MÓJ RUCH 

_

_

Tej partii szachów   

nie wygrał jeszcze nikt

moje wieże runęły

ostatni goniec

goni

ostatkiem sił

ale ja już wiem

że jedyna droga

to grać pięknie

odważnie

po swojemu

walczyć jak najdłużej

a kiedy nastąpi 

nieunikniony szach

i mat

przewrócić króla

i wyłączyć zegar

spokojnie

bez scen

z uśmiechem  

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: kadr z filmu “Siódma pieczęć”

ODWAGA CYWILNA

_

_

Zaproszono nas na fest

do znanej 

libańskiej restauracji

w centrum miasta

z wielkim

zielonym talerzem w dłoni

wędrowałem wzdłuż 

bufetów  

pilnie śledząc poczynania    

stałych bywalców

spróbowałem

tabbouleh 

labneh z zatarem

mhamara

sambosek

shanklish

muhalebbi 

kefta halabiya

warak enab

a na deser

esh el saraya

i osmalieh …

byli tam wyłącznie 

strasznie mili ludzie

przyjaźni

i  życzliwi 

ale nic co jadłem

mi nie smakowało 

ornamentowy wystrój

przyprawiał o zawrót 

głowy

a muzyka była 

okropna

męcząca … 

tylko kawa

była dobra

(kawa była szwedzka)

i teraz

będę rzecz jasna

każdemu polecał

libańskie restauracje

bo jak wyznam prawdę 

stracę markę światowca

zrobię z siebie

prostaka

a gdybym

nie daj Boże 

powiedział

że nie lubię jak kelner

klepie mnie po plecach

to wyjdę na rasistę

i wtedy już w ogóle 

nikt

nigdy

nigdzie

mnie nie zaprosi

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

rys: Arab Men Eating At Home w. VIII albo IX / Mary Evans Picture Library/ 

HARDY

_

En forherdet (The hardened one), 1896

_

Byłeś zbyt hardy

by dotrzymać słowa 

danego kobiecie

by zapomnieć o whisky

na jakiś czas

i wychować córkę tak

aby nie bała się mężczyzn

i byłeś zbyt hardy

by przygarnąć szczeniaka

uszanować ojca

podać rękę bratu

nie całowałeś matki

a nawet jeśli już

to tak żeby ludzie

nie widzieli 

bo byłeś hardy

i nadal jesteś

lecz teraz

gdy twoje tatuaże 

zwiędły

i wyparował czar

łatwiej ci przychodzi

upominać  się

(bo przecież nie prosić)

o kromkę zrozumienia

i szklankę współczucia

świat jest pełen twardzieli

pełno was

w przytułkach

więzieniach

i na cmentarzach

tymczasem reszta świata

należy do nas

kujonów

i mięczaków

to my 

bierzemy z niego

co chcemy …

spieprzaj

dziadu

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Carl Sundt – Hansen /En forherdet synder – Zatwardziały grzesznik/ (c 1867-1907)

NASZ PIERWSZY RAZ 

_

_

Pamiętasz ten wieczór?

oboje zalegliśmy 

każde w swoim fotelu

jakbyśmy zamierzali

zatonąć w ich miękkości

na następne sto lat

żaluzje przysłonięte

kilka świeczek  

muzyka jaką lubisz 

no i kawa

zapach kawy

niby wszystko jak trzeba

byśmy wreszcie mogli  

jak to mamy w zwyczaju

odsapnąć                                                              

porozmawiać 

niespiesznie omówić 

kondycję wszechświata

obgadać znajomych

popuszyć się trochę …

no więc kawa

coś do kawy …

lecz się okazało

że nie ma herbatników

że w puszce na słodycze

okruchy

zgrzyt

spojrzeliśmy po sobie

trochę bezradnie

trochę  głupio                                                        

(bo bezradność 

z natury jest głupia)

“ja się stąd 

nie ruszę” – powiedziałaś

“kręci mi się w głowie 

i jestem zbyt słaba

żeby teraz jeszcze 

wleźć na stołek

i szperać po półkach

gdzieś pod samym sufitem

spiżarni”

“i ja się nie dźwignę ”- odrzekłem

“dziś tak mnie łupią gnaty

że bez czyjejś pomocy

nie uniosę ręki

wyżej nosa

nie chce mi się

nie dam rady

nawet nie będę 

próbował”

“ech “ – westchnęłaś    

“nim dzieci wyszły z domu

było jakoś    

poręcznej” 

“taaa” – przyznałem

“hmm…”

owego wieczoru

ku własnemu zdumieniu

byliśmy zmuszeni 

czegos tam sobie  

odmowić 

bo w końcu 

nieunikniona napaść                                                           

człowieczej niemocy

kazała nam przyjąć

do wiadomości

że czasem 

to i owo

trzeba już będzie 

odpuścić

taka jest kolej

rzeczy

pamiętam ten wieczór   

albowiem

był to nasz pierwszy

raz …

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Edward Hopper /Hotel By A Railroad/.

KWESTIA DOJRZAŁOŚCI

_

All-focus

_

Ja wiem 

że kiedy pytasz

czy możesz z koleżanką  

pojechać na milkszejka

robisz to tylko po to

bym był spokojny

nie ma już bowiem prawa

zgodnie z którym

mógłbym Ci tego zabronić

dziwne

a jeszcze niedawno

byłaś dzieckiem

gotowałaś obiady

w długie zimowe wieczory

pomagałaś mamie

odrabiać lekcje …

kiedy pytasz

czy możesz z koleżanką  

pojechać na milkszejka

udaję że się waham

tylko po to

by nie wypaść z roli

lecz oboje wiemy

że Twoja dojrzałość

przyszła na długo

przed pełnoletnością

i że oboje możemy

jej zaufać

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł. /wieczorne lekcje/ 

LEKCJA LOGIKI

_

_

– Eryk znów nie zaliczył logiki – powiedział

– dlaczego mu nie pomożesz? – spytałem

– nie prosił mnie o to – odrzekł

dla ciebie matematyka to pestka

– ja się po prostu więcej uczę

– jeszcze wczoraj był twoim

dobrym kumplem

– i nadal nim jest

ale jutro

stanie przede mną w kolejce

po pracę

– synu – powiadam – w jakim wy świecie żyjecie?

wzruszył ramionami

– wyście go dla nas

zbudowali

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Caravaggio “Wieczerza w Emmaus” (fragment obrazu)

GŁOS

_

_

Pies warczy i szczeka we śnie 

drze pazurami posłanie 

biegnie

pewnie znów wdał się w jakąś

rozróbę

z kimś sie zawarł            

coś go goni   

niefajna sytuacja

dla psa

bo on z pewnością nie wie

że sen 

to sen   

on tu naprawdę walczy 

o życie      

odkładam książkę 

i przez chwilę patrzę

na chybotliwy stolik 

i lampkę nocną  

przewróci się ?

czy nie przewróci ?              

szklany abażur dzwoni

światło żarówki rozedrgane

świat zadrżał w posadach

i rezonuje

helloł – mówię do psa                                    

bo pójdziesz spać na werandę                        

jak tak tu będziesz 

galopować…                                               

i nagle 

koniec wojny

pokój                                   

ziewnięcie 

mlaśnięcie ozorem                        

a potem 

równy                                       

spokojny oddech

przez resztę nocy

to zrobił mój głos                                     

łagodny i cichy  

z drugiego końca pokoju

tak dobrze mu znany                          

po prostu 

głos 

parę słów bez znaczenia                           

wystarczyło  

by załatwić sprawę                                        

mój Boże – pomyślałem                              

a gdyby tak 

i mnie

człowiekowi

prócz chleba powszedniego

i odpuszczenia win

było dane usłyszeć 

czasem 

taki głos 

gdzieś z głębi kosmosu

dobry

krzepiący

głos 

co by niósł ukojenie 

w jednym z wielu momentów 

zwątpienia i trwogi ?

parę słów …                                

jedno słowo … 

słówko chociaż …                               

nawet szeptem … 

cisza

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Dmitrij Markov

39,8

_

_

Muszę Ci coś wyznać

ale piszę w gorączce

więc jakby co

wszystkiego się wyprę …

otóż

to było przed laty

przygarnęłaś mnie wtedy

pod swój dach 

i przez pewien czas

mogłem mieszkać z Wami                                                                                                              

i doprawdy dzielnie 

znosiliście moje 

fanaberie …

mniejsza o to

w każdym razie

zrobiłaś sobie wówczas   

na drutach

taki fajny komplecik

szafirowy szalik

szafirową czapkę

i szafirowy golf

no i ten golf Ci 

zginął 

pamiętam 

że długo go wtedy    

szukałaś

a on tymczasem 

jakimś dziwnym trafem

zaplątał się pośród

moich rzeczy

miałem ciężką anginę

i którejś 

naprawdę krytycznej 

nocy

włożyłem go na moją

gorejącą szyję 

i dopiero wówczas 

usnąłem 

i tylko dzięki temu 

nie umarłem 

jestem tego pewien

wiesz jak chorują

faceci

piekło to przy tym 

Ciechocinek 

musisz zrozumieć 

nie mogłem Ci oddać

tego golfa

i nadal nie mogę 

to magiczna rzecz

mój amulet

od ponad 20 lat

leży w szufladzie

mojej nocnej szafki

wczoraj znów

uratował  mi 

życie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: szafirowy golf w szufladzie nocnej szafki :)))

NIEPOROZUMIENIE

_

_

Opuściłem szybę

aby przetrzeć lusterko

i wtedy podeszła 

jedna z tych pielęgniarek

co wyszły przed budynek

na papierosa

pochyliła się

a jej dekolt sprawił

że …

mniejsza o to …

w każdym razie

“patrz jej w oczy”

“patrz jej w oczy”

myślałem nerwowo

a ona

powiedziała:

“wiesz

za każdym razem

jak się tu pojawiasz

mamy problem z jedną

z naszych podopiecznych

ta dystyngowana dama

ma 97 lat

i ubzdurała sobie

że jesteś jej mężem

gdy cię widzi 

robi się niespokojna 

i każe nam natychmiast 

cię przyprowadzić”

“nie jestem jej mężem” – odrzekłem  

nadal z najwyższym trudem

patrząc jej w oczy                                         

“dziwna sprawa – ciągnęła 

ona jest prawie 

niewidoma

widzi jedynie 

zarysy postaci

ale ty

kiedy się poruszasz …

wiesz 

rozmawiałyśmy o tym

z dziewczynami …

nawet w tych zarysach

mógłbyś uchodzić za                      

gentlemana

starej daty

takich mężczyzn już dzisiaj 

nie robią

w twoich ruchach jest taki

magiczny spokój

nawet jak zgniatasz w dłoni

tekturowy kubek po kawie

i uchylasz wieko śmietnika

by go wyrzucić

robisz to w taki sposób …

to są czary …

jej mąż pewnie właśnie

taki był

arystokrata

dobry towarzysz

uważny rozmówca

co nigdy się na nic

nie skarży

i nie unosi

nigdy się nie poci

przed niczym nie

ucieka

i zawsze wie

jak sie zachować  

i co powiedzieć …”

uśmiechnąłem się

i odjechalem

prawie z piskiem opon

uciekłem

bo nie wiedziałem

co powiedzieć                                                       

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: /pan w podomce z pomeranianem / Stan