FACET Z GAŚNICĄ, CZYLI 3 MINUTY SZCZEROŚCI

 

„Wykorzystam sposobność

i będę z tobą szczera

szczera jak nigdy

wiesz

bo zasadniczo

są dwa typy facetów

tacy

co to na pięć minut

przed odlotem śmigłowca

wrócą do dżungli po rannego kolegę

i ci

którzy tego nie zrobią

tych pierwszych jest niewielu

być może dlatego

że oni żyją krócej

i nie zawsze się zdążą

rozmnożyć

i ty właśnie

cholera

niestety

należysz do tego gatunku

jak u kogoś się pali

to zaraz się zjawiasz

taki cholerny

pożyteczny

facet z gaśnicą

wiesz

tak cię widzę

facet z gaśnicą !

„Twój facet to anioł” – powiadają

„taki miły

i zawsze można na niego liczyć”

a mnie normalnie trzepie

ja się czuję jak chłopak

pięknej dziewczyny

która daje wszystkim

bo jest piękna…

rozumiesz ?

ty jesteś piękny

i dajesz wszystkim

a ja jestem zwyczajnie

zazdrosna

bo przecież

to moje

Moje

MOJE

ty jesteś mój

i skrzydła twoje są moje

twoja aura

puch i pierze twoje

przede wszystkim są moje… !

a potem dopiero

tego czy tamtej

czy onego…

ty nawet nie masz wrogów

cholera

ciebie wszyscy kochają

to prawdziwie anielska

zdolność

zaciekłego wroga przerobić

tak by cię klepał po plecach

znam paru gości

co to potrafią

lecz oni idą na łatwiznę

i robią takie rzeczy normalnie

za pomocą pieniędzy

lub bejsbola

ty robisz to sercem

i to jest nasz problem

mój nauczyciel wuefu

powiedział jednego razu

„Ja nie mam wrogów…

wszystkich zabiłem”

i to był facet

prawdziwy

bo facet

powinien zabijać

powinien palić niestety

gwałcić nawet

i włochatymi łapy

grabić w swoją stronę

lecz potem

to co zagrabione

powinien przynosić swoim

rozumiesz ?

swoim

Swoim

SWOIM…

swojej samicy

i jej młodym

a nie całemu światu

by potem samemu

klepać kurwa biedę !

przecież ty beze mnie

to ty byś lebiodo

dawno już skończył w rynsztoku

wynieśliby ci wszystko

z domu

a ty byś im jeszcze pomagał

pakować to do auta

dlatego jestem pewna

że jak cię w końcu

szlag trafi

i staniesz u niebieskiej bramy

to wyciągniesz z kieszeni

pieprzony smar grafitowy

i bezinteresownie

za zupełną darmochę

przesmarujesz im zamki i prowadnice

i jeszcze zawiaski

w oprawkach okularów Św. Piotra

tak na wszelki wypadek…

Boże

ile ja razy to mówiłam

błagałam

Płakałam

GROZIŁAM

i nic !

lecz teraz wykorzystam okazję

teraz mam cię pod ręką

i ci powiem

raz będę całkiem szczera

wiesz

bo ja po prostu pojąć nie mogę

za co ja cię głupku …

tak kocham

dlaczego ja bez ciebie

nie potrafię oddychać

a świat się wydaje

czarno-biały

czasem mówię te różne rzeczy

a później tak strasznie

żałuję

gdy widzę jak stoisz z opuszczoną głową

i boisz się odezwać …

i ręce chowasz za plecami

„co tam chowasz !?”

„ …gaśnicę”

hahaha …

o Jezu

czemu ja znowu płaczę ?

ze śmiechu ?

Ze złości ?

Z MIŁOŚCI ?

może faktycznie w miejscu

w którym stoisz

świat jest o tysięczną promila

lepszy

i dobrze stać przy tobie ?

i może faktycznie

gdy to wszystko pieprznie

i przyjdzie do ostatecznych rozrachunków

to się wtedy okaże

że to jednak ty

zawsze miałeś rację ?

może dlatego czasem

dziękuję Bogu za ciebie

i błagam by miał cię w opiece

ofermo

bo ja

nie zawsze daję radę… ?

nie wiem

dlaczego jak cię głupku

tak kocham ?

i za co ?

hmm

to takie piękne

i takie niepojęte

gdzie te chusteczki ?

chociaż …

jak sobie przypomnę

jaki z ciebie frajer

to znowu nie wiem

czy mam cię w tym mroku

w tym lichym świetle księżyca

całować

czy lać po pysku !

no frajer

Frajer

FRAJER ! …”

„Ee … co to… co się stało ?”

„Ciele się zesrało !”

„Co … ale … co ?”

„Nico !

nie zapalaj światła !

cholera …

a w ogóle

to mógłbyś chrapać ciszej ?!

.

CI WSZYSCY POECI …HEHE

Jeden z tych znanych polskich poetów

podał mi gitarę

”graj

piękny cyganie” – powiedział

„Oho” – pomyślałem – „ łapy trzymaj przy sobie”

wszyscy wiedzieli o jego skłonnościach

w końcu był znany

lecz ja byłem tam z dziewczyną

i od tego momentu

byłem z nią jeszcze bardziej

ta moja krzykliwa

dobitna

seksualność hetero

budziła w nim smutek

ale i…

odrazę

chociaż nic nie mówił

czułem to wyraźnie

to są rzeczy mierzalne

tylko za pomocą

najczulszych instrumentów

takich jak

niezwykła wrażliwość

przyjacielska troska

albo na przykład

serce matki

tyle że i ja

nie byłem mu dłużny

z miłosierną rezerwą

patrzyłem

na dorosłych facetów

którzy piszą wiersze…

hehe

inny z tych znanych polskich poetów

robił interesy

i wiódł wystawne życie

miał bowiem smykałkę

do obu tych rzeczy

„biedy trzeba się wstydzić”- mawiał

„a przy okazji

co u ciebie Haraldzie ?

nie ma chyba zbyt wielu

porywających momentów

w życiu

prostego sanitariusza

na państwowym etacie

w państwowym szpitalu ?”

byliśmy przyjaciółmi

lecz moja pozycja

budziła w nim smutek

i chyba …

politowanie

niby nic nie mówił

lecz wyraźnie to czułem

to są rzeczy mierzalne

tylko za pomocą

najczulszych instrumentów

takich jak

naturalny liryzm

koleżeńska tkliwość

albo na przykład

serce matki

tyle i że ja

nie byłem mu dłużny

z dobrotliwym uśmiechem

patrzyłem

na dorosłych facetów

którzy piszą wiersze…

hehe

pierwszy z tych poetów

zmarł niedawno na raka

a jego książki

chodzą na „Allegro”

w cenie paczki

„Marlboro Lights”

drugi poszedł w dewocję

i prawicowe klimaty

i jest dzisiaj znany

raczej tylko ze swoich

gazetowych wygłupów

można właściwie powiedzieć

że on także umarł …

a ja cóż

dorosłem

dojrzałem

siedzę na tarasie

i sącząc absoluta…

piszę wiersze

hehe.

.

POSPIESZNY DO RZESZOWA

 

Wyszła na korytarz

więc wstałem

by ją przepuścić w wąskim przejściu

sięgała mi ledwie do piersi

lecz klasą

przewyższała mnie o głowę

„O Jezu …” – wyszeptała

„Ty jesteś prawdziwy ?”

była nietrzeźwa

ale tylko do tego momentu

w którym puszczają

te najbardziej zbędne

utrudniające życie hamulce

lekko uniosła mą koszulkę

grzbietem palca wskazującego

dotknęła sześciopaka …

i natychmiast cofnęła rękę

jakby poraził ją prąd

stała tak chwilę

z dłońmi przyciśniętymi do piersi

oczy miała zamknięte

a gdy je otworzyła

błyszczały dziwnie przeszklone

czymś w rodzaju nagłej

dziewczęcej nadziei

„Mogę cię zabrać do domu ?” – spytała

wzruszyłem ramionami

„Zapłacę !” – krzyknęła

musiałem mieć

naprawdę głupią minę

bo wybuchnęła śmiechem

tak donośnym

tak perlistym

że aż jej koleżanki

ciekawe co się dzieje

wyjrzały z przedziału

śmiejąc się zniknęła

w drzwiach toalety

a ja usiadłem z powrotem

na swoim plecaku

młody

durny

i trochę speszony

że dałem się tak załatwić

nie wiedziałem

że może być gorzej

a może

oto bowiem minęły lata

i niestety

w niepamięć odeszły

wszelkie możliwe przyczynki

do tego

by w ogóle w ten sposób

ze mną

żartować

.

 

CENTRUM HANDLOWE JÄGERSRO

 

Podstarzały hipis

który wygląda jak Indiana Jones

po 20 latach łagru

stoi przy drzwiach do galerii

i wyciąga drżącą

pokłutą igłami łapę

dwudziestoletnia dziewczyna

z tyłkiem jak u perszerona

mija go obojętnie

Boże…

z taką dupą

niewiele da się zrobić

z wiekiem

będzie tylko gorzej

a ona już teraz nie daje rady

wsiąść do zwykłego

samochodu

przeszła jak parowóz

pchający przed sobą

druciany wagon

pełen fasoli w puszkach

i mrożonych hamburgerów

ale w drzwiach hamuje

przepuszcza zgarbioną staruszkę

w eleganckim

staromodnym płaszczu

i różowych

futrzanych bamboszach

daję hipisowi puszkę „Red Bulla”

potrzebuje jej bardziej niż ja

puszczam oko do dziewczyny

a za staruszkę będę się modlił

nie

nie dziękujcie

dla mnie to zaszczyt

móc obcować z

herosami

.

 

LISTONOSZ

 

 

Kiedy przed wielu laty

zjawiłem się w tej mieścinie

był młodym pryszczatym chłopakiem

który dopiero zaczynał

widywałem go w bibliotece

jak studiował pisemka

o karate

dziś jest pryszczatym mężczyzną

po czterdziestce

i nadal rozwozi listy

na tym swoim rowerze

i musi znać na pamięć

te 7077 osób

które tutaj mieszkają

pewnie gdybym zawołał

„Hej, listonoszu

gdzie mieszka Goransson ?”

zapytałby : „Który ?”

„Ove, Ove Goransson, ten gruby”

„Karleksstigen 16 B”

„Hej, listonoszu

a która dziewczyna w tym mieście

dostaje najwięcej listów

od chłopaków ?”

„To tajemnica”

„A kto najczęściej dostaje

upomnienia

i wezwania do zapłaty ?”

„Ty kolego…

właśnie ty ”

tak mogło by być zapewne

tyle że on

nigdy z nikim nie gada

zaczepiony

peszy się i ucieka

jakby nie rozumiał ludzkiej mowy

schludny

rzetelny

niezniszczalny

nigdy nie był chory

a przesyłki rozwozi

nawet w czasie sztormów

tak…

a w niedzielne południe

spotkałem go przy budce z lodami

Jezu

w życiu nie widziałem

tak wielkiej miski lodów

i w życiu nie widziałem

nikogo

kto by cokolwiek pochłaniał

z takim nabożeństwem

i w takim skupieniu

jakby ten deser był jakąś

nagrodą

długo wyczekiwaną zapłatą

za lata nudy

samotności i beznadziei

on poza tymi lodami

świata Bożego nie widział

ani żadnego innego zresztą

nasz listonosz

lekko już łysawy

ulizany na boczek

w koszmarnym

bijącym po oczach

seledynowym sweterku w serek

cholera…

i już wiadomo

że nie ma przy nim kobiety

bo żadna kobieta na świecie

nawet zaborcza matka

nie wypuściłaby go z domu

w czymś takim…

i mimo że był tłok

(w końcu to kurort)

trzy sąsiednie stoliki

były wolne

i teraz

kawa mi nie smakuje

i serce mi pęka

czy tylko ja

mam takie problemy ?

w albumie pod tytułem „Żałość”

w zakładce „Niedola człowiecza”

zapisał mi się kolejny

obraz

który nazwałem „Listonosz”

czekam poniedziałku

chcę go znowu zobaczyć

w czapce

w uniformie

na rowerze

jak upycha te wszystkie rachunki

w skrzynce na naszym podjeździe

chcę by ten świat

znowu stanął

na nogi

.

 

PLAC PILOTÓW MORSKICH 1 B.

 

 

 

Ten dom

w którym kiedyś spędziłem

kilka najlepszych

najbardziej szczęśliwych

lat mojego życia

wystawiono na sprzedaż

za 7,7 miliona

natychmiast sprawdziłem stan konta

i niech to …

brakuje mi 7 milionów

i 695 tysięcy

cholera

ciężko będzie …

to taka bardziej

sentymentalna sprawa

niż rzeczywista potrzeba

ale tak bardzo bym chciał

móc jeszcze zajrzeć w te kąty

zetrzeć kurz z parapetu

usłyszeć jak skrzypią

te drzwi do garderoby

objąć ten piec kaflowy

który był nam za bramkę

kiedy kijami od zmiotek

graliśmy w hokeja

i poczuć …

cóż

może wiążemy się

z miejscami

mówię sobie

może w tych miejscach zostają

jakieś nasze meble

i nasze wspomnienia

lecz przecież szczęście

jeśli jest prawdziwe

i tak zawsze nosimy

przy sobie

.

STARE, DOBRE MAŁŻEŃSTWO

 

 

„Suszę włosy i muszę iść spać – powiedziała

nastaw budzik na szóstą”

„To może dzisiaj mogę

liczyć chociaż

na twą pomocną dłoń ?” – zapytał

„Oj…

no dobra

to się nie zamykaj

i zawołaj

jak będziesz kończył brać

prysznic”

wziął świeży ręcznik

i poszedł do łazienki

myśląc

że jutro to już na pewno

i to z samego rana

naprawi jej

ten rower

.

EPITAFIUM DLA T.

 

 

To przecież oczywiste

że kiedyś wszyscy umrzemy

nie może być inaczej

lecz człowiek powinien umierać

gdy jest stary

i dni syty

a nie u samego początku

albo w połowie drogi

tak wcale nie jest godnie

i nie jest sprawiedliwie

powiedzmy to raz a głośno

trzeba to wreszcie wykrzyczeć

to jasne że wszyscy kiedyś

wydamy ostatnie tchnienie

lecz przed tym ostatnim

powinno ich być przynajmniej

800 milionów

tych tchnień

tak mi z obliczeń wychodzi

matematyka nie kłamie

i jeśli ich było zbyt mało

to mamy pełne prawo

czuć się oszukani

tak wcale nie jest godnie

i nie jest sprawiedliwie

powiedzmy to raz a głośno

trzeba to wreszcie wykrzyczeć

ja wiem że wszyscy zaśniemy

snem wiecznym

wykutym z kamienia

lecz zanim to nastąpi

winniśmy zasypiać

a potem budzić się znowu

z 30 000 razy

tak mi wychodzi z obliczeń

matematyka nie kłamie

i jeśli nie dostajemy

tych wszystkich poranków w komplecie

to mamy pełne prawo

czuć się zawiedzeni

tak wcale nie jest godnie

i nie jest sprawiedliwie

powiedzmy to raz a głośno

trzeba to wreszcie wykrzyczeć

wczesna śmierć

wcale nie jest chwalebna

nawet ta bohaterska

w przedwczesnej śmierci

nie ma nic kojącego

śmierć w młodym wieku

jest do dupy

powiedzmy to raz a głośno

trzeba to wreszcie wykrzyczeć

tyle że…

w takim razie…

skąd bierze się we mnie

ten dziwny spokój

i ta zadziwiająca

bezgraniczna pewność

że to jeszcze nie koniec

i że Cię jeszcze

zobaczę ?

tak właśnie mówi mi serce

a serce nie kłamie

ok

matematyka czasem zawodzi

lecz serce się mylić nie może

powiedzmy to raz a głośno

….

.

 

PEWNOŚĆ WIEKUISTA

 

 

Drogi wujku !

za dużo napisać nie mogę

ale trzeba Ci wiedzieć

że od Uralu

przez Ałtaj

aż po Czukotkę

bez przerwy kursują

jak widma

pociągi z wyrzutniami

takich ruchomych wyrzutni

tamci nie namierzą

tym bardziej

że nawet my

załoga

nigdy nie mamy pewności

czy nasza akurat „locha”

jest uzbrojona

połowa z nich to atrapy

a o tych prawdziwych wiedzą

trzy osoby w Moskwie

i to nam wystarcza

bo nas to nie ciekawi

my mamy jechać

jechać

jechać

mamy gnać przed siebie

jakby step za nami płonął

i gnamy

gnamy

chyba

że stoimy w zaspie

tydzień

albo dwa

(polujemy wtedy

bo broń trzeba przestrzelać)

wódkę trzymamy w blaszanych kanistrach

a herbatę się parzy

i konserwy odmraża

na węglowym piecyku

żadnego internetu

żadnych dziewczyn

kawiarni

dyskotek

żadnych rachunków

mandatów

złych sąsiadów

i wind zepsutych

a taki hamburger

na przykład

to rarytas

znany tylko z obrazka

w kolorowym piśmie sprzed lat

które już dawno wyblakło

i przestało być

kolorowe

mam tu gitarę

trochę książek

jakieś filmy

przeważnie wojenne

wszystkie znam na pamięć

miasta i wioski mijamy z daleka

miesiącami nie widzimy ludzi

tylko ten stukot kół

i wschody

i zachody

wschody

i zachody

słońca

renifery

i białe żurawie…

wiesz wujku

ja nawet nie mam prawa jazdy

bo kiedy ?

nigdy nie prowadziłem auta

zacząłem jeździć

tym pociągiem

jak miałem 17

nie chadzam na zakupy

nie widziałem ajfona

i nie miałem dżinsów

bo gdzie ja bym w tych dżinsach…

i po co… ?

pytasz mnie wujku

kiedy się ożenię

a ja jestem ożeniony

z tym stepem

a moje serce bije

metalicznym stuk tuk

stuk tuk

stuk tuk

i mam tylko jedną troskę

mam tylko jedno marzenie

żeby mnie stąd nigdy

nigdy nie zabrali…

bo co ja bym wtedy…

mój Boże

powiadają że w końcu ludzie

dogadają się między sobą

że nasze pociągi przestaną być

potrzebne

a te tysiące kilometrów szyn

leżących w suchej trawie

zeżre rdza

ja jednak jestem spokojny

wujku

bo tak jak te wschody i zachody

słońca

tak jedno jest przecież  pewne

ludzie się między sobą

nigdy nie dogadają.

.

 

WŁODEK IBRON

 

 

 

Nie miał prawa jazdy

i nie stać go było na auto

do pracy chodził piechotą

za każdym razem

gdy kończyliśmy zajęcia

wykręcał numer

(komórek wtedy nie było)

i mówił :

„wstaw ziemniaki kochanie

będę za pół godziny”

wołaliśmy na niego

„Gościu”

i trochę się z niego nabijaliśmy

choć dla takich gnojków

jak my

propozycja przejścia na „ty”

to była wielka rzecz

niezbyt przystojny

niezbyt bogaty

prowincjonalny dziennikarz

naprawdę nauczył nas fachu

i dowiódł

że jedyna droga

to pisać zawsze prawdę

a potem dźwigać swój krzyż

z godnością

a co ważniejsze

to on nam pokazał

że prawdziwe bogactwo

to mieć kogoś

do kogo po długim

ciężkim dniu

można zadzwonić

i powiedzieć :

„wstaw ziemniaki kochanie

będę za pół godziny”

.