
–
Ten sanitariusz miał kaptur
jak mnich
a pod kapturem
ciemność
taka czarna
pusta
głęboka
jak studnia
jak grób
jak zimna jaskinia
wtoczył mnie na wózku
do windy
żarówka pod sufitem
zapalała się i gasła
wyciągnął kościstą dłoń
a były tam tylko
dwa przyciski
góra
i dół
góra
albo dół
nic więcej
i odwrócił się do mnie
i z tej czerni
spod kaptura
wiało chłodem
jak ze studni
jak z grobu
jak z ciemnej jaskini
spojrzał na mnie
i patrzył
aż moje włosy
i usta
i serce moje
pokrył szron
a on
powoli prostował
kościstą dłoń
i były tam tylko
owe dwa przyciski
góra
i dół
góra
albo dół
i nic więcej
winda drgnęła
żarówka całkiem zgasła
coś wcisnął
nie wiem co
lecz to akurat
nie miało już znaczenia
bo nagle
dotarło do mnie najgorsze
dotarło do mnie
że nie ma…
końca
nie ma żadnego
końca
to dlatego
krzyczałem
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
mal: Jacek Malczewski „Śmierć” (1902)