
–
ARNAUD BELTRAME
.
(Coś w rodzaju epitafium)
.
Pewien człowiek zakończył swą ziemską wędrówkę i trafił do Raju.
W kancelarii u bram przyjął go Św. Piotr.
Formalności trwały chwilę.
Człowiek dostał klucze i wezwano taksówkę, która miała go odwieźć do jego niebieskiej kwatery. Pięknie było, gdy tak jechali. Pięknie było w tym Raju.
Asfalt gładki jak stół, po jednej stronie niebosiężne góry, po drugiej lazurowy ocean.
I błękitne niebo.
Wszystko jak trzeba.
Południowy stok jednego ze wzgórz porastała winnica, wiśniowe sady i pomarańczowe gaje.
Na licznych polanach tryskały źródełka i pasły się białe jelenie.
Wśród tego wszystkiego stało kilka zamków.
Każdy inny, co jeden piękniejszy, a wszystkie jak z bajki …
– Góra Gigantów – powiedział kierowca – Tak ją nazywamy.
– Kto tutaj mieszka ? – zapytał pasażer.
– Tutaj mieszkają najlepsi. Najbardziej zasłużeni. Najwięksi z wielkich i najdzielniejsi.
– Aha … Jan Paweł II ? Matka Teresa ? Gandhi ?
– Nie, nie oni.
– Juliusz Cezar ? Napoleon ? Aleksander Wielki ?
– Ci mieszkają w tej wiosce, na dole.
– To kto mieszka tutaj ?
– Cóż … to po kolei … jeden mały chłopiec z Iranu, nauczycielka z przedmieścia Wrocławia, stary motorniczy z praskiego tramwaju, a tam … pewien żandarm z Trebez.
.