KRZTYNA MAGII

Mały Krzyś

Z domu dziecka

Ni stąd ni zowąd

Powiedział opiekunce

Że bardzo jej ładnie

W tym niebieskim swetrze

Sweter był zielony

Sfilcowany na szmatę

Krzyś chory na gruźlicę

A opiekunka

Stara panna

Mocno odstawała

Od wszelkich możliwych

Nawet tych życzliwych

Standardów urody

„Pora spać” – powiedziała

Poprawiła włosy

A gdy chłopiec zniknął

W ciemnym korytarzu

Spojrzała ukradkiem

Na swoje odbicie

W szklanych drzwiach gabloty

I pomyślała że może

Te zdeptane klapki

Powinna zamieć

Na buty na obcasie

Potem poszła na górę

I przez chwilę nabrawszy

Jakiejś dziwnej gibkości

Gasiła światła

W pokojach dziewczynek

Mówiąc im „dobranoc”

Jakby cieplej

Niż zwykle

Czerwcowa noc

Pachnie maciejką

Psy we wsi

Dziwna rzecz

Nie szczekają wcale

Mały Krzyś

Uśnie dziś bez trudu

A opiekunka

Być może

Znów napisze wiersz …

Chyba była w tym wszystkim

Krztyna magii

Szczypta cudu

A może po prostu

Właśnie tak

Działają na kobietę

Zwykłe komplementy

Mężczyzny

Nawet na taką

Kobietę

Nawet takiego

Mężczyzny.

‚

 

MOVING OUT

 

 

Pusty dom

To tak jakby ktoś umarł

Pusty dom

To strasznie smutna rzecz

Ostatnie sprzęty

Wyniesiono

Okna zostały

Pomyte

Parkiety błyszczą

Smutkiem

A kran w kuchni

Dziwna rzecz

Już nie kapie

Pusty dom

To tak jakby ktoś umarł

Rozparłem ramionami

Framugę drzwi salonu

I z opuszczoną głową

Stoję nieruchomo

Jak prorok frasobliwy

W przedsionku świątyni

Boję się drgnąć

Boję się rozproszyć

Ledwie wyczuwalny

Zapach cynamonu

Boję się że spłoszę

Dźwięki fortepianu

Które mógłbym przysiąc

Ciągle jeszcze słyszę

Pusty dom…

I nie wiem co powiedzieć

Jednak jestem pewien

Że domy

Tak jak ludzie

Również

Mają dusze.

 

 

 

‚

 

OSTATNIA TAKA BIBLIOTEKA

 

Nazywam się Ba

Olubebe Babacar Ba

Ale kto by to spamiętał ?

Mów mi Ole

Jak wszyscy.

Postoję tu jeszcze pół godziny

Potem pojadę dalej

I w czwartek wrócę

O 9.45

I zostanę do 10.15

Ten sam rozkład

Od 30 lat

I ten sam autobus

Bardzo o niego dbałem

I tak jest do dziś

Przez te lata

Objechałem nim

7 razy

Ziemię dookoła

Po równiku, wiesz

Tak jakoś wychodzi

‚

 

Kiedyś była u mnie

Astrid Lindgren

Słyszałem o niej jeszcze

U nas w Senegalu

To wielkie szczęście, że dali mi tę pracę

Poznałem Astrid Lindgren

Czytała swoje wiersze

Wiedziałeś, że pisała także

Wiersze ?

Siedziała w tym autobusie

Siedziała tam z przodu

A ja wtedy jeszcze

Nie rozumiałem nawet połowy

Z tego co mówiła

Ale kiedy wróciłem do domu

Powiedziałem

„Hej, dziś w moim autobusie

Była Astrid Lindgren”

Dzieciaki były zachwycone

Musiałem im o tym opowiadać

Ciągle od nowa

To było coś

‚

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ty jesteś tutaj nowy

Od niedawna w okolicy

Możesz o tym nie wiedzieć

Ale oni tam, w ratuszu

Uznali

Że objazdowa biblioteka

Nikomu już nie służy

Co nie jest prawdą

Bo ludzie wciąż przychodzą

I właśnie ja

Mam tu taką

Petycję

Podpisały się już

Cztery osoby

Byłbyś piąty

Wiesz

Jak im mogło przyjść do głowy

Że objazdowe biblioteki

Przegrają z internetem ?

To nie jest prawda

Jak to nikomu nie służy ?

Przecież

Ludzie wciąż przychodzą

I na Boga

Przecież …

Jestem jeszcze

Ja

Olubebe Babacar Ba.

.

MasterFoods

 

 

Profesor nareszcie

Miał chwilę wytchnienia

Jakimś cudem bowiem

Rachunki w tym miesiącu

Zostały popłacone

Samochód naprawiony

I choć lichej pensji

Zabrakło na dentystę

To ząb poczeka

A profesorowa

Nic o zębie nie wie

Więc nie będzie wyrzutów

I męczących pytań

Nalał sobie

Pełen kubek

Kawy

Zapadł się w kanapę

I włączył

Telewizor

 

…

 

To była reklama

Lub jakaś

Kampania

Krótki film

Sprawnie zmontowany

Z obrazów cudniejszych

Niż by wypadało

Na podszewce z muzyki

Piękniejszej niż potrzeba

Do dużej sali wchodziły

Pary

Nieświadome po co

Je tu zaproszono

Siadały przy stole

A prowadzący

Zadawał im jedno

I to samo pytanie

„ Gdybyście dostali

W prezencie

Kolację w najlepszym lokalu

Kogo

Byście na nią zabrali

Zważywszy

Że możecie zaprosić

Dosłownie

Każdą

Dowolną

Wymarzoną

Osobę na świecie ?”

Pary nie miały

Żadnych wątpliwości

Każdy ma swoje typy

Na tego rodzaju okazje

Nazwiska

Wyfruwały z łopotem

Jak ptaki z gołębnika

Jedno za drugim

I wszystkie razem

Ścigały się

I leciały wysoko

Krążyły w świetle reflektorów

W atmosferze luzu

I dobrej zabawy

„Marilyn Monroe

Paul Hogan

Kim Kardashian

Jimi Hendrix

Nelson Mandela

Justin Biber

( śmiech )

Bob Hope

Kylie Minoque …”

…

Profesor, rzecz jasna

Miał swoich faworytów

„ Epikur ! „

Zawołał

„Mark Twain”

“Polanski Roman”

I

„Catherine Deneuve”

Tak

Z tymi trzema chętnie

By rozmawiał

A na nią

Patrzyłby jedynie

Bo przy takiej kobiecie

Tego był pewien

Nie dałby rady wypłoszyć

I zmusić do lotu

Żadnej myśli

I żadnego słowa

 

…

 

Potem przed kamery

Wpuszczono dzieciaki

Podeszły do stołu

Niektóre tak małe

Że miały problem

Z wdrapaniem się na krzesła

Były to dzieci

Owych par

Zdumieni rodzice

Teraz już w sąsiedniej

Sali

Przed ekranem

Oczekiwali dalszego

Rozwoju wypadków

A prowadzący

Zadał dzieciom

To samo pytanie :

„ Gdybyście dostały

W prezencie

Kolację w najlepszym lokalu

Kogo

Byście na nią zabrały

Zważywszy

Że możecie zaprosić

Dosłownie

Każdą

Dowolną

Wymarzoną

Osobę na świecie ?”

Dzieciaki nie miały

Żadnych wątpliwości

Każde miało swoje

Oczywiste typy

Na tego rodzaju okazje

Okrzyki

Wyfruwały z łopotem

Jak ptaki z gołębnika

Jeden za drugim

I wszystkie razem

Ścigały się

I leciały wysoko

Krążyły w świetle reflektorów

W atmosferze luzu

I dobrej zabawy

„ Mamę i Tatę”

„Rodzinę”

„Tatę z mamą”

„Rodziców”

„I jeszcze braciszka”

 

 

…

 

To było zrozumiale

Lecz tak zaskakujące

Że rodzice przed ekranem

Zaniemówili

Zmieszani

Zawstydzeni

Szeroko otwarte oczy ojców

Szeroko otwarte usta matek

Mówiły wszystko

A i profesor

Przed telewizorem

Doznał porażenia

Był bowiem nadzwyczaj

Skłonny do wzruszeń

I sentymentalnych afer

Bywało że

W kinie uronił łzę

Na pogrzebach łkał ukradkiem

Nigdy nie odmawiał

Żebrakom

A pająki łapał w słoik

I wypuszczał na balkonie

Teraz także

Poczuł kluchę w gardle

A na sercu

Kostkę z granitu

I drugą

W żołądku

Natychmiast

Osuszył oczy

Z nieznośnego wzruszenia

– Jakież to swoją

Drogą krepujące –

I udał się na górę

Gdzie jego dzieci

Miały swoje

Pokoiki

 

…

 

Pokój córki był cały

Różowy

Profesora zazwyczaj

Mdliło

W oparach tego koloru

Lecz teraz wydał mu się piękny

Ciepły i miękki

I jakże przyjazny

A jego małej królewnie

Zbyt rzadko widywanej

Było w nim do twarzy

I zadał dziewczynce

To proste pytanie

„ Gdybyś dostała

W prezencie

Kolację w najlepszym lokalu

Kogo

Byś na nią zabrała

Zważywszy

Że możesz zaprosić

Dosłownie

Każdą

Dowolną

Wymarzoną

Osobę na świecie ?”

„Mamę i tatę”

Odrzekła

Bez namysłu

„I jeszcze braciszka”

Słodka ziaba

Kochana

Aniołek

Tatusia

Nie zawiodła

Profesor

Do głębi poruszony

Ucałował główkę dziewczęcia

I poszedł do chłopaka

 

…

 

Chłopiec był starszy

A ze ścian jego pokoju

Mierzyły w profesora

Laserowe działa

Laserowe miecze

I laserowe spojrzenia

Tytanowych robotów

I bliżej mu nie znanych

Kosmicznych herosów

I chłopcu

Zbyt rzadko widywanemu

Także zadał

To samo pytanie

A w odpowiedzi

Usłyszał krótkie :

„ Dobra,

Dla ilu osób

Będzie

Ta kolacja ?”

”Powiedzmy, że dla czterech”

„Darmowa ?”

„Oczywiście”

Odrzekł profesor

„ A zatem

Poszedłbym sam

Cztery razy z rzędu

W cztery

Kolejne wieczory

Coś jeszcze

Tato ?”

„Lekcje …

Odrobiłeś ?”

„Właśnie odrabiam”

„No”

Profesor zamknął za sobą

Drzwi

Jego pokoju

Stał chwilę dumając

W ciemnym korytarzu

Kolejny już raz

Zaskoczony

Zawstydzającą trochę

Lecz krzepiącą

Myślą

Że chłopak wdał się w matkę

Całkowicie

I że nie jest do niego

Podobny

Ani trochę

W związku z czym

Jest niemal pewne

Że ten chłopak

Zajdzie w życiu

Daleko

Na pewno dalej

Dużo dalej

Niż on.

.

 

EPITAFIUM DLA M.

Czasy były nieciekawe

Siedzieliśmy w Twoim pokoju

I próbowaliśmy zagrać

„Miłość jest cudowna”

Maanamu

Na gitarze

Było tak blisko

Byliśmy tak blisko

Przyjacielu

Tyci tyci

Czasy były nieciekawe

Imponowały mi

Twoje podboje

Ty sądziłeś, że ja wiem

Coś czego nikt inny nie wie

Obaj oszukiwaliśmy

I to było OK

Czasy były nieciekawe

Byliśmy tak blisko

Przyjacielu

Tak blisko

Teraz ja podbiłem

Co było do podbicia

A Ty

Zdaje się już wiesz

To wszystko

Czego ja nie wiem

Na murach widziano

Klepsydry

Z Twoim nazwiskiem

W mieście, o którym mowa

Nie ma drugiego takiego …

Więc to Ty

Przyjacielu

Na drugim końcu świata

Zapaliłem świeczkę

Maanam ciągle gra

Na gitarze

Choć teraz

To już chyba tylko ja

Tego słucham

Setny raz

Tej nocy

„ Miłość JEST cudowna”

I niech mi nikt nie mówi

Że to były

Nieciekawe czasy.

.

 

481

Nawet najstarsi mieszkańcy wyspy

Nie pamiętali nikogo

Kto małą drewnianą łodzią

Przepłynąłby cieśninę

„Nie da się” mówili

Lecz Holger o tym nie wiedział

I pływał w tę i z powrotem

Był zbyt niecierpliwy

By czekać na prom

I zbyt dumny

By prosić rybaków o pomoc

Za każdym razem

Gdy chciał się udać do miasta

Gdzie była biblioteka

Holger miał jasne włosy

Niebieskie oczy i

Ciało silnego mężczyzny

Choć miał dopiero

Siedemnaście lat

‚

Tego dnia znowu popłynął

Znów do biblioteki

Przez dwie godziny

Nie wypuszczał wioseł z dłoni

A kiedy w samo południe

Stanął na pomoście

Omiótł go spojrzeniem

I wziął w posiadanie

Jak zwykle brał wszystko

W zasięgu swego wzroku

Czyli morze

Niebo

Ziemię

Choć miał dopiero siedemnaście lat

A może właśnie dlatego

‚

Uwiązał łódkę i ruszył

Płosząc mewy

Budząc drzemiących rybaków

Rozpalając myśli ich żon

A wszystko to w takim właśnie

Lub może w innym

Porządku

W każdym razie

Kiedy Holger szedł pomostem

Nie dało się tego nie widzieć

Nie dało się o tym nie myśleć

A niektórym

Ciężko to będzie zapomnieć

,

Wśród tych ostatnich był zapewne

Znany Poeta

Który stał u wejścia na pomost

I udawał, że łowi ryby

Zagadywał wędkarzy

I zaczepiał chłopców

Na rowerze wodnym

Kiedy ujrzał Holgera

Zaniemówił

Ogłuchł

I zmienił się w słup soli

Dudnienie kroków chłopaka

I bicie serca Poety

To było przez chwilę jedno

I to samo dudnienie

‚

Wieczorem w bibliotece

Znany Poeta

Czytał wiersze

A Holger chłonął każde słowo

Choć znał je wszystkie

Trzy tomiki

Po 160 wierszy każdy

Razem 480

I tego wieczoru właśnie

Miał poznać ten 481

Który Znany Poeta

Napisał w południe

Na przystani

A brzmiał on

Mniej więcej tak :

„Według Platona mój skarbie

Ciało to więzienie duszy

To miejsce w którym dusza

Utknęła

I pokutuje

Lecz kiedy patrzę na Ciebie

To myślę

Że Twoja dusza akurat

Trafiła do raju”

Ten i ów

Bił brawo

Kilku drzemało

Znany Poeta podpisał wiersz

Zamaszyście

Po czym podszedł

I podarował go

Holgerowi

Ten i ów zarechotał

Kilku nadal drzemało

A chłopak spłonął czerwienią

Bardziej z wściekłości niż wstydu

Wiedział

Co poeta miał na myśli

Bo miał już siedemnaście lat

Wszystkie te wiersze o miłości

Łącznie z tym 481

Zabrzmiały teraz zupełnie inaczej

Rzegotały złowieszczo

Popękanymi strunami

Bo jakkolwiek były o miłości

To jednak o innej

Niż się wydawało

Przynajmniej jemu

„A więc to tak”

Pomyślał Holger

„Tak to wygląda

Tak wyglądają poeci

I tak wygląda poezja

Zamiast zachwycać

Zawstydza

Zamiast ratować

Ośmiesza”

Zmieszany uciekł

Bo choć

Nie bał się żadnego żywiołu

To jednak

Niektórymi się brzydził

‚

Powrócił na swoją wyspę

Nie zajrzał już do biblioteki

Został rybakiem

I nie napisał już nigdy

Żadnego wiersza

Żaden już nie uleciał

Choć trzepotały skrzydłami

Wszystkim ukręcił łebki

Stłumił wszystkie w sobie

Choć długo jeszcze

Walczyły

Nie pozwolił by się wyrwały

Zdusił

Potopił

Pochował

A szkoda

Bo to były

Cholernie dobre wiersze

Kto wie

Czy nie najlepsze.

…