DZIEŁO ŻYCIA

 

 

 

   Pewien dojrzały, doświadczony przez życie mężczyzna napisał powieść. Była to rzecz o miłości, o przyjaźni i samotności, o wojnie i o pokoju. Była to powieść o życiu i o śmierci. Zawarł w niej, jak sądził, całą mądrość wynikłą z jego doświadczeń i inteligencji. Napracował się przy niej, namęczył. Bywało, że śmiał się do rozpuku, lub zalewał łzami. Włożył w tę powieść całe swoje serce. I całą wiedzę. Poświecił jej kawał samego siebie. A gdy ją wreszcie ukończył odpoczął jakiś czas, by potem do niej powrócić, ze świeżym spojrzeniem.

Idąc za radą starych mistrzów zaczął teraz, strona po stronie, wykreślać to, co niepotrzebne. Każde zbyteczne słowo, każdy zbędny opis, który ważył na lekkości dzieła, zaznaczał i wycinał. Wszelkie ozdobniki i karkołomne, acz wątpliwe popisy elokwencji lądowały w koszu w pierwszej kolejności. Powieść stawała się przez to coraz bardziej klarowna i zarazem prawdziwa. To co mężczyzna mógł na pewno powiedzieć o życiu i o śmierci, wcale nie wymagało wielu słów. To, czego z ręką na sercu, tak naprawdę był pewien, zawierało się w prostych, krótkich zdaniach. Coraz krótszych. Tak krótkich, że znikały jedno po drugim. Aż pewnej nocy z powieści nie zostało nic. Pusta, biała przestrzeń na ekranie monitora. Czysta biel. A po środku tej bieli samotny, pulsujący kursor. Tak jakby to Bóg puszczał do niego oko …

 

Dodaj komentarz