Wiesz Jacinto
dziś stanąłem przed lustrem
w łazience
ostrza ustawiłem
na jakiś centymetr
i kosiłem
kosiłem
póki starczyło baterii
w maszynce
Potem bosą stopą
zgarnąłem
ścięte włosy w kopczyk
lecz ten kopczyk
przyjacielu
nie był czarny i lśniący
jak się spodziewałem
jak wcześniej bywało
Zobaczyłem garść
siwych kłaków
marnych i matowych
jakby zakurzonych
Dziwne
Na mojej skroni
wyglądało to inaczej
Lub tak mi się tylko
wydaje …
Tkwiłem tam dłuższą chwilę
z dogorywającą maszynką w dłoni
wpatrzony w tę żałość
zaległą na klinkierze
przerażony
i nagle świadom
że również
moje dawne męstwo
zadziorność
patriotyzm
i nade wszystko
chęć zmieniania świata
jakimś cudem
wycięte
z czupryny mojej duszy
i rzucone
na tę posadzkę
w łazience
wyglądałyby dokładnie
tak samo
bez połysku
liche
posępne
niczym kupka
popiołu…
I wtedy akurat
Ty piszesz do mnie
(w Telchac Puerto jest teraz
zapewne środek nocy)
„Jak leci, stary byku ?” – pytasz
Cóż …
zacznę od tego
że to „byku”
możemy już sobie
chyba
darować …
.