GOOGLE EARTH

Cisza

Noc

Dobry czas by otworzyć

elektroniczną Ziemię

Przywołać z ciemności

wirtualną planetę

zobaczyć jak się wynurza

z mroku

i wiruje błękitem

wiruje

wiruje

Rozkręcam ją jeszcze bardziej

Wirtualni ziemianie

mają teraz wschód słońca

piętnaście razy na minutę

i tyleż zachodów

I nagły stop

w przypadkowym miejscu

Powiększenie

Szklanki poprzesuwały się na stołach

Woda zachlupotała w oceanie

Przechodnie powpadali na siebie

lecz wielu odetchnęło

bo już ich mdliło

od tej karuzeli

Pozbierali kapelusze

otrzepali ubrania

i poszli

każdy w swoją stronę

Lekko muskam scroll

Powiększenie

To zdaje się…

Rosja

Saint Petersburg

Krasnogorsk

Samara

Tam ciągle jest zima

i rządzą tam dwa kolory

których w tęczy nie ma

Czarny i biały

Brudny śnieg

Brudne samochody

czysta wódka

i dusze czyste

jak diamenty

klarowne

jak kryształy

Siedzą przy stole

w drewnianej chałupie

krytej

falowaną blachą

i patrzą

patrzą na mnie

Powiększenie

Robią miejsce

Proszą siadać do stołu

Pachnie chlebem

Tak dobrze znam ten zapach

Zaglądałem tu nie raz

tyle że dawniej

wystarczał mi do tego

zwykły globus

z zafoliowanej tektury.

KRÓL

 

I przyszedł Jezus

„Jak sprawy ?” – zapytał

Nie miałem pojęcia

co Mu odpowiedzieć

Tak długo Go nie było…

„Sam zobaczę” – zdecydował

i poprosił bym Go zawiózł

tu i tam

To nie była

udana wycieczka

„Tak strasznie mi przykro” – powiedziałem

gdy się żegnaliśmy

„Wpadniesz jeszcze kiedy ?”

Nic nie odpowiedział

AMSTERDAM LOVES YOU

 

W jednym z okien stoi Lolita

Na pewno jest pełnoletnia

ale wygląda na szesnaście lat

Dżinsy na udach ma poprute

guzik niedopięty

ramiączko śnieżnobiałego

dziewczęcego stanika

zsunięte niedbale …

Wygląda jak rozespana nastolatka

która właśnie się przebudziła

i teraz się zastanawia

co zrobić z resztą dnia

Doskonała stylizacja

słowo daję

Brakuje jej tylko misia pod pachą

Nagle

zdmuchuje kosmyk włosów z twarzy

Uśmiecha się

Nawiązała kontakt wzrokowy z Gysbertem

Nie wiem czemu przyszło mi do głowy

że facet ma na imię Gysbert

ale mam pewność

że tak właśnie jest

Patrzę jak się zbliża

i wydaje mi się

że wiem o nim wszystko

Czterdzieści lat

Przystojny

Schludny

Zadbany – jak każdy w jego klasie

W szafie ma 30 marynarek

i tyleż par butów

Grywa w golfa i dużo pływa

Chadza do opery

Od piętnastu lat

jada lunch

w tej samej restauracji

Nigdy się na nic nie skarży

Nigdy nie podnosi głosu

Nigdy się nie upija

choć lubi whisky

Dezodorantu którego używa

nie można kupić w zwykłej drogerii

Taki to się nawet w piekle nie spoci

Lolita otwiera drzwi

Gysbert wchodzi do środka

Lolita opuszcza zasłony

Żadnych słów

Tylko uśmiechy

Znają się nie od dziś

Gysbert ma żonę i dzieci

Jego żona ma na imię

Królowa Chłodu

O tej dzielnicy mówi

to miejsce

Była przeciwna

legalizacji nierządu

Nie uznaje – jak powiada – miłości za pieniądze

choć przecież

jedynym przyczynkiem

do uprawiania miłości

jest … miłość

a za pieniądze

uprawia się sex

Królowa Chłodu uważa

że Gysbert jest wspaniałym mężem

i cudownym ojcem

Tak zresztą jest w istocie

Królowa Chłodu nie wie

i pewnie nigdy się nie dowie

że swój spokój i szczęście

w dużej mierze

zawdzięcza

tym paniom

AMSTERDAM LOVES YOU

napisano na chodniku

Tłusty gołąb

jak jaki pasza

przechadza się po napisie

w tę

i z powrotem.

JAK UMIERAJĄ KACZKI ?

Samotny Edredon

ułożył się pod skałą

w miejscu którego

nie sięgały fale

i gdzie nie szalał wiatr

Wykręcił szyję

dziób ukrył

w piórach na grzbiecie

Stał się kulą

brudnego

pożółkłego puchu

Stał się strzępkiem

gasnącego życia

obryzganego

słoną

zamarzającą

w lodowatej bryzie

pianą

Stanąłem nagi

z mokrym ręcznikiem

na biodrach

w czapce z pomponem

na głowie

Nigdy nie widział czegoś takiego

lecz nawet nie drgnął

Westchnął chyba

i zamknął oczy

Jak gdyby nigdy nic

Jakby mnie tu w ogóle

nie było

Zrozumiałem

choć…

z rozumem niewiele

to miało wspólnego

Ja to raczej

poczułem

Wycofałem się powoli

Zapadł zmierzch

Kalecząc stopy poszukałem

innej drogi do miejsca

gdzie zostawiłem

samochód

Pogódź się z tą zatoką

bracie ptaku

w samotności

Pogódź się z tą granitową

skałą

w spokoju

Nam ludziom

nie zawsze jest to dane.

PIETA

Oto leżałem

z głową

na kolanach Bogini

Pochyliła się nade mną

i poczułem zapach lawendy

Przez zamknięte powieki

widziałem blask

który bił od niej

Silikonowa rękawiczka

jak aksamit

jak skrzydło motyla

musnęła moje wargi

„Proszę otworzyć

szeroko

szeroooko” – powiedziała

Lecz jakże mi rozewrzeć

japę

w obliczu takiego zjawiska

Jak mam odsłonić

te lata zaniedbań

płukane

hektolitrami whisky

z Azerbejdżanu

okopcone dymem

tysięcy

tanich fajek

z podłego tytoniu

Jakże mam dać jej zajrzeć

w tę nikczemną czeluść

zbrukaną tysiącem

niepotrzebnych słów

kłamstw i wykrętów

zszarganą kaskadami

obelg i kalumnii

Nie poważę się zionąć

mym pożółkłym wnętrzem

w tę światłość nieskalaną

w ten powiew absolutu

Zacisnąłem wargi

bo nagle

poczułem się brudny

i stary

Najnikczemniejszy żul w tym mieście

byłby przy mnie

Elfem

Co za udręka…

A ona

pochyliła się jeszcze niżej

łokieć wsparła lekko

na moim ramieniu

„Jak będzie trzeba

znieczulimy” – szepnęła

„Na to

co mi dolega

nie ma zastrzyku” – pomyślałem

„Tego się znieczulic

nie da”

Boże

co za katusze

Co za piekielna

tortura

Jeszcze chwila

i zrozpaczony

byłbym sczezł do ostatka

w tym płonącym fotelu

lecz wtedy właśnie

włączyła się jej

perystaltyka

wewnętrzna walka żywiołów

gazy i ciecze

sprężyły się wzajemnie

wypełniając jej

nieziemskie trzewia

złowrogim

wulkanicznym bulgotem

„Oj

Pani Jolu

proszę wstawić wodę

na kawę” – powiedziała do asystentki

a ja

odetchnąłem

Rozwarłem szczęki

bezwstydnie

szeroko

szeroooko

by wreszcie mogła

użalić się

nad mym martwym ciałem

Niech się dzieje

to miłosierdzie

Niech robi co chce

ta

kobieta

Kobieta – powiadam

bo burczy jej

w brzuchu

więc…

nie jest Aniołem.

INSTRUKCJA OBSŁUGI

„Ten tom wierszy

jest jak pudełko czekoladek” – powiedział

„Nie możesz być pewna

na co trafisz

orzeszek

likier

pistacje

kwaśna wisienka

lub gorzkie migdały

Lecz co by to nie było

jakkolwiek byś to lubiła

trzymaj się zasady:

jedna czekoladka dziennie

Najlepiej wieczorem

po dobrym obiedzie

Jedna

nie więcej

Tak jest zdrowiej

I na dłużej wystarczy”

.

ÓSMY GRZECH GŁÓWNY

 

Pani Basia pamiętała

swój pierwszy raz

lecz bardziej

zapadł jej w pamięci

ten ostatni

piętnaście lat temu

Następnego ranka

mąż ją zostawił

dla młodszej

pielęgniarki

(historia stara jak świat)

a ona nienawidziła

i tęskniła

jednocześnie

bo nienawiść

tak naprawdę

rzadko bywa totalna

Tak jak i miłość

Pani Basi w każdym razie

wszystko się pomieszało

Sama nie wiedziała czego chce

A może i wiedziała

lecz wolała milczeć

Przez te lata

kiedy była sama

zawzięcie tarła ziemniaki

trzepała koce

i wieszała pranie

Jak gdyby nigdy nic…

I tak strasznie tęskniła

,

Pan Marian

jakby to powiedzieć

przez całe życie chodził

do tego samego kościoła

na msze odprawiane

raz przed ołtarzem

raz na zakrystii

Ten sam dzwon

i ta sama dzwonnica

przez ponad ćwierć wieku

I nie ciągnęło go na boki

Ale potem

jego żona zmarła

Od tego czasu pościł

a w tych rzadkich

zawstydzających chwilach

grzechu i poruty

w łazience

przed zaparowanym lustrem

tłoczył w swoją duszę

więcej smutku

niż ukojenia

,

A tego lata

w hotelu „Trojak”

była wystawa

kwiatów

i kompozycji kwiatowych

Jedno z tych zdarzeń

które jak magnes ściągają

motyle

pszczoły

i emerytów

,

Wpadli na siebie

znienacka

przypadkiem

przy zadziwiającym bukiecie

który nazwano

Black Jack”

Pan Marian był oszołomiony

zapachem kwiatów i

widokiem tej kobiety

Miała tak piękne

modre oczy

I te piersi

jak melony

Boże

Drgnęła w nim jakaś

zapomniana struna

Jego krwiobieg zawrzał

Był prawie gotów

jak dawniej przed laty

kupić wino

wziąć pokój w hotelu

i do białego rana

językiem wciskać przyciski

które raz za razem

wysyłały by ją w kosmos

do Nieba

Tego był pewien

choć byłaby to przecież

dopiero

druga kobieta

w jego życiu

,

A pani Basia poczuła

że gdzieś za mostkiem

pękł jej flakonik

z czymś gorącym

On ma takie silne

męskie dłonie” – pomyślała

Zapragnęła by zaszedł ją od tyłu

i tymi sękatymi łapy

ścisnął jej piersi

mocno

aż zatrzeszczą fiszbiny w staniku

aż jej dusza do ostatka

omdleje

i zalegnie przewieszona

przez jego silne

samcze ramię

niczym jedwabny szal

na granitowej skale

Byłaby gotowa

ubrać się w fartuszek

i być na jego rozkazy

mogłaby myć

jego samochód

mogłaby spłacać długi

ale by żyła

bo ciepło jego dłoni

i zapach jego kurtki

w przedpokoju

byłyby jej do życia

potrzebne jak tlen

Tego była pewna

choć byłby to dopiero

jej drugi mężczyzna

,

„Piękny” – wyszeptała

myśląc chyba

o bukiecie

„Prawdziwy cud natury” – odrzekł

patrząc jej prosto w oczy

Oboje byli zmieszani

zawstydzeni swymi myślami

siwymi włosami

marnymi emeryturami

niespodziewanie młodzieńczą

durnotą serc

co nagle rozkwitła

jak te cudne kwiaty

lecz która im

nie przystoi

Bo co by ludzie

Bo co by dzieci

Bo jak to

Więc krok w tył

Więc krok w bok

Jeszcze jeden uśmiech

Marnie odegrana

chwila skupienia

nad jakąś etykietką

choć bez okularów

to tylko biała plama…

I tyle…

Ich tramwaje odjechały

każdy do innej zajezdni

A to miasto jest

zbyt wielkie

by się mogli

odnaleźć

,

Pani Basia wróciła

do swej kawalerki

Starła ziemniaki

Powiesiła pranie

Wytrzepała koce

,

Pan Marian

nie zdejmując kurtki

stanął przed lustrem w łazience

Oparł się czołem o zimne szkło

i tak stał

i stał

i gdyby nie ta staromodna

męska duma

to pewnie byłby

zapłakał

,

Oboje mieli dziwne

duszne poczucie

że zgrzeszyli

I oboje

mieli rację

cholera

bowiem takie

zaniechanie

zwykłej człowieczej bliskości

to ósmy

jakże powszechny

grzech główny

ludzkości

 

,

Pani Basia

wyjęła

starą gazetę z kosza

i odnalazła

to niewielkie ogłoszenie

Potem zaczęła studiować

daty w kalendarzu

Stuknęła palcem we wtorek

i pobiegła do szafy

poprzeglądać sukienki

,

Pan Marian nie miał gazety

ale znalazł numer

hotelu „Trojak”

Zadzwonił i zapytał

czy następnego dnia

będzie jeszcze ta wystawa

„Jutro ostatni dzień” – powiedziała recepcjonistka

„Serdecznie zapraszamy

Bo wie pan…

naprawdę

grzechem by było

to przegapić”

.