–

_
Na środku leśnego duktu
zobaczyłem ślimaka
małego
dzielnego ślimaka
który miał przeciw sobie
belki leśnego igliwia
granitowe głazy
ptaki
ropuchy i jeże
nie było tu niczego
co by mu sprzyjało
lecz byłem
JA
ująłem go delikatnie
w dwa palce
zaniosłem na pobocze
w trawę
w schronienie
w przetrwanie
czułem się jak ktoś
kto czyni dobro
czyste dobro
jak ktoś
kto w chłodny zimowy poranek
rozpala ogień w piecu
i smaży naleśniki
dzieciakom podskakującym przy kuchni…
zaniosłem go na pobocze
lecz on
natychmiast (jak na ślimaka)
zawrócił
i zaczął z mozołem
sunąć z powrotem
przez te belki igliwia
przez granitowe głazy…
wiatr ustał na chwilę
nagle umilkły ptaki
las zamarł
przyglądał mi się w milczeniu
więc zmieszany
odszedłem
i wtedy
las zaszumiał
zamruczały knieje
idiota – usłyszałem za plecami
nie odwróciłem się
i tak widać było
że mam czerwone uszy.
.
.
.
.
.
.
.
.