1.XI

 

 

To takie dziwne

oni wszyscy byli kiedyś

bardziej żywi niż ja

zapaliłem świeczkę

lecz jakież to ma znaczenie ?

komu to potrzebne ?

na pewno nie Im

nie sądzę

by ją stamtąd dojrzeli

te świeczki palimy

sami sobie

tylko i wyłącznie

sobie

by ogrzać serca

i by przepędzić strach

jak mnie już nie będzie

zapalcie świeczkę

ogrzejcie serca

i przepędźcie strach

.

„ALE OBIECAJ, ŻE SIĘ ZGODZISZ, TO CI POWIEM O CO CHODZI…”

 

Patrzę na Ciebie śliczna dziewczynko

zaczarowany

urzeczony            

jakaś Ty głupiutka

nie zrozum  mnie źle

to nie jest Twoja wada

to cecha właściwa wszystkim

dwunastolatkom

patrzę na Ciebie śliczna dziewczynko

rozczulony

poruszony

jak Ty mało wiesz

i jak Ty dużo czujesz

to takie piękne

i takie urocze

ja wiem już zdaje się wszystko

i nie czuję prawie

nic

poza momentami

takimi jak

ten

patrzę na Ciebie śliczna dziewczynko

mów

Ty wiesz

że na wszystko się

zgodzę

.

ME TOO

 
 
Była zwykłą klientką
podobnie jak ja
jednak widząc moje wahanie
z jakiegoś powodu uznała
że pomoże mi wybrać odpowiednią
karmę dla psa
podeszła bliżej
i zaczęła mówić
mówiła
mówiła
mówiła
tymczasem do sklepu
weszli jacyś ludzie
z psem wielkim jak krowa
papugi w klatkach
wystraszone
zaczęły skrzeczeć
i prawie jej nie słyszałem
skupiony
patrzyłem na jej usta
wciąż jeszcze młode i żywe
w jej oczy
wciąż jeszcze takie
piękne
na siwe włosy
misternie upięte
w biały kok
przebity kościaną szpilką
jak to było w zwyczaju przed laty
dama
prawdziwa dama
z jakimś dziwnym smutkiem w oczach
zapewne dobra kobieta
która choć przeszła wiele
nie dostała wszystkiego
o czym marzyła
ale już o tym nie krzyczy
tylko mówi szeptem
by nikogo broń Boże
nie zranić
ani nie przestraszyć
teraz już w ogóle
nie słyszałem co mówi
widziałem jedynie
jak porusza wargami
i nie wiem
czy to biło od niej
czy wzięło się ze mnie
w każdym razie
wśród tego całego zgiełku
który włada wszechświatem
znaleźliśmy się nagle w oparach
jakiegoś dziwnego stanu
w kryształowej bańce
nagłego porozumienia
wyniesieni w kosmos
gdzie nie było góry
ani dołu
nie istniały kierunki świata
a ten wir
który nas wessał
był niczym stanie w miejscu
z powodu braku grawitacji
i punktów odniesienia
to było jak omdlenie
albo jak hipnoza
ja to już kiedyś czułem
dopadała mnie czasem
owa dobrze mi znana
nagła
bolesna
paląca
potrzeba bliskości
nawet nie kobiety
ale w ogóle człowieka
tyle że faceta
tylko bym uściskał
a do niej…
przywarłem ustami
lekko
nienachalnie
bez żadnej szykany
dotknąłem jej warg znienacka
i niespodziewanie
dla nas obojga
wciąż jeszcze mówiła i ostatnie słowa
wypowiedziała
do mojego wnętrza
miałem wrażenie
że rozchodzą się we mnie
echem
jak w katedrze
potem cisza
cisza
kompletna cisza
żadnych papug
żadnych oddechów
cisza
i tak minęły wieki
lecz w końcu
zabrakło mi powietrza
i wtedy ją puściłem
i ochłonąłem
„Dziękuję…” – powiedziałem po chwili
dysząc z lekka
bo co miałem powiedzieć ?
„Dziękuję” – odrzekła cicho
wciąż oszołomiona
chrząknąłem
westchnęła
chwyciłem worek karmy
i poszedłem do kasy
zniknąłem między regałami
zmieszany i wdzięczny
że nie narobiła szumu
bo gdyby wezwała ochronę
nie znalazłbym sposobu
by się wytłumaczyć
nawet bym pewnie
nie próbował
gdybym był celebrytą
albo znanym pisarzem
mógłbym być skończony
na szczęście jestem nikim
a poza tym
przysięgam
to było dawno
i zdarzyło się
tylko jeden
jedyny
raz.
.
 
 

 

TESTOSTERON II

Nawet Jemu puszczały nerwy

zniszczył drzewo

bo nie miało owoców

a On akurat był głodny

i choć nie była to pora na owoce

zniszczył drzewo

a ja wyrzucam sobie

że kopię w drzwi

i przez chwilę chcę spalić pizzerię

którą moim zdaniem

zbyt wcześnie zamknęli

Nawet On się wściekał

i pewnego razu

w świątyni

wściekł się i wszczął rozróbę

lecz tym razem

trzymało Go dłużej

bo najpierw był zmuszony

ukręcić batoga

więc był czas by ochłonąć

a ja sobie wyrzucam

że kiedy nad jeziorem

czyli w mojej świątyni

ci ludzie myją

samochody

przewracam im wiadra

i szarpię ich za fraki …

nie żebym się porównywał

daleko mi do tego

chcę Ci jedynie wyjaśnić

że On także był tylko

zwyczajnym facetem

co Go uwiarygadnia

i co dowodzi

że było Mu jeszcze trudniej

niż sądzimy

.

EPITAFIUM DLA ANNE – MARIE

”Facet taki jak ty

nie powinien pracować na budowie” – powiedziałaś

„To marnotrawstwo i grzech…”

nie znalazłem żadnego argumentu

przeciwko tej tezie

Ty miałaś swoją flaszkę whisky

ja swoją

patrzyliśmy sobie w oczy

było Boże Narodzenie

Twoje zwierzęta

i moi ludzie

Twoje miliony

i moje długi

Twoja zapobiegliwość

i moje lenistwo

poszły chwilowo

w odstawkę

„Kobieta taka jak Ty

nie powinna być sama” – powiedziałem

„To niesprawiedliwe i złe…”

nie znalazłaś żadnego powodu

by chcieć temu przeczyć

Ty miałaś swoją flaszkę whisky

ja swoją

patrzyliśmy sobie w oczy

były święta

Twój pusty zamek

i moja pełna chata

Twoi grubi bankierzy

mój chudy komornik

Twoje fakultety

i moje wiersze

nie miały chwilowo znaczenia…

minęliśmy się o jakieś

ćwierć wieku

i tysiące kilometrów

nie łączyło nas absolutnie nic

dzieliło nas kompletnie wszystko

poza tym że oboje

spędzaliśmy długie

samotne wieczory

na złocistych

aromatycznych plażach

bezkresnego oceanu

whisky

Ty wiedziałaś doskonale

że w sytuacji jaką zastałaś na Ziemi

inaczej się nie da

ja

uboższy o jakieś

50 punktów IQ

i tyleż walizek

przeczytanych książek

jedynie to

przeczuwałem

w każdym razie

chcę Ci powiedzieć

że wciąż wychodzi na nasze

poczekaj na mnie

jeśli na mnie poczekasz

to z rękoma w kieszeniach

w milczeniu

boso

pójdziemy sobie jeszcze na spacer

wzdłuż plaży…

.

 

DOCZEKANIE TWOJE

 

 

 

 

Na parkingu cisza

cisza

mężczyzna oparty o drzewo

z wolna wypuszcza dym

mruży oczy

obserwuje ptaka

krążącego po niebie

to ptaszysko z daleka

wygląda złowieszczo

jak sęp

pusta reklamówka żegluje po asfalcie

aż trafia na samotny

zardzewiały słupek

otula go foliowym szalem

i tak zostaje

kobieta w samochodzie obok

tępo gapi się w telefon

jej partner obgryza paznokcie

splunął przez otwarte okno

ściszył radio

nasłuchują

cisza

bębnię palcami po kierownicy

spoglądam na zegarek

tysięczny raz

i tysięczny raz

pstrykam w szkiełko cyferblatu

jakby to mogło przyspieszyć

upływ czasu

powietrze jest gęste od czekania

nasiąkłe zapachem bolesnej rozterki

i niepewności

nawet te psy na trawniku

zamarły w bezruchu

z postawionymi uszami

i dyszą czekaniem

ich właścicielki jeszcze przed chwilą

paplały nerwowo

o niczym

teraz milczą

cisza

absolutna

grobowa

cisza jak makiem zasiał

(cokolwiek to ostatnie znaczy)

takie czekanie to jest

gehenna…

dla tych ludzi tutaj

i dla zwierząt

i dla mnie

lecz nagle…

JEST !

u wjazdu na parking majaczy

biała maska autokaru

w dieslowskim klekocie halsuje

między złotymi klombami

zmierza w nasza stronę

JEST !

trzaskają drzwi samochodów

nerwowo deptane pety

zostawiają na asfalcie czarne smugi

psy zaczynają szczekać

przewracają się jakieś

rowery

z piersi tłumu

nieomal ze szlochem

wyrywa się potężne westchnienie

ulgi

JEST !

pół godziny po czasie

JEST AUTOKAR !

zachłyśnięci szczęściem

podnieceni

wylegamy z cienia

będziemy się nurzać

w kaskadach powitań …

a z kim ?

kto siedzi w tym autokarze ?

Papież ?

nie

Rolling Stonesi ?

drużyna narodowa ?

nie

to nasze ziaby

śkraby

tuptusie kochane

wracają ze swej pierwszej

szkolnej wycieczki !

.

 

JESZCZE JEDEN WIERSZ O PTAKACH

Oj…

kichnąłem i wtedy

gromada małych, szarych wróbelków

czmychnęła mi spod pióra

trudno

dziś o wróblach nie będzie

będzie o innym ptaku

o pawiu

ten jest zawsze we mnie

dumny

wyniosły

i strojny jak jaki margrabia

mam go w klatce

to on mi ciągle każe

zadzierać łeb wysoko

wynosić wzrok nad poziomy

i ja tak czynię

ale jest problem

bo chodząc z głową w koronach

drzew

tratuję przecież stokrotki

poziomki

i grzyby

a i nieraz wdepnąłem w

kałużę

i nie dwa

to straszne

po co mi ten paw

właściwie

poszukam kluczyka od klatki

męczy mnie ten paw

cholera

chyba go puszczę

ja jednak wolę wróbelki

sio pawiu

no dobra…

zacznijmy od nowa

„gromada małych, szarych wróbelków

sfrunęła na alejkę

i grzebie w listowiu ……”

.

 

 

DYSKRETNY UKŁON ATEISTY

 

 

Co by nie mówić

i jak by nie zaprzeczać

każdy

ma swojego Boga

pisanego i myślanego

dużą literą

cyniczny

tłusty milioner

ma swojego Boga

i pijany pucybut

u wejścia do metra

też

ma Go Arab w sandałach

i komandos w butach z kewlaru

psia dusza ma swojego Boga

i koń w transporcie do rzeźni także

a jakże

bo jak mawiają Francuzi

nawet trójkąty mają swego Boga

który ma trzy boki

I co by nie mówić

i jak by nie zaprzeczać

każdy się modli

do swojego Boga

po swojemu

głośno

lub cicho

programista się modli

cyframi

gołębiarz rzuca okruszki

mała dziewczynka wystawia lalkę

ku niebu

by w jej imieniu mówiła

gdy ona sama się wstydzi

a jej brat

po nocach pisze wiersze

i chowa je przed matką

w tapczanie

każdemu bowiem trzeba

chwili wytchnienia

każdy szuka nadziei

i zmiłowania prosi

lecz zazwyczaj się tym nie chwali

i nie mówi o tym

nikomu

od tego jest Bóg

intymny

osobisty

dla każdego inny

choć dla wszystkich jednaki

i ja też Go mam

mojego własnego Boga

który tak bardzo

nie istnieje

i który tak bardzo

pomaga mi

żyć

.