FRYTA

_

_

Fryta zapytała

czy lubię swoje życie

raczej tak – odrzekłem

(najlepsza z możliwych

odpowiedzi

niby twierdząca

a pozostawia pole

do dyskusji)

a ty ? – spytałem

milczała

złamanym paznokciem przegarniała

w tę i z powrotem

niedopałek papierosa

w popielniczce

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Mal: Maria Sochaczewska / „Woman’s treasure”

GDYBYŚ …   

_

_

 

Dobrze

już dobrze

teraz jest już

dobrze

ale w tej krótkiej

trudnej godzinie

nagle dotarło do mnie

że wygrana w totka

wydanie powieści

trzecie miejsce w regatach

Swedish Dragon Cup

czy nawet zwykły prysznic

miękki szlafrok                                   

i kawa w niedzielny poranek

nie miałyby już dla mnie

żadnego znaczenia

sensu

ani smaku

jakby co …

gdybyś …                 

nigdy więcej nie jedz

podejrzanych

grzybów

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

rys: Gerhard Glück

SPOSÓB NA TĘ WSZECHOGARNIAJĄCĄ PUSTKĘ 

_

_

Weź czyjeś małe życie

w swoje dłonie

i zrób z niego 

bajkę

rozumiesz?

to ma sens

to dobry sposób na własną

pustkę

i zwątpienie   

ja sam 

chyba bezwiednie

robię tak od lat 

po prostu

weź kogoś i rozpieść        

do granic przyzwoitości

bezwstydnie uchylaj mu nieba

pozwalaj mu

na wszystko

nie znaj umiaru

w wybaczaniu

postępuj tak jakbyś chciała

aby z Tobą postąpił        

dobry Bóg        

znajdź kogoś

kto jest tego wart

weź jego małe istnienie 

w swoje dłonie 

i zainstaluj je

w niebie

bądź temu komuś     

Dobrym Pasterzem

nieskończenie

ekstremalnie

dobrym …

to może być człowiek                

pies

nawet kwiatek …

z tym że kwiatek 

czy pies

z pewnością

nigdy nie obróci tego

 przeciwko Tobie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Rafał Trzebiński.

ZMIERZCH

_

_

To wszystko tak jakoś   

szybko          

zleciało                            

ciemności gęstnieją  

wahadło zegara            

zwalnia

nowe drogi i mosty 

budują już nie dla nas

żaden bank na świecie 

nie da nam już kredytu

na 25 lat

wszyscy nasi idole

posiwieli

niektórzy umarli

to wszystko tak jakoś 

szybko             

minęło                                           

jak niespodziewanie krótka 

przejażdżka górską kolejką 

gdy nawet nie poczułaś    

mdłości        

ani wiatru we włosach

ani nic …

nikt o tym nie mówi             

lecz myślę                          

że w godzinie zmierzchu

wszyscy czujemy się trochę 

oszukani

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

rys: Miroslav Bartak

HALLOWEEN

_

_

Owego wieczoru

ulice tętniły 

śmiercią

w upiornej poświacie 

ledowych lamp

przy dźwiękach głośnej 

muzyki z horrorów

wirowały duchy

tańczyły wampiry

widmo bladej dziewczynki

w nocnej koszulinie

wspinalo się jak pająk

po fasadach kamienic …

halloween party !

halloween night !

jednak te wszystkie zjawy

strzygi

i upiory

trzymały się rynku

i śródmiejskich deptaków

nikt o tej porze

nie zapuszczał się 

do parku

w parku 

można spotkać

człowieka

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Alexander Sviridov

GENY

_

_

Kiedy miał 6 lat                        

zabrałem go za miasto                    

do opuszczonego domu

który prezentował się nieźle

ale ja wiedziałem

że nazajutrz  zostanie 

zburzony 

i dałem mu do ręki 

kamień

rzucaj w szyby – powiedziałem

dlaczego ? – spytał przestraszony 

bo wkrótce i tak                                   

przyjedzie buldożer

i zrówna to wszystko 

z ziemią – odrzekłem                  

możemy się więc 

zabawić

bezkarnie ciskać kamienie

w te lśniące okna

one jutro i tak

rozprysną się na milion 

kawałków

w kurzu

i huku maszyn  

rzucaj …

ale ja nie chcę – powiedział

to jedyna okazja – nalegałem

ja rzucę pierwszy           

poczujmy jak to 

jest …

ale ja nie chcę – powtórzył

i się popłakał        

i stał  tam taki biedny    

bezradny

usmarkany

z pozoru dzielny rycerz

zabójca smoków

dumny król

a tak naprawdę pastuszek

niechętny wszelkiej

gwałtowności

przeciwny destrukcji

śmiertelnie przerażony

widmem przemocy

i skowytem chaosu

przedniej straży

nicości …  

nie miałem wątpliwości        

że ten chłopiec 

to mój syn

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

na fot: dumny król.

KIEROWCA FURGONETKI

_

_

Gdzie jesteś leszczu ? – zapytała

w trasie grubasie – odrzekł

potrzebny mi samochód – powiedziała

dziś wieje od zachodu

chciałabym pojechać nad zatokę

popływać …                         

wypił łyk kawy z termosu

spojrzał na zegarek

w domu będę najwcześniej 

koło dziesiątej – powiedział

eee … o dziesiątej – odrzekła

to będziesz mnie mógł w dupę 

pocałować …

i odłożyła słuchawkę   

zapalił papierosa   

skręcił na południe                 

wjechał na autostradę

uśmiechał się do siebie                

co chwilę wracał myślami      

do jej słów       

do dziesiątej było jeszcze

parę godzin

nie mógł się         

doczekać  

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Dmitri Markov

CUD

_

_

Wyjaśniono mi ten fenomen

dokładnie

sam byłem jego świadkiem 

dwa razy

a jednak

nadal nie pojmuję

cudu człowieczych

narodzin

tej heroicznej świętości 

i nadprzyrodzonych mocy

kobiecego brzucha 

choć minęło ćwierć wieku

nadal nie pojmuję …

mogę tylko milczeć

w zachwycie

zadumany …

a tę fałdkę tłuszczu

która Cię tak martwi

z największym szacunkiem

całuję

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

A GDYBY …

_

_

A gdyby się nagle coś stało

to pozbądź się wszystkich moich

ubrań

wywietrz szafy

wyrzuć do śmietnika

te książki 

z parapetu w łazience

i mój ulubiony kubek

do kawy …

ja i tak będę wszędzie

w starej piosence

w gwiazdach

w szklance wody …

po prostu nie zwracaj na mnie

uwagi

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: William Lazos (Egyptian-Canadian. b. 1964) // WEDDING

KIEROWCA PŁUGA ŚNIEŻNEGO

_

_

Wracałem do domu o czwartej
albo o piątej nad ranem
brałem prysznic
jadłem grzanki
przeglądałem poranne
gazety
i wypijałem szklaneczkę
czasem dwie
czegoś naprawdę mocnego
po czym kładłem się spać
ze świadomością
że jestem jednym z nielicznych
na tym świecie
szczęściarzy
którym wolno spać
do południa
a przez resztę dnia
chodzić w szlafroku …
czułem się wtedy jak lord
albo jak jaki
artysta

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.