AMSTERDAM LOVES YOU IV

 

 

 

.

Minąłem muzeum Heinekena

i kilka kolejnych przecznic

Zatrzymały mnie światła przed mostem

na kanale Amstel

Kanał jest szeroki

most długi

asfalt przede mną unosił się wysoko w górę

by łagodnie opaść po drugiej stronie

Nadzwyczajnej krągłości

popielate wybrzuszenie

za którym, jak za horyzontem

znajdowała się reszta świata

Zapaliło się zielone

a ja stałem

Nie było żadnych samochodów wokół

nikt nie trąbił

więc stałem i patrzyłem

nie mogłem sobie odmówić pokusy

postania na zielonym świetle

tak jak czasem jeżdżę

lewą stroną szosy

by się przekonać

co Anglicy w tym widzą

Wtedy zza horyzontu tej asfaltowej góry

poczęła się wyłaniać

dziewczyna na rolkach

Ładna

Bardzo ładna

W bikini

Powietrze nad asfaltem zafalowało

Wyłaniała się powoli

majestatycznie

znikąd

jakby właśnie w tej chwili

stwarzał ją Bóg

Najpierw ujrzałem jej głowę

potem ramiona

i całą resztę

Miała długie czarne włosy

spięte z tyłu

lustrzane okulary

i słuchawki na uszach

Jechała środkiem

Była lekko pochylona do przodu

Jej bikini miało kolor oliwkowy

tak jak jej ciało

Wyglądała jakby była naga

jakby miała jedynie wąski czarny pasek na biodrach

Na tym pasku wisiał walkman

i futerał telefonu

Prawą ręką wykonywała

powłóczyste

baletowe ruchy

Odrzucała ją od siebie

i przyciągała

najpierw ramię

potem przedramię

na końcu dłoń

jakby nadawała tempo orkiestrze

grającej walca

w słuchawkach jej walkmana

Drugą dłoń trzymała

na sprężystym brzuchu

szeroko rozstawionymi palcami

kontemplując moc

jego mięśni

Pracowała całym ciałem

Każdym ścięgnem

i każdą komórką

I całą duszą

Jak tancerka flamenco

albo jak młoda pantera

ścigająca ptaki

na skalistym brzegu rzeki

Cokolwiek bym o niej powiedział

to tak jakbym nic nie powiedział

bo nie ma takiej żółtej kredki

którą można namalować słońce

Nie ma takiego bębna

który wydudni grozę

prawdziwego gromu

I nie ma słów

którymi można by opisać

ruchy tej dziewczyny

Była w niej

cała harmonia wszechświata

I tyle

Bogini stanęła na szczycie

Wyprostowała się

Teraz obie dłonie trzymała na brzuchu

Była jeszcze wyższa

i jeszcze smuklejsza niż myślałem

Zastygła na chwilę w tej pozie

na wierzchołku asfaltowej góry

na tle nieba

stała nieruchomo

najpiękniejszy posąg świata

a rolki niosły ją w dół

Śmignęła obok mnie jak strzała

W obliczu takiego zjawiska

jak to

facet zaczyna się czuć

jak kundel

stary

zapchlony

z kaprawymi oczkami

i żółtymi zębami

Krew napłynęła mi do głowy

I wszędzie

Bluzgnęła mi w oczy wielkim czerwonym napisem

GWAŁT ! …

W chwilę potem ochłonąłem

Zadziałały dziesiątki wieków

cywilizowania

i uczłowieczania

tego zwierzęcia we mnie

Zamiast gonić i gwałcić

zacząłem postanawiać

W sekundę postanowiłem

że zadbam o siebie

rzucę palenie

nauczę się niderlandzkiego

będę biegał

5 km każdego ranka…

albo nie

20

i 500 pompek

pójdę do dentysty

zdobędę miliony

napiszę powieść

wystrzelę się w kosmos…

i cholera wie co jeszcze

Tak to działa

Właśnie tak to działa dziewczyny

Wasze bikini

krótkie spódniczki

dekolty

mokre podkoszulki

czułe słówka…

właśnie to z nami robią

Wcisnąłem sprzęgło z taką siłą

że blachy i sprężyny jęknęły pod moją stopą

Wrzuciłem jedynkę i ruszyłem

z piskiem opon

Kopciło się spod kół

Rwałem do przodu

i ciągnąłem smugę

Zdaje się

że przejechałem skrzyżowanie

i most

na czerwonym świetle

Gdyby mnie zatrzymano

nie potrafił bym się

wytłumaczyć

.

 

AMSTERDAM LOVES YOU III

Wróciłem do hotelu

i zjadłem kolację

Potem jak zwykle

zamówiłem kawę

i przeglądałem anonse

w „De Telegraph”

Jeden nich głosił

BRUTALNEGO BARMANA ZATRUDNIMY

Śmiałem się

Wyobraziłem sobie

jak może wyglądać pub

którego właściciel

poszukuje brutalnego barmana…

Tymczasem kelnerka

podeszła od tyłu

otarła się o mnie biodrem

i postawiła na stole

tacę z kawą

Spojrzała na mnie jakoś

szczególnie

Pewnie dlatego

że akurat się śmiałem

A może dostrzegła we mnie

jakąś zmianę ?

Miałem dziś przecież spotkanie

z Aniołem

Długo zostaniesz w naszym hotelu ?” – spytała

„ Wygląda na to

że spędzę tu resztę życia ” – powiedziałem

To dobrze

Bo wiesz …

ja tu zawsze jestem”

Uśmiechnęła się

poprawiła włosy

i poszła sobie

Patrzyłem za nią

kiedy tak szła kręcąc tyłkiem 

i dostrzegłem w niej kobietę

Nie była w moim typie

ale zdałem sobie sprawę

że lubię kiedy to właśnie ona

ma zmianę

To miasto jest pełne

dojrzałych

mądrych kobiet

takich

co raczej wiedzą

czego chcą

i wiedzą jak o to zabiegać

zachowując klasę

Mogła zaproponować

że pokaże mi miasto

lecz pewnie by nie chciała

włóczyć się ze mną

po knajpach i zabytkach

Mogła zapytać czy z nią pojadę

na targ serowy do Alkmaar

ale po co właściwie

mieli byśmy tam jechać ?

Mogła ocierać się o mnie

przy każdej okazji

lecz szkoda na to czasu

Ona po prostu powiedziała

że zawsze tu jest

Zwróciła moją uwagę na to

że oboje tu jesteśmy

Oboje samotni

I że można by z tym

coś zrobić.

.

AMSTERDAM LOVES YOU II

 

Śpieszyłem się

Jedno ze skrzyżowań

próbowałem przejechać

już na żółtym świetle

i byłbym przejechał

gdyby facet przede mną

nie hamował znienacka

by przepuścić pieszych

Zatrzymałem się tuż za nim

Stanąłem na torowisku

Nie mogłem się cofnąć

 

Nic nie mogłem zrobić

Mogłem jedynie czekać

A nie powinno mnie tam być

Z lewej strony wyskoczył

tramwaj

linii nr „1”

Jechał wprost na mnie

Był żółty

Z przodu miał wymalowany

budzący grozę napis

R I I I N G !!!

Nie wyglądało na to

że się zatrzyma

Przednia szyba

odbijała liście drzew

Przelatywały po niej

w straszliwym tempie

jak migotliwy prąd

zielonego wodospadu

lecącego do góry

Za sterami siedziała

młoda

śliczna murzynka

o bardzo smutnym spojrzeniu

Wyglądała

jakby jej było wszystko jedno

Patrzyła na mnie ze smutkiem

zadumą

i cholera wie czym jeszcze

Szła na zderzenie

lecz miało się wrażenie

że jej to nie dotyczy

Patrzyła mi prosto w oczy

ale czułem że patrzy przeze mnie

na wylot

jakby obserwowała jakieś

posępne zjawisko

daleko za moimi plecami

Może ktoś ją skrzywdził dziś rano ?

Może jej facet znowu

źle ją potraktował

i miała wszystkiego dość ?

Była smutna

Była piękna

i bezwzględnie okrutna

Tak musi wyglądać

Anioł Śmierci” – pomyślałem

Zamarłem

urzeczony

Zobaczyłem Anioła

Jechał prosto na mnie

jakby nawet nie myślał

o hamulcu

Może powinienem odpiąć pas

i próbować uciec ?

Ale …

nie mogłem

Siedziałem nieruchomo

jak ona

patrzyliśmy sobie w oczy…

Piękna

zamyślona

czarnoskóra

i czarnooka

maszynistko tramwajowa

( motorniczko ? )

jednak hamowałaś

Schlebiał bym sobie

gdybym sądził

że zatrzymałem Cię wzrokiem

Anioł uznał po prostu

że jeszcze nie pora

Skinieniem głowy powiedział

Zjeżdżaj”

Skruszony

zjechałem.

.

CHRYSTUS W PARKU MIEJSKIM

„…trzeba wam wiedzieć

drogie dzieci

że On

jest zawsze z nami

nigdy nas nie opuszcza

że żyje pośród nas

Oto bowiem

być może

zwykły człowiek

w berecie

niosący w ręku torbę

hydraulika

być może ten człowiek

idący ulicą

lub przez park

to właśnie jest

Pan …”

Wpadłem do domu

jak strzała

„Jezus będzie chodził po parku !” – zawołałem

„Skąd wiesz ?” – spytał mój młodszy brat

„Ksiądz mówił !”

Wiara w nas wrzała

przeszczera

a umysły mieliśmy gorące

jak wszystkie przedszkolaki

w owym czasie

(Pokemonów jeszcze wtedy

nie znano)

Wiedzieliśmy co robić

Resztę dnia spędziliśmy na ławce

w parku

uważnie oglądając

przechodniów

Lecz żaden z nich

nie miał beretu na głowie

i teczki z narzędziami w ręku

Nie spotkaliśmy Pana tego dnia

Choć do dziś

jestem przekonany

że On

gdzieś tam się wtedy

kręcił

.

STARY SZLAGIER

 

Wiktoria usłyszała

tę piosenkę

w radiu

i nagle powróciła

magia tamtych nocy

czar tamtego lata

smak ziemniaka

zapach ogniska

Z tymi dźwiękami przyfrunęła

jej młodość

i to wszystko o czym kiedykolwiek

marzyła

co było tak blisko

Nawet teraz

kiedy była już stara

na tym łóżku

pod kroplówką

TO było tak blisko

na wyciągniecie ręki

tylko odgarnąć świetlistą firankę

i ona zdaje się

właśnie szła

w tamtą stronę

Ludzki wokal

brzmiał jak instrument

wygrywający cudne

przeszywające dreszczem

akordy

Słów nie rozumiała

Nie znała tego języka

Nie potrzebowała ich poznawać

Nigdy nie próbowała

bo ta muzyka

ten głos

jakby wypływały

z jej serca

Jakby były jej własne

przez te wszystkie lata

przez tyle lat

aż trudno w to uwierzyć…

Lecz teraz

kiedy koniec wszystkiego był bliski

poprosiła wnuka

by przetłumaczył jej te słowa

i on to zrobił

dobry

zdolny chłopiec

W tych czarodziejskich wersach

musiała być zawarta

odpowiedź

i nadzieja

jakieś wyjaśnienie

i ostateczna wskazówka

Tego była pewna

Jej utrudzone serce

pewnie po raz ostatni

zakołatało żywiej

a na zielonym monitorze

skoczyły krzywe wykresu

Ten tekst musiał być

jądrem

jakiejś tajemnicy

sednem wszystkiego

szyfrem

towarzyszącym jej

przez całe życie

Oto otwiera się

magiczna szkatułka

za chwilę

spod zakurzonego wieka

buchnie blaskiem …

Kiedy chłopiec skończył

długo milczała

„To wszystko” ? – zapytała wreszcie

„Wszystko babciu”

„Na pewno ?”

„Na pewno babciu”

Więcej się nie odezwała

Potem go odprawiła

bez słowa

Nie potrafiła powiedzieć

jak bardzo jest

zawiedziona

.

MNICH W NASZEJ BRAMIE

 

Kolego

Ej, kolego

Pozwól

Powiem ci coś

nad czym głowili się filozofowie

poeci

duchowni

i każdy człowiek z osobna

od zarania dziejów

Ja jestem z tych

co znają odpowiedź

na pytanie

które nęka ludzkość od zawsze

Masz farta chłopie

że mnie tu spotykasz

w tej ciemnej bramie

która w zasadzie

jest moim domem

Zostałeś wybrany

Wszedłeś tu

jak do świątyni

Przyszedłeś po światło

I wyjdziesz stąd

rozświetlony od środka

wiedzą

której nie ogarnął

Platon

ani Kierkegaard

(zwany przecież

„Sokratesem Północy”)

ani żaden inny

Bruce Lee

Choć taki na przykład

pan Hemingway

otarł się o tę wiedzę

był blisko

tylko nie zatrybił

i umarł

z lufą dubeltówki

w ustach

Kiepskie to było

przedstawienie…

Ale do rzeczy

No więc

ja kolego

wiem

teraz uważaj

ja wiem dokładnie

JAK OSIĄGNĄĆ W ŻYCIU

IDEALNY SPOKÓJ

Spokój

Rozumiesz?

Wiem jak pogodzić się

ze światem

uwolnić od wszelkich

trosk

Wiem co zrobić

by już nigdy się nie bać

życia

rachunków

ludzi

śmierci

i komornika

niczym się nie kłopotać

mieć dnie uporządkowane

przejrzyste i bezkresne

jak pejzaż mazowiecki

Powiem ci co zrobić

gdy już będziesz miał dość

gdy nie udźwigniesz

wtedy bracie

uważaj

CZEBA PIĆ

Pić

Rozumiesz ?

Pić szczerze

z poświęceniem

wytrwale

Picie to jest zakon

bracie

a ja jestem

przeorem

Jestem najmniejszym

jednoosobowym

kościołem świata

Sam sobie jestem

papieżem

sternikiem

okrętem

Mam jednego Boga

jedną troskę

i jedno tylko pragnienie

a jest to

FLASZECZKA

I trzeba ci wiedzieć

że przecież

jakimś cudem

każdego dnia

wygrywam

codziennie jestem w Raju

chrzczę się

i doznaję zbawienia

Takie życie to łatwizna

orgia

nieustająca nirwana

Oto dlaczego tak wielu

wybrało te drogę

Oto dlaczego

moi współwyznawcy

moi bracia w wierze

bezdomni pijacy

są bardziej wyluzowani

i bardziej pewni siebie

niż Świadkowie Jehowy

Żadna religia na świecie

żadna rodzina

kariera

czy sztuka

nie gwarantuje spokoju

Uniwersytety

oszukują ludzi okrutnie

lekarze kłamią

a politycy

ojcowie rodzin

biznesmeni

i pisarze

błądzą po omacku

szarpią się

kąsają wzajemnie

i nic z tego nie wynika

tylko gorycz

porażka

i strach

jeszcze większy strach

a ja

cóż

ja kolego

potrzebuję jedynie

26,50

by spojrzeć w kryształowe

oko „Absolutu”

Tak

i tu pojawia się

moje pytanie

czy byś nie wspomógł

ubogiego mnicha ?

Lecz…

Co to ?

50 ?

Synu

jak widzę

otworzyłeś umysł

i otworzyłeś serce

Ja

wskazałem ci drogę

Możesz iść w pokoju

Bądź

błogosławiony

.

.

ŻABA

 

Dziś trudno mi to wytłumaczyć

i trudno w to uwierzyć

ale w owych czasach

czekoladki

były rarytasem

a pies

który się do nich dobrał

był po prostu

zbrodniarzem

Tak to wówczas widziałem

lecz ona tego nie rozumiała

By mnie jakoś ułagodzić

z podkulonym ogonem

próbowała polizać

moją rękę

nim znowu na nią

spadnie

Z tego

nigdy się nie wyspowiadam

Wiem

bo po tysiąckroć

próbowałem

Od lat próbuję

Żaba

Do nogi

Siad

Wybacz

.

MAMO

Błogosławiony

któremu dane było

odbyć podróż

do kraju dziecięctwa jego”

To prawda

Ja znam tajemnicę

Byłem wtedy kim chciałem

Byłem wilkiem morskim

a za okręt

miałem parę desek

i pryzmę piachu

Później wiele razy

przepłynąłem prawdziwe morze

lecz takich sztormów

i takiej grozy

już nigdy nie przeżyłem

Byłem kowbojem

i strzelano do mnie

Byłem gwiazdą futbolu

i operatorem buldożera

Byłem magiem

czyniłem cuda

I byłem rycerzem

koszącym zastępy

Naprawdę

Mogę pokazać blizny

Byłem Zeusem

I byłem bogaczem

Dziś jestem kim jestem

i nikim więcej

To samo dotyczy Ciebie

mamo

Budziłaś się rano i mówiłaś

dziś będę królową

lub pasterką

lub matką

I byłaś

Teraz

przychodzi Ci to

z większym trudem

.

 

WIECZÓR NA WODZIE

Okazało się

że wszyscy palimy

„Camele”

Na stole leżały teraz

trzy takie same paczki

Wziąłem pierwszą z brzegu

„Te są moje ?” – spytałem

Korina oparła łokcie o blat

zbliżyła swą twarz do mojej

tak blisko

że gdybym wysunął język

dotknąłbym nim

czubka jej nosa

„Tu na barce – powiedziała – nie ma moje, twoje”

„Tu się nie używa

zaimków dzierżawczych”

„Z jednym wyjątkiem” – powiedział Dick

„To jest MOJA żona”

i rozdzielił nas

stawiając na stole

flaszkę whisky

i szklanki

,