23.06.2064

 

 

 

 

Koń skubał zębami

pień wystający z ziemi

Wyglądało to zabawnie

jakby właśnie kończył

jeść drzewo

Zatrzymałem się

zrobiłem zdjęcie

i pojechałem dalej

Dziś w tamtym miejscu

jest autostrada

Konia już nie ma

Mnie nie ma

Zdjęcia wyrzucono

razem z ubraniami

i fiolkami po lekach

Został tylko

wiersz.

.

Się kółko zamyka

 

 

Pisać mogę jedynie

wiodąc żywot próżniaczy

snując się po nocach

dnie spędzając w szlafroku

Pisanie to zajęcie

które bezwzględnie wymaga

zawziętości w nieróbstwie

i wytrwałości w lenistwie

Daję radę

lecz jak długo wytrzymam?

Problem w tym

że choć na tej ulicy

jest kilkadziesiąt skrzynek na listy

listonosz

złośliwie

wrzuca te wszystkie rachunki

akurat do mojej

A ja pisać mogę tylko

wiodąc żywot próżniaczy

czyli jako utrzymanek

dziedzic fortuny

stypendysta

lub posiadacz szczęśliwego

losu na loterii

Ponieważ żadna z tych opcji

nie wchodzi w rachubę

(niektóre wręcz zaległy

w odległych krańcach kosmosu)

znalazłem się w sytuacji

można powiedzieć…

trudnej

Stąd moja propozycja

Niech pan wyda tę książkę

i dzielimy się kasą

Trzy czwarte dla pana

Jedna czwarta dla mnie

Dziesięć procent ?

Pięć chociaż

To będzie bestseler…

Halo?

Halo?

Haaaalo?

 

SMUTEK

 

Czasami, kiedy nikt nie widzi

Idzie do garderoby

Tej w przedpokoju

I wtula twarz w jego ubrania

Które wciąż jeszcze tam wiszą

Bo choć minął już rok

Ona nadal

Czuje jego zapach

Chłonie ten zapach powoli

Drogocenny

Ulotny

I przypomina sobie

Że przez te 25 lat

Nie zawsze była dla niego

Dobra

Prawdę mówiąc bywała

Okropna

Zbyt często bywała

Okropna

A pomieszanie

Smutek i strach

Wraz z wonią maciejki

Tytoniu i lasu

Na zawsze

Wsiąkły

W rękawy jego koszul

W klapy marynarek

W te powyciągane swetry

Teraz bezpańskie

I wilgotne

Od jej łez.

PANAMA, WYJDZIESZ ZA MNIE ?

 

 

 

Ty, jako mój mężczyzna ?

Cóż

Dobrze jest mieć swojego faceta

Tak jak dobrze jest mieć

ciepły sweter na zimę

W ogóle mieć coś ciepłego

pod ręką

Na piersi

Wokół szyi

Przy ustach

Idzie zima

Idzie bardzo zima

Więc dobrze będzie mieć

coś ciepłego

Pod ręką

Na piersi

Wokół szyi

Przy ustach

Tak

Bardzo tak

Ty jako mój mężczyzna …

Tobie nie mogę zrobić krzywdy

Ty mój mężczyzno.

„FRANCUSKI DLA BIZNESMENÓW”

 

 

Słucham lekcji francuskiego

Ze starej taśmy leci opowieść

O Danielu Rouvierre

Daniel to gość

Powiedzmy w średnim wieku

Lekka nadwaga

Pracuje w dziale zbytu

Fabryki obuwia

Jego szefowa, Louise, mówi :

„Spóźniasz się do pracy Danielu

Nie powinieneś się spóźniać

Pracujesz zbyt wolno

Powinieneś pracować szybciej

Twój angielski jest zbyt słaby Danielu

Nie możesz korespondować

Z naszymi zagranicznymi kontrahentami

Musisz się podciągnąć w angielskim

Danielu …”

Jego żona, Nicole, powiada :

„Zbyt mało zarabiasz, Danielu

Nie robisz nic, by znaleźć

Jakąś lepszą pracę

Nie jesteś ambitny

Za dużo czasu spędzasz w pubie

Nie mamy pieniędzy

Znów nie pojedziemy na wakacje

A moje auto jest już

Całkiem do niczego …”

Lekarz, dr. Le Bris, narzeka :

„Jesteś za gruby, Danielu

Nie podobają mi się twoje wyniki

Za dużo pracujesz

Powinieneś

Naprawdę powinieneś

Mniej pracować

Musisz rzucić palenie

I w końcu wyjechać na wakacje …”

Dorastający syn Daniela pyta : …

Zatrzymuję taśmę

Dalej nie słucham

Sięgam po słownik

I sprawdzam

Jak jest po francusku

”Samobójstwo”

O, proszsz …

Znalazłem

„Le suicide” [sɥisid]

Popełnić …

„ Se suicider” [sɥiside]

 

RIO DE JANEIRO

 

Matka krwawiła

przez 25 dni z rzędu

Zrobiła się biała

i jakby przybyło jej lat

Zioła nie pomogły

Nie pomogła święta Agata

Nikt nie wiedział co matce dolega

Była przecież jeszcze młoda

Jako tako ogarnęła obejście

i umarła

Po pogrzebie ojciec założył swoje szelki

„Wracam do Chile” – powiedział

„Urządzę się to po was przyślę

tu nie ma dla mnie przyszłości”

Julio wziął swoją małą siostrę za rękę

Miał dopiero 7 lat

ale jednego był pewien

dla takich jak ojciec…

nigdzie nie ma przyszłości

„Mamy czekać ?” – zapytał

Mężczyzna wzruszył ramionami

pogrzebał w kieszeni

i rzucił na stół pomięty banknot

„Idźcie do Rio” – powiedział

„Tam są różni ludzie, oni wam pomogą

Jak się urządzę to was odnajdę”

I wyszedł

Dzieci poszły na południe

Do Rio

Nikt z wioski ich nie zatrzymał

Nikt o nic nie pytał

Sprawy się skomplikowały

gdy dotarły do rzeki

Rzeka była szeroka

lecz nurt miała łagodny

a Julio był silny

więc wziął siostrę na plecy

„Trzymaj się mnie mocno” – powiedział

Trzymaj się i nie puszczaj

choćby nie wiem co

Damy radę”

Wszedł po pas do wody

„Damy radę” – powtórzył

już jakby mniej pewnie

A Rio było niedaleko

Panowała tam wielka radość

Pływak Michael Phelps

został właśnie

Olimpijczykiem Wszechczasów

Zdobył

swój 22 medal

czym pobił legendarny rekord

Leonidasa z Rodos.

J.S.Bach – „AIR on the G-string”

 

Co takiego jest w tej muzyce

Że dotyka

Że przenika

Że prąd elektryczny wzbudza

i uruchamia projektor

ze starymi filmami ?

Co takiego

jest

w tej dźwięków sekwencji

że ogień w kominku rozpala

podaje lampkę koniaku

i prosi siadać w fotelu

i każe się już nie martwić

niczym nie kłopotać

bo wszystko będzie dobrze

I ty w to wierzysz

Przynajmniej dopóki

nie wybrzmi ostatnie

De major

czy jak to się tam nazywa …

Tak

Zagraj to

Zagraj to jeszcze raz, Stan.

,

 

DZIEŃ ÓSMY

Pismo się myli

Pismo prawdy nie mówi

Dzieło stworzenia nie jest skończone

a dzień siódmy

nie był zwieńczeniem procesu

lecz przerwą jedynie

Krótką chwilą wytchnienia

Bo potem był poniedziałek

Świat wszedł na obroty

i dalej kręci się sam

Ale dusze ?

O ile wyjaśniono nam

dokąd idą

to jednak nie wiemy

skąd się biorą

Skąd wyłażą

szeregami

miliardy całe

Jedna za drugą

A każda przecież

funkiel nówka

Nieśmigana

Bo duszy nie można zafasować

To nie żołnierski płaszcz

co właśnie wrócił z pralni

Nie można jej nabyć

w komisie

dostać w spadku

ani wygrać w karty

I dusza to nie konopia

Nie wysieje się sama

Dusze trzeba stwarzać

Jak symfonie

Lub

jak poematy

I Pan

dnia ósmego

wziął się za kreowanie

dusz

I w pocie czoła

tworzy je do dziś

Wciąż nowe

Stworzył moją

I Twoją

I jej …

.