.

***
Wierzchem dłoni przetarła
czoło
zostawiając we włosach
ślady mąki
wyjrzała przez okno
i widziała
jak ten gałgan
wyszedł na podwórze
zapalił papierosa
zaciągnął się głęboko
uniósł głowę
wypuścił dym w niebiosa
i przez dłuższą chwilę
przyglądał się
ptakom
***
o Matko – pomyślała
co ja mam z tym leserem
nierobem
tylko piwo
koledzy
spanie do południa
i czarne paznokcie
zero klasy
cholera
***
mężczyzna ruszył przed siebie
przemierzył podwórze
z wolna
bez pośpiechu
z jedną ręką w kieszeni
w drugiej dzierżył peta
***
moja młodość – myślała
moje złote warkocze
i mój głos anielski
dla tej łajzy w ofierze
a przecież
mogłam śpiewać w operze
mogłam mieć pułkownika
i jeździć po świecie
co za udręka
***
a on wydobył z szopy
kosiarkę do trawy
ten złom
to cholerstwo
co nigdy nie chciało
odpalić
choć tyle razy
szarpała
wyrywała sobie
ramiona
kaleczyła dłonie
niemal do krwi
na nic
***
a on się schylił
i
szarpnął
raz
tylko raz
to było jak wystrzał
z armaty
nagle
mocarne
przemożne
motor szczeknął posłusznie
i wszedł na obroty
nóż zawirował
sypiąc iskry
siwy dym
ostry wizg
i żadnych wątpliwości
kto tu naprawdę
rządzi
i w ogóle żadnych
wątpliwości…
***
odeszła od okna
wróciła do stołu
a jednak
facet to facet – pomyślała
i dosypała mąki
do ciasta
***
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
mal: “Lazy Day” by Linda Layton