DLACZEGO NIE NAPISZESZ JAKIEJŚ PIOSENKI ?

 

„SKRZYDŁA”

.

 

Gdybym mógł polecieć

Aż pod same chmury

Gdybym tak miał skrzydła

Wzniósłbym się do góry

.

Poleciałbym prosto

Na okrągłe słońce

I małym lusterkiem

Puszczałbym zające

.

Latał bym z ptakami

W chmurach dookoła

Może bym tam spotkał

Jakiego anioła

.

Zapomniałbym ludzi

Bo mi ziemia zbrzydła

I byłbym szczęśliwy

Gdybym tak miał skrzydła …

 

„PODANIE”

.

Bylem wczoraj na swoim pogrzebie

W lakierkach i w garniturze

Złożyli mnie w wilgotnej glebie

W czwartej alei przy murze

.

 

Niebo płakało, Ewka płakała

Grabarze byli pijani

A potem dziwnie ciemno się stało

Gdy wieko zabijali

.

 

Nie miałem domu, ani pieniędzy

Ale miałem gitarę

A oprócz tego, chyba po dziadku

Niesamowity wprost talent

.

 

Nie mów mi Piotrze, że trudna sprawa

Ze wam tu miejsc brakuje

Ja mam do Raju szczególne prawa

Poeta na Raj zasługuje

.

 

 

Masz tu podanie, krótki życiorys

Zdjęcia i znaczki skarbowe

Zanieś je Bogu, a ja tu sobie

Poczekam na jego odpowiedź …

 

 

 

.

 

„WIETNAMCZYK”

.

Mały, chudy Wietnamczyk

W brudnej, podartej koszuli

Modli się do swego Boga

I płacze

.

Po co się modlisz mój mały

Twój Bóg już dawno umarł

To nie ma sensu mój mały

Zostały Ci tylko łzy

.

 

Mały chudy Wietnamczyk

W czerwonej od krwi koszuli

Leży w wyschniętej trawie

I już nie płacze

.

 

Dokąd odszedłeś mój mały

Twój Bóg już dawno umarł

To nie ma sensu mój mały

Zostały mi tylko łzy … 

 

 

„BALLADA BAŁUCKA”

 

Jak romantyczny, chudy poeta

Siedzę przy świeczce i piszę Twe imię

Znowu dziś kurna prąd wyłączyli

Puenta mi kurna w ciemności ginie

 

Byłbym się pociął z tej beznadziei

Ale nie mogłem znaleźć żylety

Coś mi się nie chce ballada kleić

Znowu zgłupiałem z powodu kobiety

……………………………… kobiety

 

Ciebie nie rusza mój czar osobisty

Łażę za Tobą jak pies za rzeźnikiem

Z czarnej rozpaczy na wpół przezroczysty

Wezmę i w końcu odwalę kitę

 

Puszczam do Ciebie oko co chwila

Ludzie już mają mnie za kretyna

Rzęsy mi chodzą jak skrzydła motyla

A Ty mnie nie chcesz dostrzec Grażyna

………………………………. Grażyna

 

Na trzecią zwrotkę nie mam pomysłu

Dwie pierwsze wyszły jakoś pokracznie

Bardzo się meczę, odchodzę od zmysłów

Nie mogę trzeciej to czwartą zacznę

 

Wstaję i chodzę dokoła stołu

Gdzieś w tym pokoju pomysł się kryje

Świeczka się kończy i gaśnie pomału

W drzwi od kredensu walnąłem ryjem

…………………………………ryjem

Jak romantyczny jaki bohater

Z rozciętą wargą szukam apteczki

Chyba w łazience powinien być plaster

W kiblu na półce są nowe świeczki

 

Pewnie dam sobie spokój z balladą

Nie daje rady, jestem za słaby

Ty mnie nie kochasz, ty głupia babo

Wszystkie nieszczęścia na świecie przez baby

…………………………………………. baby

,

———————————

————————————————————————

POŚWIĘTNE, PAMIĘTASZ ?

 

 

Sa takie miejsca na ziemi

Święte

Jak święty jest kobiety brzuch

Sa takie drzewa w tych miejscach

Które

O świcie z Tobą

Całować bym mógł

 

Wargi po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi kory tych drzew

Palce nagie po to są

Byśmy darli je

O korę tych drzew

 

Jeszcze tylko wina łyk

W Poświętnem

Jeszcze tylko jeden wina łyk

 

Sa takie drogi w lesie

Przyjazne

Jak wierny pies u naszych stóp

Jest taki piasek na drogach tych

Który

O świcie z Tobą

Całować bym mógł

 

Wargi po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi piasku tych dróg

Palce nagie po to są

By nimi przesiewać

Piasek tych dróg

 

Jeszcze tylko wina łyk

W Poświętnem

Jeszcze tylko jeden wina łyk

 

Są takie noce bezsenne

Których

Jeszcze nie nazwał nikt

Sa takie gwiazdy nad domem

Ogień na ziemi

Przy ogniu my

 

Wargi po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi swych dłoni

Palce nagie po to są

Byśmy mogli

Dotykać nimi swych ust

 

Jeszcze tylko wina łyk

W Poświętnem

Jeszcze tylko ostatni wina łyk

 

CHOROBA SIEROCA

 

Przyszedł duchowny

uklęknął i się przeżegnał

Matka Kościół kupiła mu habit

a dziś wieczorem da mu kolację

i ułoży go do snu

w świeżo wykrochmalonej pościeli

Duchowny nie boi się jutrzejszego dnia

 

I przyszedł oficer

Zasalutował i strzelił obcasami

Matka armia kupiła mu te buty

a dziś wieczorem da mu kolację

i wygodne łóżko na kwaterze

Oficer jest spokojny, jutro będzie tak samo

 

I był tam rzutki manager

Robił kalkulacje i analizy rynku

Matka korporacja płaci za jego hotel

Wieczorem zapłaci za kolację + drinki

Uśnie nie sam, nietrzeźwy

lecz pewny kolejnego, sytego poranka

 

A pilot „Dreamlinera” ?

Jeden z najlepszych w kraju

Linie lotnicze dbają o niego

jak o rodzonego syna

Chyba ma romans z tą dziennikarką

której redakcja ciągle wydzwania

jak matka niespokojna

o ukochaną córkę

 

 

 

W tym hotelu Janusz

jest chyba jedynym

który za wszystko płaci

z własnej kieszeni

bo od 30 lat

pracuje

na własny rachunek

Janusz jest

biznesmenem

Kolację zje w fastfudzie

Flaszkę do pokoju

kupi w supermarkecie

Wieczorem stanie w oknie

i patrząc na uśpione miasto

będzie się kiwał z boku na bok

z nogi na nogę

i będzie obgryzał paznokcie

myśląc o stertach rachunków

o zimnym, bezczelnym księgowym

o niezadowolonych klientach

i urzędzie skarbowym

Będzie myślał o żonie

którą znowu zawiódł

i o synu

który o nic nie prosi

bo już się nauczył

radzić sobie sam

Tej nocy Janusz

znowu nie zaśnie

Będzie pił i marzył

by jakiś rodzic zastępczy

położył mu rękę na ramieniu

i rzekł :

„Pójdź dziecię, ja się wszystkim zajmę”

I on by poszedł

I byłby spokojny

o następny dzień

Nie bałby się

kolejnego poranka

wiedząc, że go w ogóle

dożyje

Bo póki co

cholera

wcale nie jest

tego taki pewien.

DLACZEGO NIE NAPISZESZ JAKIEGOŚ WIERSZA O MIŁOŚCI ?

 

 

W akcie desperacji

w chwili czarnej rozpaczy

Chudy postanowił

że wyjdzie z ukrycia

że opowie swej żonie

o tych latach udręki

że już nigdy nie będzie

udawał

I tego dnia

wróciwszy z pracy

właśnie wtykała

klucz do zamka

gdy drzwi się

otworzyły

i w progu mieszkania

stanęła

seksowna blondynka

w bucikach na obcasie

w błękitnej sukience

z kwiatowymi wstawkami

A podkład na policzkach

nie do końca maskował

jej zarost

Biedna żona Chudego

w pierwszej chwili zamarła

Zakryła usta dłonią

wybałuszyła oczy

a potem

się roześmiała

Nie wiedziała przecież

co to za zabawa

lecz widok był komiczny

Ten dowcip mu się udał !

I poryczała się

ze śmiechu

A Chudy w blond peruce

stał w progu

ze spuszczoną głową

Potem jego/jej ramionami

też szarpnęły spazmy

Kobieta

pękała z uciechy

Chudy

płakał

Natychmiast pojęła

że to nie jest zabawa

Po chwili znów stała

z otwartymi ustami

z przerażeniem w oczach

a on trzasł się

i beczał jak baba

 

W kuchni zapachniało

kawą

parzoną z cynamonem

Okno było otwarte

Gdzieś w głębi osiedla

grała cygańska kapela

i śpiewały ptaki

Po burzy nie było już śladu

 

 

”A … masz jakieś imię ?”

spytała żona Chudego

„Felicja”

przedstawiła się blondynka

Siorbnęły po łyku kawy

Któraś chrząknęła

Druga strzepnęła

niewidzialny okruszek z obrusa

„Ale … gust masz niezły”

powiedziała kobieta

(ta prawdziwa)

Opuszkami palców

macając materiał

z którego uszyta

była jego sukienka

„Dziękuję”

bąknęła Felicja

I znów zaczęła buczeć

Żona

podała mu serwetkę

żeby wytarł nos

A potem westchnęła

i wzięła go w ramiona

I tak sobie siedziały

w tej kuchni

przytulone

Jak dwie dobre

stare

przyjaciółki

.

 

 

Francisco Tarrega – GRAN VALS

 

Byłem

To czas przeszły

Miniony

Niemal zapomniany

Lecz dziś

te cztery takty

sprawiły

że przez chwilę poczułem

ten sam smak w ustach

tę sprężystość mięśni

tę skoczność myśli

i elastyczność poglądów

z czasów

kiedy jeszcze się dało

modelować mnie

jak ludzika z gliny

i kiedy miałem

Nokię 6310

z monofonicznymi

dzwonkami

.

MOTORYKA UMYSŁÓW

 

 

 

„Słuchaj Mats” – powiadam

„Jak brzmi nazwisko gościa

który śpiewa

– Born In The U.S.A. – ?

Bo w dziwny sposób

cholera

wyleciało mi z głowy… ”

Mats patrzy na mnie

i milczy

Mija 30 sekund

30 sekund to dużo

jeżeli dwóch facetów

siedzi naprzeciw siebie

a ten

któremu zadano

pytanie

zamarł

i trwa nieruchomo

jak portret przodka

jak prezydent na banknocie

dumny i zafrasowany

I milczy

Ani drgnie

Czekam

Czekam…

„Bruce Springsteen” – mówi wreszcie

i powraca

do świata żywych

I powraca do swojej

miski spaghetti

w której dłubie z namysłem

jakby liczył

nitki makaronu

Innym razem

Pytam :

„Hej Mats

Jak szeroka szafka

ma stanąć w tym miejscu ?”

Mats zamiera w bezruchu

Gapi się w kąt pokoju

jakby zapadł w letarg

Jakby go z nami

nie było

Sekundy mijają

Zegar tyka

A ja jak ten głupi

stoję obok

również nieruchomo

i czekam

I czekam

I gdyby nas teraz

ktoś tutaj zobaczył

pomyślał by pewnie

że trafił na jakiś

cholerny

gabinet figur woskowych

Minęła minuta

a ja nadal stoję

Wielu by go zabiło

a ja nadal czekam

Bo wiem, że Mats

myśli

I wiem, że szybciej

nie może

Szafka ?

Musi zdecydować

Czy postawi tę starą ?

Czy stać go na nową ?

Ikea ?

Internet ?

Jakaś staroć z bazaru ?

Lub ta biała od matki

co stoi w garażu ?

(szafka, nie matka)

Musi sobie przypomnieć

jak duży jest telewizor

I wziąć pod uwagę

czy go kiedyś zmieni

Jeśli tak to na większy ?

A może na mniejszy ?

Z wiekiem gorzej widzi

Zatem jednak większy

Jedna lampka wystarczy ?

A może dwie po bokach … ?

Raczej jedna

Chyba…

Trwa proces myślowy

Układają się puzzle

Gdyby mu teraz przeszkodzić

musiałby zacząć od nowa

Gdyby go naciskać

podejmie złą decyzję

„Metr dwadzieścia” – mówi wreszcie

Zanotowałem

I obu nam ulżyło

Do następnego razu

Bo pewnie wieczorem

gdy spytam go o godzinę

znowu się zawiesi

Lecz z całą pewnością

będzie miał ku temu

jakieś swoje powody

Musicie to

zrozumieć

Nie poganiajcie

Matsa.

RACHUNEK

„Jebła mnie na kasę !” – zawołał

„Własna córka !”

„Jebła mnie na 850 !”

„Jak zobaczyłem rachunek

to pomyślałem

że mnie tu zaraz

kurwica strzeli !

Kto włącza internet

w telefonie za granicą ?!

Tyle razy mówiłem !

Przez zasranego fejsbuka

dołożę do jej wakacji

drugie

albo trzecie tyle !

Jebła mnie na kasę !

850 !

Mała zdzira

Bez mózgu

A przecież mówiłem !

I czego

no czego

czego ją cholerę

całe życie uczyłem ?!

W tanim hotelu

na Majorce

dziewczyna rzuciła

swojego ajfona

na mokrą od łez poduszkę

„Debil !” – krzyczała

„Funkcję zablokował !”

„Nie mam internetu !

Skurnol zapasiony

„Janusz biznesu

od siedmiu boleści !

Żul

Żyła !”

( I takie tam…

Na „ży”

Na „ha”)

„Jak ja go nienawidzę !” – wołała

Nieodrodna

córka

swego ojca.

KARNET NA SIŁOWNIĘ ODDAM ZA DARMO

 

Ludzie, którzy uprawiali jogę

umarli

Atleci nie żyją

Biegacze

nordic walkerzy

wegetarianie

odeszli

Po tych co się zdrowo odżywiali

jedli ryby

zioła parzyli

i targali ciężary

śladu nie ma

Maratończycy głębokiej wiary

bogowie fitnessu

i

herosi samodyscypliny

obrócili się w proch

i niewielu o nich pamięta

Surowe jajka na śniadanie

bomba witamin

pompki

sól morska

i zimne kąpiele

wszystko na nic

Wszystko to troska

o jakość życia

Podczas gdy taka

poezja

na przykład

to dbałość

o jakość

śmierci

Najwięksi poeci

także umarli

lecz mam wrażenie

że oni wciąż

mają się

nie najgorzej.

 

 

.

BUENOS AIRES

 

W garażu tego domu

znalazłem karton

ze starymi

bardzo starymi numerami

„National Geografic”

Biorę do ręki pierwszy z wierzchu

Listopad

1967

Trąci zleżałym papierem

Strona 668

Buenos Aires

„Paris of South America”

Młoda, elegancka kobieta

siedzi przy stoliku

pod wielkim oknem

w kawiarni

Światło wpada z ulicy

Oświetla jej twarz

Jej partner siedzi tyłem

Na tle okna widzę tylko

zarys jego sylwetki

z papierosem w dłoni

Coś klaruje kobiecie

Ona patrzy na niego

lecz chyba go nie słucha

Jakby patrzyła przez niego na wylot

Myślami jest gdzie indziej

Może myśli o innym

facecie ?

Jest ładna, trochę przy kości

Chyba koło trzydziestki

Ciągle ma jeszcze jędrne

policzki

piersi

i pośladki

Ma gładkie, sprężyste uda

Sądzi …

jest przekonana

że jeszcze wszystko przed nią…

Tak

To było pół wieku temu

Dziś, jeżeli żyje

jest staruszką

po osiemdziesiątce

Może nadal mieszka

w Buenos Aires

Może ten facet nadal

coś tam jej klaruje

a ona

przez te lata

nauczyła się go słuchać

i już wie

że nic lepszego

I tak 

jej się

nie trafi.