_

_
Wieczór był strasznie
upalny
nikt nie zjadł kolacji
ani nawet deseru
tymczasem
ta stara
ponura
wredna oddziałowa
z włoskim lodem
niczym z berłem w dłoni
usiadła na taborecie
przy drzwiach naszej sali
jak na tronie
i spojrzała na nas
na cztery ludzkie nieszczęścia
bezradni
pokonani
zdani na jej łaskę
i niełaskę
ubodzy
zasmarkani poddani
pożałowania godna
zbieranina
dziwnych chorób
mętnych spojrzeń
bladych twarzy
niektórzy już na wylocie
zapewne nogami do przodu
widok
w sumie niefajny
niezły bajzel – pomyślała
i wtedy
mogę przysiąc
na jej ramieniu przysiadł
sęp
i był to
jej anioł stróż
bo każdy ma takiego
anioła stróża
jak sam się nosi
i ten sęp
anioł stróż
szeptał jej do ucha
a że moje łóżko
stało najbliżej
to wyraźnie słyszałem
jak mówił :
“patrz co za niedojdy
dajesz im popalić
nie ma co
ja wiem
że to tylko
nudne
marudne
roszczeniowe brudasy
siostro …
siostro …
popiskują jak szczury
skrzeczą jak papugi
siostro …
od rana do nocy
anioła szlag by trafił
sam jestem aniołem
no to wiem co mówię
ale …
gdybyś tak raz
chociaż raz
na przykład
w taki wieczór jak dziś
ciężki
i upalny
okazała im nieco
miłosierdzia … ?”
chrupiący wafelek
znieruchomiał w jej dłoni
miłosierdzie
trudne słowo
raczej jej nieznane
sęp zbliżył dziób
do jej ucha
żeby lepiej słyszała
“a gdybyś tak raz
tylko raz
przez chwilę
była dla nich po prostu
miła ?
taki
dobry uczynek
nic wielkiego
a kto wie
może nam to przysporzy
jakiegoś punkcika
tam
Na Górze ?
coś mi bowiem mówi
że obojgu nam tego
potrzeba …”
ok
no dobra
zrozumiała
stać ją na to
na wszelki wypadek
rzuciła okiem
na korytarz
nikogo tam nie było
żadnych świadków
tego jej
miłosierdzia
zamyślonym wzrokiem
powiodła po sali
po kołdrach
kaczkach
kroplówkach
myślała krótką chwilę
aż wreszcie zrobiła
w jej pojęciu uprzejmą
słodką
jaśniejącą miłością bliźniego
minę
(choć to się na Boga
nie mogło przecież udać)
mlasnęła
cmoknęła
i wypaliła:
“no dobra !
ma który ochotę
na loda !?”
…
cisza
…
zapadła
cisza
…
ten i ów
mimo upału
naciągnął kołdrę pod brodę
ja patrzyłem w sufit
…
cisza
…
nadal cisza
…
“nie to nie !” – rzuciła
“zrobiłam dla nich
co mogłam”
wzruszyła ramionami i wyszła
sęp siedział jeszcze chwilę
z łbem nakrytym skrzydłami
potem westchnął ciężko
i poczłapał za nią
zniknęli …
ale tamtej nocy
i tak
żaden z nas nie zasnął
nasłuchiwaliśmy
odgłosów
z korytarza…
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
ilustr:wł.