Stary Åke Goransson
był kiedyś policjantem
nie żadnym tam łowcą mafiozów
lecz zwykłym stójkowym
w prowincjonalnym mieście
opowiadał
że nigdy nie użył broni
ani kajdanek
a pałkę wyciągnął raz
by pokazać ją dzieciom w przedszkolu
wiódł schludne życie
w małym
schludnym domku
który kochał nad życie
co cztery lata malował
sztachetki
na brązowo
i słupki
na biało
i nawoził róże
fusami od kawy
i tak przez ponad
pół wieku
aż ból powykręcał mu palce
i nie dało się dłużej …
dziś
sztachetki wyblakły
słupki pożółkły
teraz niebieskie anioły
w domu opieki
dbają o to
by Åke
żył w miarę schludnie
czasem prosi
by mu odłożyć fusy po kawie
i wciąż pyta o róże
i nie wie
że dzieci sprzedały domek
syn kupił sobie fortepian
a córka nowy samochód
i tyle z życia człowieka …
lecz zaprawdę
powiadam
nie ma w tym nic zdrożnego
nie ma w tym żadnej tragedii
ani niczego smutnego
taki jest święty porządek
tego świata
i taka jest
po prostu
kolej rzeczy
.