SPÓŹNIONY LIST DO BABCI MOICH DZIECI (II)

_

_

Ja byłem z miasta

miałem skórzaną kurtkę i przeciwsłoneczne okulary

a Ty prałaś torebki foliowe z supermarketu

i wieszałaś je na sznurkach w łazience

w bezlitosnym upale

ciągnęłaś mnie na drugi

koniec bazaru

bo tam marchewka była tańsza

o 10 groszy

miałem skórzaną kurtkę i ciemne okulary

i byłem tak cholernie

wyrozumiały

nie kupowałaś bananów

bo po co ?

w ziemniakach jest więcej skrobi …

a kiedy odjeżdżałem

przynosiłaś jajka

i mleko prosto od krowy

w cynkowej bańce

z pogiętą przykrywką

uszczelnioną gazetami

„to pijta, bo zdrowe” – mówiłaś

„a to ze sklepu, to kupa dziada”

mleko kapało na wykładzinę

w bagażniku mojego zagranicznego auta

i byłem wściekły

ale byłem z miasta

miałem skórzaną kurtkę i szpanerskie Ray-Bany

i wypełniał mnie ocean uprzejmości

chlupotały we mnie hektolitry

dobrotliwego zrozumienia

również wtedy

gdy kazałaś mi wyciągać obierki z kosza

bo ich miejsce jest w kompostowniku

i gdy parzyłaś mi kawę z prażonego żyta

bo ta prawdziwa się skończyła

lub gdy pod cieknący kran stawiałaś garnek

by do rana nakapało z litr

czy półtora

choć tego lata w powodzi

zginęło 56 osób

7000 straciło dach nad głową

i trzeba było ułożyć od nowa

2000 kilometrów torów

Ty ratowałaś pojedyncze krople

bo każdej kropli szkoda

a ja godzinami stojąc pod prysznicem

śpiewałem

że jestem z miasta

i parskałem zwycięsko

jak głupek

bo to ja byłem

pożałowania godzien

choć byłem z miasta …

cóż

lata chylą mnie ku ziemi

przeciwsłoneczne okulary zsunęły się

na czubek mego nosa

zdziwiony spoglądam sponad ciemnych szkieł

i dopiero teraz

dostrzegam również tę część światła

która zawsze biła od Ciebie

i dopiero teraz widzę

że jednak to Ty

zawsze miałaś

rację.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

Dodaj komentarz