RIO DE JANEIRO

 

Matka krwawiła

przez 25 dni z rzędu

Zrobiła się biała

i jakby przybyło jej lat

Zioła nie pomogły

Nie pomogła święta Agata

Nikt nie wiedział co matce dolega

Była przecież jeszcze młoda

Jako tako ogarnęła obejście

i umarła

Po pogrzebie ojciec założył swoje szelki

„Wracam do Chile” – powiedział

„Urządzę się to po was przyślę

tu nie ma dla mnie przyszłości”

Julio wziął swoją małą siostrę za rękę

Miał dopiero 7 lat

ale jednego był pewien

dla takich jak ojciec…

nigdzie nie ma przyszłości

„Mamy czekać ?” – zapytał

Mężczyzna wzruszył ramionami

pogrzebał w kieszeni

i rzucił na stół pomięty banknot

„Idźcie do Rio” – powiedział

„Tam są różni ludzie, oni wam pomogą

Jak się urządzę to was odnajdę”

I wyszedł

Dzieci poszły na południe

Do Rio

Nikt z wioski ich nie zatrzymał

Nikt o nic nie pytał

Sprawy się skomplikowały

gdy dotarły do rzeki

Rzeka była szeroka

lecz nurt miała łagodny

a Julio był silny

więc wziął siostrę na plecy

„Trzymaj się mnie mocno” – powiedział

Trzymaj się i nie puszczaj

choćby nie wiem co

Damy radę”

Wszedł po pas do wody

„Damy radę” – powtórzył

już jakby mniej pewnie

A Rio było niedaleko

Panowała tam wielka radość

Pływak Michael Phelps

został właśnie

Olimpijczykiem Wszechczasów

Zdobył

swój 22 medal

czym pobił legendarny rekord

Leonidasa z Rodos.

J.S.Bach – „AIR on the G-string”

 

Co takiego jest w tej muzyce

Że dotyka

Że przenika

Że prąd elektryczny wzbudza

i uruchamia projektor

ze starymi filmami ?

Co takiego

jest

w tej dźwięków sekwencji

że ogień w kominku rozpala

podaje lampkę koniaku

i prosi siadać w fotelu

i każe się już nie martwić

niczym nie kłopotać

bo wszystko będzie dobrze

I ty w to wierzysz

Przynajmniej dopóki

nie wybrzmi ostatnie

De major

czy jak to się tam nazywa …

Tak

Zagraj to

Zagraj to jeszcze raz, Stan.

,

 

DZIEŃ ÓSMY

Pismo się myli

Pismo prawdy nie mówi

Dzieło stworzenia nie jest skończone

a dzień siódmy

nie był zwieńczeniem procesu

lecz przerwą jedynie

Krótką chwilą wytchnienia

Bo potem był poniedziałek

Świat wszedł na obroty

i dalej kręci się sam

Ale dusze ?

O ile wyjaśniono nam

dokąd idą

to jednak nie wiemy

skąd się biorą

Skąd wyłażą

szeregami

miliardy całe

Jedna za drugą

A każda przecież

funkiel nówka

Nieśmigana

Bo duszy nie można zafasować

To nie żołnierski płaszcz

co właśnie wrócił z pralni

Nie można jej nabyć

w komisie

dostać w spadku

ani wygrać w karty

I dusza to nie konopia

Nie wysieje się sama

Dusze trzeba stwarzać

Jak symfonie

Lub

jak poematy

I Pan

dnia ósmego

wziął się za kreowanie

dusz

I w pocie czoła

tworzy je do dziś

Wciąż nowe

Stworzył moją

I Twoją

I jej …

.

DLACZEGO NIE NAPISZESZ JAKIEJŚ PIOSENKI ?

 

„SKRZYDŁA”

.

 

Gdybym mógł polecieć

Aż pod same chmury

Gdybym tak miał skrzydła

Wzniósłbym się do góry

.

Poleciałbym prosto

Na okrągłe słońce

I małym lusterkiem

Puszczałbym zające

.

Latał bym z ptakami

W chmurach dookoła

Może bym tam spotkał

Jakiego anioła

.

Zapomniałbym ludzi

Bo mi ziemia zbrzydła

I byłbym szczęśliwy

Gdybym tak miał skrzydła …

 

„PODANIE”

.

Bylem wczoraj na swoim pogrzebie

W lakierkach i w garniturze

Złożyli mnie w wilgotnej glebie

W czwartej alei przy murze

.

 

Niebo płakało, Ewka płakała

Grabarze byli pijani

A potem dziwnie ciemno się stało

Gdy wieko zabijali

.

 

Nie miałem domu, ani pieniędzy

Ale miałem gitarę

A oprócz tego, chyba po dziadku

Niesamowity wprost talent

.

 

Nie mów mi Piotrze, że trudna sprawa

Ze wam tu miejsc brakuje

Ja mam do Raju szczególne prawa

Poeta na Raj zasługuje

.

 

 

Masz tu podanie, krótki życiorys

Zdjęcia i znaczki skarbowe

Zanieś je Bogu, a ja tu sobie

Poczekam na jego odpowiedź …

 

 

 

.

 

„WIETNAMCZYK”

.

Mały, chudy Wietnamczyk

W brudnej, podartej koszuli

Modli się do swego Boga

I płacze

.

Po co się modlisz mój mały

Twój Bóg już dawno umarł

To nie ma sensu mój mały

Zostały Ci tylko łzy

.

 

Mały chudy Wietnamczyk

W czerwonej od krwi koszuli

Leży w wyschniętej trawie

I już nie płacze

.

 

Dokąd odszedłeś mój mały

Twój Bóg już dawno umarł

To nie ma sensu mój mały

Zostały mi tylko łzy … 

 

 

„BALLADA BAŁUCKA”

 

Jak romantyczny, chudy poeta

Siedzę przy świeczce i piszę Twe imię

Znowu dziś kurna prąd wyłączyli

Puenta mi kurna w ciemności ginie

 

Byłbym się pociął z tej beznadziei

Ale nie mogłem znaleźć żylety

Coś mi się nie chce ballada kleić

Znowu zgłupiałem z powodu kobiety

……………………………… kobiety

 

Ciebie nie rusza mój czar osobisty

Łażę za Tobą jak pies za rzeźnikiem

Z czarnej rozpaczy na wpół przezroczysty

Wezmę i w końcu odwalę kitę

 

Puszczam do Ciebie oko co chwila

Ludzie już mają mnie za kretyna

Rzęsy mi chodzą jak skrzydła motyla

A Ty mnie nie chcesz dostrzec Grażyna

………………………………. Grażyna

 

Na trzecią zwrotkę nie mam pomysłu

Dwie pierwsze wyszły jakoś pokracznie

Bardzo się meczę, odchodzę od zmysłów

Nie mogę trzeciej to czwartą zacznę

 

Wstaję i chodzę dokoła stołu

Gdzieś w tym pokoju pomysł się kryje

Świeczka się kończy i gaśnie pomału

W drzwi od kredensu walnąłem ryjem

…………………………………ryjem

Jak romantyczny jaki bohater

Z rozciętą wargą szukam apteczki

Chyba w łazience powinien być plaster

W kiblu na półce są nowe świeczki

 

Pewnie dam sobie spokój z balladą

Nie daje rady, jestem za słaby

Ty mnie nie kochasz, ty głupia babo

Wszystkie nieszczęścia na świecie przez baby

…………………………………………. baby

,

———————————

————————————————————————

POŚWIĘTNE, PAMIĘTASZ ?

 

 

Sa takie miejsca na ziemi

Święte

Jak święty jest kobiety brzuch

Sa takie drzewa w tych miejscach

Które

O świcie z Tobą

Całować bym mógł

 

Wargi po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi kory tych drzew

Palce nagie po to są

Byśmy darli je

O korę tych drzew

 

Jeszcze tylko wina łyk

W Poświętnem

Jeszcze tylko jeden wina łyk

 

Sa takie drogi w lesie

Przyjazne

Jak wierny pies u naszych stóp

Jest taki piasek na drogach tych

Który

O świcie z Tobą

Całować bym mógł

 

Wargi po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi piasku tych dróg

Palce nagie po to są

By nimi przesiewać

Piasek tych dróg

 

Jeszcze tylko wina łyk

W Poświętnem

Jeszcze tylko jeden wina łyk

 

Są takie noce bezsenne

Których

Jeszcze nie nazwał nikt

Sa takie gwiazdy nad domem

Ogień na ziemi

Przy ogniu my

 

Wargi po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi swych dłoni

Palce nagie po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi swych ust

 

Jeszcze tylko wina łyk

W Poświętnem

Jeszcze tylko ostatni wina łyk

 

CHOROBA SIEROCA

 

Przyszedł duchowny

uklęknął i się przeżegnał

Matka Kościół kupiła mu habit

a dziś wieczorem da mu kolację

i ułoży go do snu

w świeżo wykrochmalonej pościeli

Duchowny nie boi się jutrzejszego dnia

 

I przyszedł oficer

Zasalutował i strzelił obcasami

Matka armia kupiła mu te buty

a dziś wieczorem da mu kolację

i wygodne łóżko na kwaterze

Oficer jest spokojny, jutro będzie tak samo

 

I był tam rzutki manager

Robił kalkulacje i analizy rynku

Matka korporacja płaci za jego hotel

Wieczorem zapłaci za kolację + drinki

Uśnie nie sam, nietrzeźwy

lecz pewny kolejnego, sytego poranka

 

A pilot „Dreamlinera” ?

Jeden z najlepszych w kraju

Linie lotnicze dbają o niego

jak o rodzonego syna

Chyba ma romans z tą dziennikarką

której redakcja ciągle wydzwania

jak matka niespokojna

o ukochaną córkę

 

 

 

W tym hotelu Janusz

jest chyba jedynym

który za wszystko płaci

z własnej kieszeni

bo od 30 lat

pracuje

na własny rachunek

Janusz jest

biznesmenem

Kolację zje w fastfudzie

Flaszkę do pokoju

kupi w supermarkecie

Wieczorem stanie w oknie

i patrząc na uśpione miasto

będzie się kiwał z boku na bok

z nogi na nogę

i będzie obgryzał paznokcie

myśląc o stertach rachunków

o zimnym, bezczelnym księgowym

o niezadowolonych klientach

i urzędzie skarbowym

Będzie myślał o żonie

którą znowu zawiódł

i o synu

który o nic nie prosi

bo już się nauczył

radzić sobie sam

Tej nocy Janusz

znowu nie zaśnie

Będzie pił i marzył

by jakiś rodzic zastępczy

położył mu rękę na ramieniu

i rzekł :

„Pójdź dziecię, ja się wszystkim zajmę”

I on by poszedł

I byłby spokojny

o następny dzień

Nie bałby się

kolejnego poranka

wiedząc, że go w ogóle

dożyje

Bo póki co

cholera

wcale nie jest

tego taki pewien.

DLACZEGO NIE NAPISZESZ JAKIEGOŚ WIERSZA O MIŁOŚCI ?

 

 

W akcie desperacji

w chwili czarnej rozpaczy

Chudy postanowił

że wyjdzie z ukrycia

że opowie swej żonie

o tych latach udręki

że już nigdy nie będzie

udawał

I tego dnia

wróciwszy z pracy

właśnie wtykała

klucz do zamka

gdy drzwi się

otworzyły

i w progu mieszkania

stanęła

seksowna blondynka

w bucikach na obcasie

w błękitnej sukience

z kwiatowymi wstawkami

A podkład na policzkach

nie do końca maskował

jej zarost

Biedna żona Chudego

w pierwszej chwili zamarła

Zakryła usta dłonią

wybałuszyła oczy

a potem

się roześmiała

Nie wiedziała przecież

co to za zabawa

lecz widok był komiczny

Ten dowcip mu się udał !

I poryczała się

ze śmiechu

A Chudy w blond peruce

stał w progu

ze spuszczoną głową

Potem jego/jej ramionami

też szarpnęły spazmy

Kobieta

pękała z uciechy

Chudy

płakał

Natychmiast pojęła

że to nie jest zabawa

Po chwili znów stała

z otwartymi ustami

z przerażeniem w oczach

a on trzasł się

i beczał jak baba

 

W kuchni zapachniało

kawą

parzoną z cynamonem

Okno było otwarte

Gdzieś w głębi osiedla

grała cygańska kapela

i śpiewały ptaki

Po burzy nie było już śladu

 

 

”A … masz jakieś imię ?”

spytała żona Chudego

„Felicja”

przedstawiła się blondynka

Siorbnęły po łyku kawy

Któraś chrząknęła

Druga strzepnęła

niewidzialny okruszek z obrusa

„Ale … gust masz niezły”

powiedziała kobieta

(ta prawdziwa)

Opuszkami palców

macając materiał

z którego uszyta

była jego sukienka

„Dziękuję”

bąknęła Felicja

I znów zaczęła buczeć

Żona

podała mu serwetkę

żeby wytarł nos

A potem westchnęła

i wzięła go w ramiona

I tak sobie siedziały

w tej kuchni

przytulone

Jak dwie dobre

stare

przyjaciółki

.

 

 

Francisco Tarrega – GRAN VALS

 

Byłem

To czas przeszły

Miniony

Niemal zapomniany

Lecz dziś

te cztery takty

sprawiły

że przez chwilę poczułem

ten sam smak w ustach

tę sprężystość mięśni

tę skoczność myśli

i elastyczność poglądów

z czasów

kiedy jeszcze się dało

modelować mnie

jak ludzika z gliny

i kiedy miałem

Nokię 6310

z monofonicznymi

dzwonkami

.