MOTORYKA UMYSŁÓW

 

 

 

„Słuchaj Mats” – powiadam

„Jak brzmi nazwisko gościa

który śpiewa

– Born In The U.S.A. – ?

Bo w dziwny sposób

cholera

wyleciało mi z głowy… ”

Mats patrzy na mnie

i milczy

Mija 30 sekund

30 sekund to dużo

jeżeli dwóch facetów

siedzi naprzeciw siebie

a ten

któremu zadano

pytanie

zamarł

i trwa nieruchomo

jak portret przodka

jak prezydent na banknocie

dumny i zafrasowany

I milczy

Ani drgnie

Czekam

Czekam…

„Bruce Springsteen” – mówi wreszcie

i powraca

do świata żywych

I powraca do swojej

miski spaghetti

w której dłubie z namysłem

jakby liczył

nitki makaronu

Innym razem

Pytam :

„Hej Mats

Jak szeroka szafka

ma stanąć w tym miejscu ?”

Mats zamiera w bezruchu

Gapi się w kąt pokoju

jakby zapadł w letarg

Jakby go z nami

nie było

Sekundy mijają

Zegar tyka

A ja jak ten głupi

stoję obok

również nieruchomo

i czekam

I czekam

I gdyby nas teraz

ktoś tutaj zobaczył

pomyślał by pewnie

że trafił na jakiś

cholerny

gabinet figur woskowych

Minęła minuta

a ja nadal stoję

Wielu by go zabiło

a ja nadal czekam

Bo wiem, że Mats

myśli

I wiem, że szybciej

nie może

Szafka ?

Musi zdecydować

Czy postawi tę starą ?

Czy stać go na nową ?

Ikea ?

Internet ?

Jakaś staroć z bazaru ?

Lub ta biała od matki

co stoi w garażu ?

(szafka, nie matka)

Musi sobie przypomnieć

jak duży jest telewizor

I wziąć pod uwagę

czy go kiedyś zmieni

Jeśli tak to na większy ?

A może na mniejszy ?

Z wiekiem gorzej widzi

Zatem jednak większy

Jedna lampka wystarczy ?

A może dwie po bokach … ?

Raczej jedna

Chyba…

Trwa proces myślowy

Układają się puzzle

Gdyby mu teraz przeszkodzić

musiałby zacząć od nowa

Gdyby go naciskać

podejmie złą decyzję

„Metr dwadzieścia” – mówi wreszcie

Zanotowałem

I obu nam ulżyło

Do następnego razu

Bo pewnie wieczorem

gdy spytam go o godzinę

znowu się zawiesi

Lecz z całą pewnością

będzie miał ku temu

jakieś swoje powody

Musicie to

zrozumieć

Nie poganiajcie

Matsa.

‘

RACHUNEK

„Jebła mnie na kasę !” – zawołał

„Własna córka !”

„Jebła mnie na 850 !”

„Jak zobaczyłem rachunek

to pomyślałem

że mnie tu zaraz

kurwica strzeli !

Kto włącza internet

w telefonie za granicą ?!

Tyle razy mówiłem !

Przez zasranego fejsbuka

dołożę do jej wakacji

drugie

albo trzecie tyle !

Jebła mnie na kasę !

850 !

Mała zdzira

Bez mózgu

A przecież mówiłem !

I czego

no czego

czego ją cholerę

całe życie uczyłem ?!

…

W tanim hotelu

na Majorce

dziewczyna rzuciła

swojego ajfona

na mokrą od łez poduszkę

„Debil !” – krzyczała

„Funkcję zablokował !”

„Nie mam internetu !

Skurnol zapasiony

„Janusz biznesu

od siedmiu boleści !

Żul

Żyła !”

( I takie tam…

Na „ży”

Na „ha”)

„Jak ja go nienawidzę !” – wołała

Nieodrodna

córka

swego ojca.

‘

KARNET NA SIŁOWNIĘ ODDAM ZA DARMO

 

Ludzie, którzy uprawiali jogę

umarli

Atleci nie żyją

Biegacze

nordic walkerzy

wegetarianie

odeszli

Po tych co się zdrowo odżywiali

jedli ryby

zioła parzyli

i targali ciężary

śladu nie ma

Maratończycy głębokiej wiary

bogowie fitnessu

i

herosi samodyscypliny

obrócili się w proch

i niewielu o nich pamięta

Surowe jajka na śniadanie

bomba witamin

pompki

sól morska

i zimne kąpiele

wszystko na nic

Wszystko to troska

o jakość życia

Podczas gdy taka

poezja

na przykład

to dbałość

o jakość

śmierci

Najwięksi poeci

także umarli

lecz mam wrażenie

że oni wciąż

mają się

nie najgorzej.

‘

 

 

.

BUENOS AIRES

 

W garażu tego domu

znalazłem karton

ze starymi

bardzo starymi numerami

„National Geografic”

Biorę do ręki pierwszy z wierzchu

Listopad

1967

Trąci zleżałym papierem

Strona 668

Buenos Aires

„Paris of South America”

Młoda, elegancka kobieta

siedzi przy stoliku

pod wielkim oknem

w kawiarni

Światło wpada z ulicy

Oświetla jej twarz

Jej partner siedzi tyłem

Na tle okna widzę tylko

zarys jego sylwetki

z papierosem w dłoni

Coś klaruje kobiecie

Ona patrzy na niego

lecz chyba go nie słucha

Jakby patrzyła przez niego na wylot

Myślami jest gdzie indziej

Może myśli o innym

facecie ?

Jest ładna, trochę przy kości

Chyba koło trzydziestki

Ciągle ma jeszcze jędrne

policzki

piersi

i pośladki

Ma gładkie, sprężyste uda

Sądzi …

jest przekonana

że jeszcze wszystko przed nią…

Tak

To było pół wieku temu

Dziś, jeżeli żyje

jest staruszką

po osiemdziesiątce

Może nadal mieszka

w Buenos Aires

Może ten facet nadal

coś tam jej klaruje

a ona

przez te lata

nauczyła się go słuchać

i już wie

że nic lepszego

I tak 

jej się

nie trafi.

‘

DZIŚ NIE IDŹ DO BARU

 

 

Dziś uratuj dziecko

dziś bądź bohaterem

heroicznie zagraj z nim

w szachy

nadludzkim wysiłkiem woli

opowiedz mu bajkę 

i mężnie odpowiedz na wszystkie

pytania

choćby to nie wiem jak

bolało

kiedy cię spyta :

„tata, a jak biedronka to co ?” …

wytrzymaj

dziś nie idź do baru

dziś uratuj dziecko

on kiedyś przepłynie ocean

da radę

ale to Ty powinieneś 

tę jego łódeczkę

lekko odepchnąć

od brzegu

.

 

 

DAMSKIE SPRAWY

 

 

Ta restauracja w porcie

była całkiem nowa

Ledwie miesiąc temu

na wielkim otwarciu

burmistrz i jego świta

przecinali wstęgę

srebrnymi nożycami

Teraz żona burmistrza (46)

zachodziła tu czasem

zwłaszcza gdy było gorąco

na mrożoną kawę

A była ona niezwykła

wspaniała

wyjątkowa

(wciąż mowa o burmistrzowej)

Budziła powszechny

zachwyt

i szacunek

…

Gdy w barze na tarasie

zjawiała się ta dama

mewy nagle cichły

a morze blakło

Brakowało mu błękitu

I brakowało głębi

Nie mogło konkurować

Z jej szykiem

i z jej klasą

Kobieta

Która potrafi

w ten sposób się objawić

jest jak rycerz wjeżdżający

na koniu do kościoła

Jak wielki dzielnicowy

w otwartych drzwiach meliny

Lub okręt zaginiony

co nagle zjawia się

w porcie

Po prostu zawłaszcza

100% uwagi

i ściąga na siebie

Zdumione spojrzenia

żywych

i umarłych

I samego Boga

Heroina stylu

w najczystszej postaci

Mali ludzie

w obliczu takiego zjawiska

robią się jeszcze

mniejsi

Pyszałkowie

służalczo chylą czoła

a tygrysy pełzają brzuchami po ziemi

gotowe jak kocięta

błagać o pieszczoty…

Usiadła

Królowa

No dalej

Niech zjawi się kelner

Niech jej kaprys będzie

dla niego rozkazem !

…

Zjawiła się kelnerka

Julianna (16)

Córka miejscowego majstra

Majster jest uczciwy

więc mu się nie wiedzie

Julianna pracuje

by pomagać tacie

A wieczorami się uczy

żeby pomóc sobie

W kusej

białej sukience

płynie przez salę

Jak nimfa

Sylfida

Jak jaka rusałka

Sama świeżość

Jędrne uda

Brzuch płaski

I dołeczki w policzkach

I te uda …

Tak jędrne…

Stanęła

Przyjęła zamówienie

od pani burmistrzowej

Dygnęła i

odeszła

zostawiając przy stoliku

starą

samotną

posępną kobietę.

‘

 

FALSTERBO

 

 

To jedno z tych miejsc na świecie

gdzie wędrowne ptaki

zbierają się raz w roku

przed wyprawą za morze

Uzbrojeni w lunety

miłośnicy natury

zjadą się jak zwykle

by je śledzić z ukrycia

i robić notatki

Potem znikną

i przez następny rok

będą żerować

gniazda mościć

rozmnażać się

walczyć o pokarm

walczyć o życie…

Większość z nich

przeżyje

a wczesną jesienią

znowu tutaj wrócą

ze swymi

lunetami

i w pelerynach

moro

‚

A MOŻE POEZJA TO… ZWYKŁE LENISTWO ?

 

No dobra

Te mikre wiersze

są jak

nasionka

Gdyby mieć czas

którego ja nie mam

gdyby umościć je

w glebie

i cierpliwie podlewać

wyrosną z nich poematy

epopeje i powieści

bujne

gonne

rozłożyste

Tylko…

po co ?

Przecież to

co powiedziano

za pomocą 40 000 słów

najczęściej można

zapisać

w paru zdaniach zaledwie

Na jednym listku

I on

niesiony wiatrem

będzie miał tę samą moc

i tę samą siłę

co nieprzebyte

grądy i knieje

Przecież to

co zapisano w tomach

najczęściej można

wygrawerować

w kilku słowach

na łupince żołędzia

który padłszy

w przyjazne poszycie

może dać początek

borom niezmierzonym

Nieskromnie

puszczam nasionka z wiatrem

niech się samo

gdzieś w świecie

ukorzenia

i niech się samo

dalej

wysiewa

A ja tymczasem pójdę

i utnę sobie

drzemkę.

,

 

CO Z TEGO, ŻE EASY RIDER ?

 

Apollo siedział w szoferce

Swojej furgonetki

Radio szemrało cicho

Dym z papierosa

Czmychał

Przez uchyloną szybę

I snuł się powłóczyście

W smętnej słocie

Poranka

Na zapleczu sklepu

Pod którym

Apollo zaparkował

Zapalono światła

Podniesiono rolety

Za chwilę sklep otworzą

On szybko zrzuci towar

I pojedzie dalej

Choć już rzyga tą jazdą

I czuje się zmęczony

A przecież dzień

Się jeszcze

Nawet nie zaczął

Cholera …

…

I wtedy Apollo

Zobaczył doktora

Idącego chodnikiem

(W szkole chłopaki

Nazwali go „Pieprzem”

Bo chociaż miał wiedzę

Wciąż pieprzył od rzeczy)

„Ech” – pomyślał Apollo

„Pieprz idzie

Doktorek

Taki to pożyje

Bo doktorkowie

I inne mózgi

Rządzą tym światem

Białymi dłońmi

Zza dębowych biurek

Biorą w posiadanie

Budynki

Miasta

I kontynenty

To za nich wychodzą

Najpiękniejsze dziewczyny

A nam pozostają

Praczki

Gdyby tak raz

Choć jeden raz

Zdecydować o życiu człowieka

Lub losie jakiegoś

Narodu

Kliknąć Enter

I zamknąć laptopa

I pojechać do domu

Gdzie na brzegu basenu

Miss Wenezueli

Czeka

Gotowa pić szampana

Z twego buta

Albo urodzić ci

Piątkę dzieci

A kasa

Splendor

Luksusy

Tłoczą się w kolejce

U twoich drzwi

Tak

To jest życie

…

Doktor Pieprz

W tym czasie

Przechodził już tuż obok

Zgarbiony

Z postawionym kołnierzem

Zły

I zdruzgotany

Bo brak mu powietrza

I brak mu przestrzeni

Tymczasem

Jak co dzień

Idzie do swej

Przychodni

By na wiele godzin

By na wieki całe

Utknąć

W przyciasnym fartuchu

Wśród kaszlących trupów

I w oparach lizolu

Przybijać pieczątki

I rzyga tą pracą

I czuje się zmęczony

A przecież dzień

Się jeszcze

Nawet nie zaczął

Niech to szlag …

…

Teraz Pieprz również

Dostrzegł Apolla

(W szkole dziewczyny

Tak go nazywały

Bo …

Był piękny jak Apollo

I tyle)

„Ech” – pomyślał doktor

„Szoferzy …

Ten to pożyje

Ludzie drogi

Wolni jak ptaki

Dzicy jak ptaki

Niebiescy jak ptaki

Niebieskie

Kierowcy

Piloci

Marynarze

Furmani

I kolejarze

Zwykle z dala od domu

Przeważnie w drodze do bazy

Gwiazdy mają za drogowskazy

To za takimi

Zazwyczaj

Wodzą wzrokiem

I z takimi

Najczęściej

Odchodzą

Nasze kobiety

Ech

Gdyby tak raz

Choć jeden raz

Pojechać przed siebie

Zachłannie

Łykać kilometry

Z wiatrem we włosach

I z petem na wardze

A całą resztę

Móc mieć po prostu

W dupie…

Tak

To jest życie

…

I tego ranka obaj

Minęli się bez słowa

Spojrzenie spode łba

I lekki ruch głową

Musiały wystarczyć

A szkoda

Albowiem

Gdyby pogadali

To pewnie im obu

Byłoby jednak

Nieco

Łatwiej żyć.

‘