Mam klucz
i nie zawaham się go użyć
otwieram drzwi i wchodzę do środka
zamykam drzwi
opieram się o nie plecami
strzepuję śnieg z rękawa
i powoli rozpinam kurtkę
w środku jest ciepło
i nareszcie cicho
pachnie grzankami i kawą
lampki w oknach trzymają z daleka
złe duchy
i złe myśli
ludzie i zwierzęta w tym miejscu
chcą
i zawsze będą chcieli
by było mi dobrze
i żebym odpoczął
chcą tego nawet sprzęty
i ściany
obracam klucz w palcach…
hmm…
klucz
odkąd pamiętam
od zawsze
nosiłem go w kieszeni
mogę go zawsze użyć
gdy chcę się schować przed zgiełkiem
i zamiecią
tu mi już nic nie grozi
i nic mnie tu nie nęka
może z wyjątkiem jednego
jakże smutnego
pytania
„jak dają radę ci
a są ich pewnie miliony
którzy takiego klucza
nie mają
i nigdy nie mieli ?”
.