NIEŚMIERTELNOŚĆ  CZYLI WIERSZ DŁUGI  NUDNY  I PO GŁĘBSZYM NAMYŚLE  MAŁO KOMU POTRZEBNY … JAK SAMA NIEŚMIERTELNOŚĆ  WŁAŚNIE 

 

_

_

Świat był jedną   

wielką 

cuchnącą kałużą

przeżyłem kolejny dzień

ale jakby mnie przy tym

nie było             

i nie dbałem o to  

miałem już wszystkiego

naprawdę dość                  

więc ukradłem samolot

lecz inaczej niż tamci piloci

co w kleszczach desperacji

pikowali ku ziemi

ja poleciałem w górę

coraz wyżej                      

i wyżej                        

w zimny kosmos

w brak tlenu

to też jest metoda – pomyślałem  

lecz gdzieś w górnych warstwach 

stratosfery

śmigło przestało się kręcić             

i zaległa cisza

samolot płynął jak łódka

lekko się kołysząc                

dryfował coraz wolniej

powoli

aż głucho stuknął brzuchem       

o jeden z obłoków            

i wysiadłem              

i poszedłem przed siebie

i na jakiejś polanie

zobaczyłem wodospad

spadający gdzieś z góry

lecz nie z krawędzi skały

tylko jakby z nieba

i sam nie wiem dlaczego

zdjąłem ubranie                     

i stanąłem nagi                         

pod tym wodospadem

a woda zmyła ze mnie

wszystkie moje fizyczne

troski oraz bóle                

i poczułem się czysty

i lekki

jak nigdy dotąd

niewypowiedziana 

świeżość …

(trudno mi znaleźć słowa 

by ją tu opisać)                  

a moje ubranie

leżące w bujnej trawie 

było nagle wyprane                

czyste

i pachnące   

i gdy je włożyłem

powiedziano

“teraz jesteś gotów  

by się spotkać z Bogiem

skoro tu trafiłeś                            

będziesz mógł zadać jedno            

jedyne pytanie

i stanąłem przed obliczem 

Pana

który zresztą wyglądał

jak św. Mikołaj

(wtedy dotarło do mnie

że to On osobiście            

musi każdego roku 

e …mniejsza o to)

pytaj zatem – powiedziano

więc pamiętając powody

dla który się tu znalazłem

zapytałem :                            

czy Bóg mógłby 

duszę człowieka 

zmielić

zetrzeć w pył 

i zdmuchnac

tak by nie zostało 

nic

by jej już nie było

w niebie

w piekle

ani na ziemi

i nigdzie ?

zdumiało         

zasmuciło 

to moje pytanie

jako że nikt nie zakłada 

takiego obrotu spraw

“nieśmiertelność – powiedziano

jest pragwoździem 

którym definicję duszy                         

przybito na drzwiach 

katedry wszechrzeczy

a katedra owa

nie ma granic w czasie

ani ram w przestrzeni

a kazda dusza

to samotny galernik

w pocie czoła płynący 

w górę rzek przeznaczenia                 

które to rzeki z kolei 

nie mają źródeł               

ani ujść nie mają 

są nieskończone

nieśmiertelność duszy

to dar niezbywalny …

albo krócej mówiąc

zapomnij

wieczność macie

od zawsze  

na zawsze

w pakiecie

to powiedziawszy

nakazono mi odejść  

kiedy ja jestem strasznie

tak strasznie

śmiertelnie zmęczony  – powiedziałem jeszcze

i wtedy Pan nagle 

zrobił się cały 

niebieski

zerwał się od biurka

i rzucił papierami

i byłby skoczył do mnie

lecz go powstrzymano

ty jestes zmęczony ?!

ty ?! –   zawołał   

a co ty myślisz że ja               

że ja sam

nie mam już tego wszystkiego

naprawdę kuria 

dość ?!

paszoł won !

won !!!

wołał jeszcze   

grzmiał

ciskał gromy

i zabrano mnie stamtąd w popłochu

i bez słowa wysłano na ziemię …

odstawiłem samolot

do hangaru

(nikt nie zauważył)

i wróciłem do domu 

świat był nadal jedną

wielką

cuchnącą kałużą

ale teraz w dodatku 

już na pewno bez żadnej 

nadziei

że to się kiedykolwiek   

zmieni.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Alegoria Nieśmiertelności / Giulio Romano (ca 1540)

Dodaj komentarz