dnia siódmego
odpoczywali
robili to pewnie w aurze
błogiej niecierpliwości
nie mogąc się doczekać
poniedziałku
zazdrościłem im wszystkim
zazdrościłem
dziś jednak
obszedłem dom dookoła
wstąpiłem na drabinę
aby umyć okno
od zewnętrznej strony
i spojrzałem na mój pokój
jak nigdy
z zewnętrznej perspektywy
na to biurko
komputer
na te półki z książkami
kubek z ołówkami
na lampkę przy stoliku
i nagle zrozumiałem
że przecież
ja też mam swój warsztat
swoje własne narzędzia
to magiczne miejsce na Ziemi
gdzie tak heroicznie
zmagam się z materią
ojczystego języka
gdzie w błogiej samotności
wykuwam i szlifuję
te wszystkie
poematy
i czuję
że jest to zaprawdę godne
i jak najbardziej
sprawiedliwe
.