Kilkumetrowa
drewniana drabinka
misternie sklecona z desek
i poprzecznych sztykielków
sięgała parapetu okna
na pierwszym piętrze
tamtego domu
przy parku
kot – myślałem
drabinka dla kota
prawdziwy pomnik przymierza
człowieka i zwierzęcia
i mijałem ją często
tę drabinkę
od tylu lat ją mijałem
lecz…
dziś jej tam nie było
zniknęła
cóż
pewnie zabrakło
kota
który się na nią drapał
i teraz stary człowiek
ten z pierwszego piętra
ma o jeden powód mniej
by uchylać okno
chociaż
pewnie jeszcze czasem
bez sensu
z przyzwyczajenia
spogląda na mokry od deszczu
chłostany zimnym wiatrem
pusty parapet
pod którym nie ma już
drabinki …
to on
widzę go
stoi przez krótką chwilę
z czołem przytkniętym
do lodowatej szyby
a potem powoli
zasłania firankę
i właśnie to
co mnie dopada
nazywam
przemijaniem
.