SŁYSZYSZ ?

stargazing

.

 

On jest jak fale radiowe

w eterze

przenika ściany i dachy

wszechobecny

niewidzialny

i zupełnie darmowy

osiągalny dla wszystkich

po równo

tak samo

dla świętego w krużganku katedry

i dla łotra w więziennej piwnicy

dla palacza najdroższych cygar

i dla biedaka

który je zwija

dla Ciebie

i dla mnie

Bóg

jest jak fale radiowe

w eterze

bez przerwy przeszywa

każde serce żywe

i każdy umysł

On już tam jest

od dawna

nam trzeba jedynie

dostroić odbiorniki

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

autor grafiki : nie ustalony 

LICZNIK BIJE

licznik

.

A może jest tak

że faktycznie

z góry mi wyznaczono

określoną

zamkniętą

nieodwołalną

liczbę

wypitych szklanek wody

zapłaconych rachunków za gaz

karmelkowych całusów

kroków po plaży boso

jajek na miękko o poranku

albo dajmy na to

późną nocą pisanych

wierszy

a potem

nastąpi koniec ?

I może faktycznie jest tak

że za każdym razem

Wielki Rachmistrz pociąga za wajchę

chrzęszczą tryby

dźwięczy dzwonek

dzyń !

i w okienkach z cyframi

zaczyna się ruch

który do owej

określonej

zamkniętej liczby

wypitych szklanek wody

karmelkowych całusów

kroków po plaży boso

zapłaconych rachunków za gaz

jajek na miękko o poranku

albo na przykład

późną nocą pisanych

wierszy

nieodwołalnie mnie

przybliża … ?

DZYŃ !

no i proszę …

licznik znowu

przeskoczył

.

ZWYKŁA SOBOTA

 

Chłopiec gra na fortepianie

nuty perlą się rzęsiście

i mienią kolorami

C jest żółte jak cytryna

tak to widzę

w półśnie

półjawie

Kobieta prasuje koszule

i ogląda seriale

pozwala mi drzemać na sofie

zadowolona

że nie widzę jak podjada

żelki

chłopiec gra na fortepianie

dziewczynka zamknęła się w łazience

i wlazła na stołek przed lustrem

próbuje makijażu

potem to wszystko zmyje

i pójdzie w zaparte

że nie ruszała szminek i tuszy

choć smugi i cienie na jej buzi

będą mówiły

co innego

chłopiec gra na fortepianie

psu śni się gonitwa

warczy

i szczeka przez sen

ciekawe czy pies wie

że sen to sen

czy raczej uważna za normalne

istnienie równoległych światów

bo przecie w obu tak samo

gania te zające

chłopiec gra na fortepianie

a ja

czule wykrawam tę chwilę

i magazynuję w sercu

już mi jej żal

już tęsknię za nią

choć przecież ona

jeszcze trwa

bo wiem

ja dobrze wiem

Boże

jak ja dobrze wiem

że wkrótce

przyjdzie mi napisać

taki wiersz :

„ W tym domu nikt już nie gra

na fortepianie

i nikt nie zajmuje łazienki

dwoje starych ludzi

słucha koncertu z radia

lecz to nie to samo

wyglądają listonosza

czekają na telefon

przy stole w kuchni

drżącymi rękoma

gładzą i pokazują sobie nawzajem

owe zwykłe chwile

niegdyś tak czule zebrane

i zmagazynowane

w sercu”

.

CIOTKA MAĆKA

 

Powiedziała mi kiedyś

że przecież

raz widziała samolot

”jak to mozliwe  – spytała

ze wy tak

do ty Ameryki

latacie 

tymi samolotami

tyle godzin…

na leząco

jak w trumnie ?

ło Matko Bosko !

tak ciasno

ło Święty Jezu ! ”

cóż

nie miałem pojęcia

o czym mówi

ale mi wyjaśniono

że ten samolot co go raz widziała

to był szybowiec

któremu gdzieś nad polami

zabrakło siły nośnej

i lądował w ugorze

hehe

świetna anegdota

sprzedałem ją z tysiąc razy

przeważnie się śmiano

i nikt mi nie powiedział

jak głupio wyglądam

z rękoma wzdłuż ciała

ściskając ramiona

i udając Pawlaka

lecącego z Warszawy

do Chicago

szybowcem…

musiały upłynąć wieki

nim pojąłem

że to Ona

nie ja

widzi świat

we właściwej perspektywie

że to Ona

nie ja

pójdzie do Nieba

i będzie tam jak u siebie

a dla takich jak ja

co najwyżej

ławka w poczekalni

numerek w spoconej

łapie

a z głośników nad głową

wyrzuty sumienia…

nie moze być

inacej

.

CZAPKINS

tomek

 

 

.

 

Człowiek przystanął na chwilę

oparty plecami o skałę

i walczy o tlen

w dole

dyszące demony

które go tu zagnały

w górze

wszechobecna biel

on już wie co się stanie

głupi nie jest

on już wie

wielka góra

czy wielki błękit

na jedno wychodzi

dalej uciec się nie da

jemu

jest już ciepło

.

DEPRESJA

Bennys_Scarecrow__Andrew_Wyeth

.

Ja jestem strachem na wróble

stojącym w polu

we mgle

ptaki siadają na mym ramieniu

i wyskubują słomki

z mojego kapelusza

taki ze mnie strach…

a kiedyś śniłem

że z mojej osikowej stopy

wbitej w mokrą ziemię

nagle puszcza się korzeń

wierzyłem

że mam w sobie dość soku

i dość siły

by zassać życie

wygenerować liście

by stać się wielkim drzewem

i dawać cień

pokarm

i schronienie

a tu dupa…

zawiodłem

jestem strachem na wróble

stojącym w polu

we mgle

czekającym już tylko

na litościwą burzę

z piorunami

która zakończy

ten wiersz

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Obraz : „Benny’s Scarecrow” (Jim Loper’s Coat). Artist: Andrew Wyeth

 

GOOGLE MAPS – PIOTRKOW DABROWSKIEGO 15

IMG_20180124_204201

GOOGLE MAPS – PIOTRKOW DABROWSKIEGO 15

.

 

Jest takie miasto

którego kamienice

prawie niezmienione

trwają

od czasów rosyjskiego

zaboru

na murach jednej z nich

widziałem

malowane cyrylicą

ślady

po drogeryjnym sklepie

beznadziejne miasto

dokładnie w środku

niczego

w tym mieście

miałem swą pierwszą

procę

pierwsze piwo

i pierwszą dziewczynę

trzy nieporozumienia

trzy bolesne porażki

a potem

wcale nie było lepiej

tam legła w gruzach

i została pogrzebana

większość moich nadziei

a jednak

kocham to miasto

które z takim spokojem

dowodzi

że przemijanie jest nieuchronne

kocham to miasto

tak jak się kocha

cmentarze

.

PRZYPOWIEŚĆ O SENSIE ŻYCIA

 

W pewnej górskiej osadzie, gdzieś na krańcu świata, żyli dwaj bracia, bliźniacy.

Od najmłodszych lat wypasali owce, spędzali noce pod gołym niebem, przyglądali się gwiazdom i dumali nad losem i nad przeznaczeniem.

I nad sensem życia.

Mieli wiele pytań i żadnych odpowiedzi, co bardzo ich frustrowało.

Kiedy ich rodzice zmarli bracia sprzedali stada i obejście, mieli bowiem chytry plan.

Postanowili, działając wspólnie, wydrzeć światu tajemnicę istnienia.

Jeden z nich udał się do pobliskiego klasztoru, w którym zebrano tysiąc najważniejszych książek świata. Został mnichem i zabrał się za lekturę tych ksiąg.

Były to mądrości wschodu i zachodu, święte pisma wszystkich możliwych religii, atlasy, dzieła historyczne, encyklopedie, słowniki, testamenty mędrców, astronomów, świętych i filozofów, a nawet książka kucharska.

Jak szybko obliczył przeczytanie tych dzieł , z uwzględnieniem czasu potrzebnego na notatki i refleksję, miało mu zająć około czterdziestu lat.

Drugi z braci poszedł w świat.

Wziął pieniądze na drogę, lecz go oszukano i omal nie stracił życia.

Wiódł żywot próżniaczy, to znów ciężko pracował, ożenił się i miał syna.

Gdy jego syn dorósł i mógł zająć się matką ruszył w dalszą drogę.

Okrążył świat trzy razy, spróbował wszystkiego, zdobył majątek i potem go stracił.

Obcował z królami i żył wśród żebraków.

Nie było na świecie pieca, z którego by nie spróbował chleba.

Nie było ludzkiej doli i niedoli, której by nie doświadczył.

Potem wrócił tam skąd wyszedł.

Bracia bliźniacy, obaj już bardzo starzy, wdrapali się na połoninę, na której za młodu

wypasali owce.

– A więc przeczytałem wszystko – powiedział pierwszy.

– A ja byłem wszędzie i wszystko przeżyłem – odrzekł drugi.

– Wiesz już zatem, jaki jest sens życia ? – spytał pierwszy

– Nie mam zielonego pojęcia, a ty ?

– I ja nadal nic nie wiem i niczego nie rozumiem.

Rozpalili ognisko i zaparzyli herbatę.

Leżeli w miękkiej trawie i przyglądali się gwiazdom, dumając nad losem i nad przeznaczeniem.

I nad sensem życia.

Mieli wiele pytań i żadnych odpowiedzi.

Milczeli, odnalazłszy błogość w harmonii wszechświata.

Herbata smakowała wybornie, a niebo tej nocy

było piękne jak nigdy.

.