powiedziała
„Pieniędzy
w najlepszym wypadku
wystarczy nam
do końca roku” – odrzekł
Był optymistą
Był październik
Padał deszcz.
.
.
.
.
.
.
powiedziała
„Pieniędzy
w najlepszym wypadku
wystarczy nam
do końca roku” – odrzekł
Był optymistą
Był październik
Padał deszcz.
.
.
.
.
.
.
Przyszedł duchowny
uklęknął i się przeżegnał
Matka Kościół kupiła mu habit
a dziś wieczorem da mu kolację
i ułoży go do snu
w świeżo wykrochmalonej pościeli
Duchowny nie boi się jutrzejszego dnia
…
I przyszedł oficer
Zasalutował i strzelił obcasami
Matka armia kupiła mu te buty
a dziś wieczorem da mu kolację
i wygodne łóżko na kwaterze
Oficer jest spokojny, jutro będzie tak samo
…
I był tam rzutki manager
Robił kalkulacje i analizy rynku
Matka korporacja płaci za jego hotel
Wieczorem zapłaci za kolację + drinki
Uśnie nie sam, nietrzeźwy
lecz pewny kolejnego, sytego poranka
…
A pilot „Dreamlinera” ?
Jeden z najlepszych w kraju
Linie lotnicze dbają o niego
jak o rodzonego syna
Chyba ma romans z tą dziennikarką
której redakcja ciągle wydzwania
jak matka niespokojna
o ukochaną córkę
…
W tym hotelu Janusz
jest chyba jedynym
który za wszystko płaci
z własnej kieszeni
bo od 30 lat
pracuje
na własny rachunek
Janusz jest
biznesmenem
Kolację zje w fastfudzie
Flaszkę do pokoju
kupi w supermarkecie
Wieczorem stanie w oknie
i patrząc na uśpione miasto
będzie się kiwał z boku na bok
z nogi na nogę
i będzie obgryzał paznokcie
myśląc o stertach rachunków
o zimnym, bezczelnym księgowym
o niezadowolonych klientach
i urzędzie skarbowym
Będzie myślał o żonie
którą znowu zawiódł
i o synu
który o nic nie prosi
bo już się nauczył
radzić sobie sam
Tej nocy Janusz
znowu nie zaśnie
Będzie pił i marzył
by jakiś rodzic zastępczy
położył mu rękę na ramieniu
i rzekł :
„Pójdź dziecię, ja się wszystkim zajmę”
I on by poszedł
I byłby spokojny
o następny dzień
Nie bałby się
kolejnego poranka
wiedząc, że go w ogóle
dożyje
Bo póki co
cholera
wcale nie jest
tego taki pewien.
‘
W akcie desperacji
w chwili czarnej rozpaczy
Chudy postanowił
że wyjdzie z ukrycia
że opowie swej żonie
o tych latach udręki
że już nigdy nie będzie
udawał
I tego dnia
wróciwszy z pracy
właśnie wtykała
klucz do zamka
gdy drzwi się
otworzyły
i w progu mieszkania
stanęła
seksowna blondynka
w bucikach na obcasie
w błękitnej sukience
z kwiatowymi wstawkami
A podkład na policzkach
nie do końca maskował
jej zarost
…
Biedna żona Chudego
w pierwszej chwili zamarła
Zakryła usta dłonią
wybałuszyła oczy
a potem
się roześmiała
Nie wiedziała przecież
co to za zabawa
lecz widok był komiczny
Ten dowcip mu się udał !
I poryczała się
ze śmiechu
A Chudy w blond peruce
stał w progu
ze spuszczoną głową
Potem jego/jej ramionami
też szarpnęły spazmy
Kobieta
pękała z uciechy
Chudy
płakał
Natychmiast pojęła
że to nie jest zabawa
Po chwili znów stała
z otwartymi ustami
z przerażeniem w oczach
a on trzasł się
i beczał jak baba
…
W kuchni zapachniało
kawą
parzoną z cynamonem
Okno było otwarte
Gdzieś w głębi osiedla
grała cygańska kapela
i śpiewały ptaki
Po burzy nie było już śladu
”A … masz jakieś imię ?”
spytała żona Chudego
„Felicja”
przedstawiła się blondynka
Siorbnęły po łyku kawy
Któraś chrząknęła
Druga strzepnęła
niewidzialny okruszek z obrusa
„Ale … gust masz niezły”
powiedziała kobieta
(ta prawdziwa)
Opuszkami palców
macając materiał
z którego uszyta
była jego sukienka
„Dziękuję”
bąknęła Felicja
I znów zaczęła buczeć
Żona
podała mu serwetkę
żeby wytarł nos
A potem westchnęła
i wzięła go w ramiona
I tak sobie siedziały
w tej kuchni
przytulone
Jak dwie dobre
stare
przyjaciółki
.
Byłem
To czas przeszły
Miniony
Niemal zapomniany
Lecz dziś
te cztery takty
sprawiły
że przez chwilę poczułem
ten sam smak w ustach
tę sprężystość mięśni
tę skoczność myśli
i elastyczność poglądów
z czasów
kiedy jeszcze się dało
modelować mnie
jak ludzika z gliny
i kiedy miałem
Nokię 6310
z monofonicznymi
dzwonkami
.
„Słuchaj Mats” – powiadam
„Jak brzmi nazwisko gościa
który śpiewa
– Born In The U.S.A. – ?
Bo w dziwny sposób
cholera
wyleciało mi z głowy… ”
Mats patrzy na mnie
i milczy
Mija 30 sekund
30 sekund to dużo
jeżeli dwóch facetów
siedzi naprzeciw siebie
a ten
któremu zadano
pytanie
zamarł
i trwa nieruchomo
jak portret przodka
jak prezydent na banknocie
dumny i zafrasowany
I milczy
Ani drgnie
Czekam
Czekam…
„Bruce Springsteen” – mówi wreszcie
i powraca
do świata żywych
I powraca do swojej
miski spaghetti
w której dłubie z namysłem
jakby liczył
nitki makaronu
Innym razem
Pytam :
„Hej Mats
Jak szeroka szafka
ma stanąć w tym miejscu ?”
Mats zamiera w bezruchu
Gapi się w kąt pokoju
jakby zapadł w letarg
Jakby go z nami
nie było
Sekundy mijają
Zegar tyka
A ja jak ten głupi
stoję obok
również nieruchomo
i czekam
I czekam
I gdyby nas teraz
ktoś tutaj zobaczył
pomyślał by pewnie
że trafił na jakiś
cholerny
gabinet figur woskowych
Minęła minuta
a ja nadal stoję
Wielu by go zabiło
a ja nadal czekam
Bo wiem, że Mats
myśli
I wiem, że szybciej
nie może
Szafka ?
Musi zdecydować
Czy postawi tę starą ?
Czy stać go na nową ?
Ikea ?
Internet ?
Jakaś staroć z bazaru ?
Lub ta biała od matki
co stoi w garażu ?
(szafka, nie matka)
Musi sobie przypomnieć
jak duży jest telewizor
I wziąć pod uwagę
czy go kiedyś zmieni
Jeśli tak to na większy ?
A może na mniejszy ?
Z wiekiem gorzej widzi
Zatem jednak większy
Jedna lampka wystarczy ?
A może dwie po bokach … ?
Raczej jedna
Chyba…
Trwa proces myślowy
Układają się puzzle
Gdyby mu teraz przeszkodzić
musiałby zacząć od nowa
Gdyby go naciskać
podejmie złą decyzję
„Metr dwadzieścia” – mówi wreszcie
Zanotowałem
I obu nam ulżyło
Do następnego razu
Bo pewnie wieczorem
gdy spytam go o godzinę
znowu się zawiesi
Lecz z całą pewnością
będzie miał ku temu
jakieś swoje powody
Musicie to
zrozumieć
Nie poganiajcie
Matsa.
‘
„Jebła mnie na kasę !” – zawołał
„Własna córka !”
„Jebła mnie na 850 !”
„Jak zobaczyłem rachunek
to pomyślałem
że mnie tu zaraz
kurwica strzeli !
Kto włącza internet
w telefonie za granicą ?!
Tyle razy mówiłem !
Przez zasranego fejsbuka
dołożę do jej wakacji
drugie
albo trzecie tyle !
Jebła mnie na kasę !
850 !
Mała zdzira
Bez mózgu
A przecież mówiłem !
I czego
no czego
czego ją cholerę
całe życie uczyłem ?!
…
W tanim hotelu
na Majorce
dziewczyna rzuciła
swojego ajfona
na mokrą od łez poduszkę
„Debil !” – krzyczała
„Funkcję zablokował !”
„Nie mam internetu !
Skurnol zapasiony
„Janusz biznesu
od siedmiu boleści !
Żul
Żyła !”
( I takie tam…
Na „ży”
Na „ha”)
„Jak ja go nienawidzę !” – wołała
Nieodrodna
córka
swego ojca.
‘
Ludzie, którzy uprawiali jogę
umarli
Atleci nie żyją
Biegacze
nordic walkerzy
wegetarianie
odeszli
Po tych co się zdrowo odżywiali
jedli ryby
zioła parzyli
i targali ciężary
śladu nie ma
Maratończycy głębokiej wiary
bogowie fitnessu
i
herosi samodyscypliny
obrócili się w proch
i niewielu o nich pamięta
Surowe jajka na śniadanie
bomba witamin
pompki
sól morska
i zimne kąpiele
wszystko na nic
Wszystko to troska
o jakość życia
Podczas gdy taka
poezja
na przykład
to dbałość
o jakość
śmierci
Najwięksi poeci
także umarli
lecz mam wrażenie
że oni wciąż
mają się
nie najgorzej.
‘
.
W garażu tego domu
znalazłem karton
ze starymi
bardzo starymi numerami
„National Geografic”
Biorę do ręki pierwszy z wierzchu
Listopad
1967
Trąci zleżałym papierem
Strona 668
Buenos Aires
„Paris of South America”
Młoda, elegancka kobieta
siedzi przy stoliku
pod wielkim oknem
w kawiarni
Światło wpada z ulicy
Oświetla jej twarz
Jej partner siedzi tyłem
Na tle okna widzę tylko
zarys jego sylwetki
z papierosem w dłoni
Coś klaruje kobiecie
Ona patrzy na niego
lecz chyba go nie słucha
Jakby patrzyła przez niego na wylot
Myślami jest gdzie indziej
Może myśli o innym
facecie ?
Jest ładna, trochę przy kości
Chyba koło trzydziestki
Ciągle ma jeszcze jędrne
policzki
piersi
i pośladki
Ma gładkie, sprężyste uda
Sądzi …
jest przekonana
że jeszcze wszystko przed nią…
Tak
To było pół wieku temu
Dziś, jeżeli żyje
jest staruszką
po osiemdziesiątce
Może nadal mieszka
w Buenos Aires
Może ten facet nadal
coś tam jej klaruje
a ona
przez te lata
nauczyła się go słuchać
i już wie
że nic lepszego
I tak
jej się
nie trafi.
‘