_

_
Ja byłem z miasta
miałem skórzaną kurtkę i przeciwsłoneczne okulary
a Ty prałaś torebki foliowe z supermarketu
i wieszałaś je na sznurkach w łazience
w bezlitosnym upale
ciągnęłaś mnie na drugi
koniec bazaru
bo tam marchewka była tańsza
o 10 groszy
miałem skórzaną kurtkę i ciemne okulary
i byłem tak cholernie
wyrozumiały
nie kupowałaś bananów
bo po co ?
w ziemniakach jest więcej skrobi …
a kiedy odjeżdżałem
przynosiłaś jajka
i mleko prosto od krowy
w cynkowej bańce
z pogiętą przykrywką
uszczelnioną gazetami
„to pijta, bo zdrowe” – mówiłaś
„a to ze sklepu, to kupa dziada”
mleko kapało na wykładzinę
w bagażniku mojego zagranicznego auta
i byłem wściekły
ale byłem z miasta
miałem skórzaną kurtkę i szpanerskie Ray-Bany
i wypełniał mnie ocean uprzejmości
chlupotały we mnie hektolitry
dobrotliwego zrozumienia
również wtedy
gdy kazałaś mi wyciągać obierki z kosza
bo ich miejsce jest w kompostowniku
i gdy parzyłaś mi kawę z prażonego żyta
bo ta prawdziwa się skończyła
lub gdy pod cieknący kran stawiałaś garnek
by do rana nakapało z litr
czy półtora
choć tego lata w powodzi
zginęło 56 osób
7000 straciło dach nad głową
i trzeba było ułożyć od nowa
2000 kilometrów torów
Ty ratowałaś pojedyncze krople
bo każdej kropli szkoda
a ja godzinami stojąc pod prysznicem
śpiewałem
że jestem z miasta
i parskałem zwycięsko
jak głupek
bo to ja byłem
pożałowania godzien
choć byłem z miasta …
cóż
lata chylą mnie ku ziemi
przeciwsłoneczne okulary zsunęły się
na czubek mego nosa
zdziwiony spoglądam sponad ciemnych szkieł
i dopiero teraz
dostrzegam również tę część światła
która zawsze biła od Ciebie
i dopiero teraz widzę
że jednak to Ty
zawsze miałaś
rację.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
fot: wł.