RACHUNEK SUMIENIA

_

_

A potem z martwych 

wstał

i odszedł     

i nikt Go już więcej 

nie widział

chociaż …

kiedyś podobno 

zjawił się w jakimś

amerykańskim show              

w katolickiej stacji o nazwie 

“Rachunek sumienia”

czy coś w tym rodzaju           

i kiedy przyszlo do pytań 

ktoś z widowni zawołał:

poruszająca historia                            

ale czy warto było ?!

zaległa kłopotliwa 

cisza

słychać było jedynie

buczenie potężnych

reflektorów                      

a On milczał 

nie odpowiedział

minę miał                            

frasobliwą    

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Alexey Kondakov

RZECZ O STWORZENIU ADAMA CZYLI CO TAK NAPRAWDE ZOBACZYŁEM   W KAPLICY SYKSTYŃSKIEJ

  

 

_

_

A wtedy Adam

w lekceważącej pozie

bez lęku                                    

bez szacunku

i jakby znudzony

spojrzał w oblicze Pana

nie chciałem byś mnie stworzył

nie prosiłem o to – powiedział 

nie chcę byś mnie pouczał

beształ lub nagradzał                         

nie chcę udręki istnienia

wśród niebosiężnych stosów      

obietnic i zdrady

i wyrzutów sumienia   

nie chcę zaległych rachunków   

migreny

raka prostaty   

rozterek i nudy

i tego wiecznego lęku

o bliskich

o prawdę    

o sens

po co mi to ? 

dlaczego ?

Pan zapałał gniewem

na ten brak wdzięczności

a zlęknione Anioły

chwyciły go za poły

jego zwiewnej szaty

ciągnęły za ramiona 

przerażone

próbowały zapobiec

najgorszemu …

masz być ! – wołał Pan

i groził niewdzięcznemu 

palcem bożym

masz  być !

bo taka jest moja wola !

lecz Adam niewzruszony

pomyślał jedynie    

jak chcesz

lecz wiedz 

że będę sprawiał problemy …

a w prawej dłoni 

ukrył ostry 

kamień

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: … wiadomo

NIEDZIELNY PORANEK W CYWILIZOWANYM EUROPEJSKIM KRAJU

_

_

O tej porze roku

koło szóstej rano                                 

jest już jasno

gdy wychodzę z sypialni

kot staje na mej drodze

krzyczy na mnie

i wywija ogonem

prowadzi mnie do kuchni

gdzie stoi jego pusta

miseczka 

skandalicznie pusta

miseczka

dosypuję mu karmy

ociera się o poły                         

mojego szlafroka

lecz nadal zagniewany

wywija ogonem

bym czasem nie pomyślał 

że wszystko jest tak całkiem

do końca

okej

i je …

i dopiero wtedy

myję zęby             

i tak dalej

parzę kawę

i włączam komputer

by sprawdzić kto tymczasem 

i komu

spuścił rakiety na głowę

który kraj uderzył w sąsiada      

jakie miasta spalono

wsie rozjechano czołgami         

ile dzieci zginęło

pod gruzami

ile matek

głodnych  

zakrwawionych

z tobołami

piaszczystymi drogami

donikąd …  

kot staje w drzwiach gabinetu

znowu miauczy

chce dokładkę 

wstaję i idę do kuchni

ech 

kocie

kocie – powiadam

przy okazji 

robię sobie grzankę

i dolewam kawy.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Arthur Greenspon // kwiecień 1968 / Wietnam / sierżant Watson Baldwin kierujący śmigłowcem ewakuacji medycznej.

EMERYTURA

_

_

Zabiorę Cię do kawiarni                     

w domu towarowym “Biltema”

tym obok centrum ogrodniczego

weźmiemy dwa ptysie

(i plastikowe widelce)

oraz jeden gazowany

sok pomarańczowy na dwoje

ze względu na moje serce

i Twój  żołądek                           

nie weźmiemy kawy

zapytasz czy nie powinniśmy 

kupić ziemi do kwiatków

nie odpowiem

filozoficznie dumając 

ile mieliśmy szczęścia

i czym zasłużyliśmy na to

że ten los łaskawy   

zaprowadził nas dwoje

razem    

aż  tutaj

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

SYBKIE BUTY

_

_

Poszliśmy do galerii

bo chciałem kupić chłopcu

nowe buty

wybrałem kilka par  

dobierałem rozmiary

kolory

fasony

doradzano nam różne 

marki

i modele

lecz on miał tylko jedno 

kryterium oceny

cekaj tata – wołał

zobacę cy som sybkie !

po czym liczył do trzech

i  startował  

(w jego pojęciu zapewne

był szybki jak strzała)

i biegał po lśniącej posadzce

od kasy do drzwi

i z powrotem

a potem 

zdyszany

zdawał mi relacje 

sybkie – mówił

mogom być                                       

albo

te som za słabe …                                   

sprzedawcy się uśmiechali           

ja byłem po ojcowsku

cierpliwy 

lecz on dokładnie wiedział

czego mu potrzeba

i po cośmy tutaj 

przyszli 

robił swoje … 

w końcu mu kupiłem 

te najszybsze

chociaż były drogie    

i w nieciekawym kolorze

śmigaj synu – pomyślałem 

i niech Bóg zawsze

prostuje twoje

ścieżki   

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: arch. wł. (2003)

ŻART 

_

_

W konsulacie RP

w Kopenhadze

młoda urzędniczka spytała

czy pobieram w kraju

emeryturę

ja ?

emeryturę ?

ja nie dalej jak wczoraj 

pierwsze piwo

pierwsza dziewczyna

pierwsza wypłata 

przecież jeszcze niedawno

by kupić butelkę wina

musiałem pokazać

dowód   

a na ulicy 

wołano za mną   

hej – młody człowieku !  …

nie jestem emerytem – odrzekłem

klik …

klik …

klik …

pana nowy paszport – powiedziała

będzie ważny przez 10 lat

klik …

w moim przypadku zapewne 

będzie to dokument

dożywotni – zażartowałem 

nie uśmiechnęła się

ja też nie.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Jacek Malczewski / Autoportret (1925)

02:50

_

_

Zawsze byłem synem

nocy

noc była dobra …                              

przeszklone drzwi mojego pokoju

zakrywalem kocem                             

żeby matka nie widziała

świtała                                  

i do późna czytałem                      

Juliusza Verne’a

lub słuchając “Trójki”

na sztywnych kartkach z bloku 

technicznego

rysowałem przepiękne               

żaglówki

i szybowce

jednak co najważniejsze

w nocy byłem sam

całkiem sam

najciekawsze rzeczy

działy się zawsze

po północy                               

najlepsze wiersze

przychodziły nad ranem 

i tak jest do dziś

noc to jest moja 

wyspa nieodkryta

moja własna planeta

grota pustelnika

późna noc

to nie czas

to miejsce

bezludne

moje 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot : wł.

ANATOMIA SERCA

_

_

Mężczyźni pragną kobiet 

najpiękniejszych

zaś kobiety 

zawsze w końcu odchodzą 

z mężczyznami

silniejszymi

pozostali zazwyczaj

uprawiają swe poletka

w samotności

wciąż nie rozumiejąc

że serce to tylko

mięsień 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.  

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

paint: “Anatomy of the Heart”  /  Enrique Simonet  (1890)

GWIAŹDZISTA NOC

_

_

Wyobraźmy sobie 

że Ziemia to ziarenko 

piasku

powiedział profesor                   

wtedy Słońce będzie 

wielkości pomarańczy

i będzie leżało              

12 metrów dalej  

zaś Proxima Centauri

czyli najbliższa z gwiazd

trzymając się tej skali

będzie odległa o jakieś 

trzy 

tysiące               

kilometrów …

zamknąłem laptopa    

musiałem to sobie           

przemyśleć 

wsiadłem na rower 

i pojechałem nad             

zatokę

poszedłem na długi spacer

wzdłuż plaży …

z punktu widzenia kosmosu

pozostałem w bezruchu

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal : „Gwiaździsta noc nad Rodanem” / Vincent van Gogh  (1888)

„ATALANTA” fragment dziennika (2003)

_

_

31

Wyszedłem na pomost, by uzupełnić zbiorniki z wodą. Wywlokłem gumowy wąż z najbliższej szafki i wpuściłem go do mosiężnego wlewu w pokładzie naszej łodzi. Wrzuciłem do automatu kilka monet, zabulgotało, licznik ruszył – poszło. 1000 litrów czystej, słodkiej wody za parę Euro. Znaczy niedrogo. Są miejsca na świecie, w których taka szafka z dozownikiem wody pitnej byłaby warta więcej niż szyb naftowy.

Po drugiej stronie pomostu kołysał się duży, dwumasztowy szkuner z USA. W blasku zachodzącego słońca napis na jego burcie “QUEEN OF THE BLUE FLORIDA” zdawał się fosforyzować. Wiatr monotonnie stukotał linkami o aluminiowe maszty – puk puk puk – puk puk puk.

Takie łodzie to zazwyczaj królowe czegoś tam, potężne księżne, greckie boginie, lub córki magnatów – pomyślałem. Jakoś nigdy nie spotkałem łodzi o nazwie “STERANA PRACZKA” “SALOWA Z UROLOGII” albo “PANI JOLA Z BAZARU” Od urodzenia obracałem się raczej wśród tych drugich i przysięgam, wiele z tych kobiet zasługuje na to, by ich imionami nazywać najpiękniejsze żaglowce świata. Gdybym ja miał taki jacht, nazwałbym go “CÓRKA CIECIA Z WISTOMU” na cześć pewnej niezwykłej kobiety, którą poznałem przed laty …

Nie żartuję.

Tak to widzę.

Zawsze tak to widziałem.

Oto zapewne jeden z powodow, dla ktorych ja nigdy nie będę miał własnego szkunera.

32

“ATALANTA” była przycumowana do pomostów w ośmiu punktach, ośmioma linami i od czasu do czasu należało skontrolować każdą z tych lin. Zwykle zajmowało mi to nie więcej niż parę minut. Tak było i tym razem, tu naciągnąłem, tam popuściłem, sprawdziłem węzły i uznałem, że wszystko jest ok. Wstałem, otrzepałem kolana, zapaliłem.

Dopiero wtedy dostrzegłem chłopaka siedzącego po turecku na pokładzie amerykańskiego szkunera. Wyglądał na Latynosa, chociaz mial jasnoniebieskie oczy… zadziwiające zestawienie. Gapił się przed siebie i wykrzywił twarz w dziwnym, bolesnym grymasie.

Nie wyglądało to dobrze.

– Ej, kolego. wszystko w porządku? – spytałem

Ocknął się i spojrzał na mnie.

– Jak najbardziej – powiedział – To miało być zachodzące słońce, ale nie wychodzi … wciąż nie wiem jak to zagrać.

O cholera, mim ! – pomyślałem. Od dziecka balem sie, ze kiedys natknę się na mima.Takiego co to wszędzie napotyka szyby, których nie ma, i próbuje je ominąć. Dzieci zazwyczaj boją się clownów, ja bałem się mima.

– Jestem aktorem – powiedział i zeskoczył na pomost.

Wcale mnie to nie uspokoiło, bałem się, że zaraz odstawi numer z szybą. Uśmiechnął się i poprosił o papierosa, więc go poczestowalem, ale nawet na moment nie spuszczałem go z oka.

Staliśmy tak chwilę, popalając w milczeniu.

Od zawsze byłem zdania, że jeśli na początku listy męskich zawodów jest drwal i nurek głębinowy, to na jej szarym końcu jest mim. No, są jeszcze ci tancerze, co mają tyłeczki jak ziarenka kawy i wywijają nimi jakby mieli szerszenia w spodniach …

Ale ok, miałem przed sobą aktora.

– Jestem Noah – powiedział chłopak – Studiuje aktorstwo w Bostonie, ale wziąłem rok urlopu, bo akurat mój brat postanowił opłynąć świat dookoła, to zabralem sie z nim, bo przecież każdy marzy o podróży dookoła świata, nie?

– Jasne.

– Wielu rzeczy się nauczyłem w tej podróży, a dopiero ⅓ drogi za nami. Dziś na przykład spotkałem ciebie.

– Też się cieszę – powiedziałem.

Noah sięgnął do wiadra stojącego na pokładzie szkunera i wyjął z niego dwie puszki piwa.

– Niemieckie – powiedział, podając mi jedną z nich.

Słyszałem to i owo o amerykańskim piwie, więc nie zdziwiła mnie ta uwaga. Otworzyliśmy puszki i mrużąc oczy pociagnęliśmy z nich, jak dwaj zgrani trębacze. Piwo było zimne, perliste, jak najbardziej niemieckie.

– Teraz ty opowiedz mi swoja chstorie – powiedział chlopak.

– Nie mam historii – odrzekłem – Jestem malarzem.

– Aha? Znaczy malujesz? Studiujesz malarstwo?

– Nie, ja jestem … dekorator, robotnik … maluję ściany, płoty i takie tam …

– No i fajnie !

Nie wyglądał na zbitego z tropu. Uśmiechał się od ucha do ucha. Sprawiał wrażenie sympatycznego, życzliwego gościa.

Znowu łyknęliśmy.

– Ale wasze holenderskie Camele smakują inaczej, niż nasze amerykańskie Camele – powiedział

– To sa polskie Camele, jestem Polakiem, przywiozłem je z Polski. Mam jeszcze kilka paczek.

– Aha. Ale to jest Holandia? – zapytał, wskazując na ląd za naszymi plecami.

– Holandia jak cholera – odrzekłem.

Roześmiał się szczerze, pokazując wszystkie zęby. Gdybym miał takie zęby, też bym się tak śmiał.

– Polska, Polska … eee … jakoś nie znam żadnego polskiego aktora.

– Ciekawe dlaczego? Ja znam wszystkich amerykańskich.

– Ha ha ha.

– He he he.

Łyknęliśmy .

– A Rutger Hauer to Holender.

– Naprawdę? – zdziwiłem się – Tego nie wiedziałem.

– Polanski ! – wykrzyknął – Ale to reżyser … chociaż i aktor. Zdecydowanie.

Otworzyliśmy kolejne puszki. Moc niemieckiego piwa zakołysała pomostem. A może to tylko fala przypływu, bo był przypływ i w ciągu paru godzin mieliśmy się wraz z całym systemem pływających platform i pomostów wznieść o prawie dwa metry w górę.

– Hmm. Czemu nie znam żadnego polskiego aktora? – dociekał Noah.

– Może dlatego, że w ogóle nasze kino jest ostatnimi czasy … do dupy?

– Nie wolno ci tak mówić. Na pewno tak nie jest.

– Tak właśnie jest, niestety.

Z rezygnacją zgniotłem pustą puszkę. Noah podał mi następną.

– Nie. Nie. Na pewno tak nie jest – powiedział.

– Ależ tak …

– Nieee … nie.

– Ale skąd wiesz, skoro nie znasz żadnego polskiego …

– Ale posłuchaj …

– Nie, nie …ty posłuchaj …

Spierajac się odpalaliśmy kolejne papierosy. Z daleka mogło to wyglądać jak jakiś poważniejszy, międzynarodowy, czy międzykontynentalny zatarg. Dick obserwował nas ze sterówki naszej łodzi i nie wiedział co jest grane. Na wszelki wypadek wyszedł na pokład.

– Ty, uważaj, to jest Jankes! – zwrócił się do mnie – Jak mu włos spadnie z głowy to oni zaraz tu poślą lotniskowiec wielki jak pół Holandii !

– Dick, to jest Noah – powiedziałem – Noah, to jest Dick.

– Hej Dick! – zawołał Noah – Masz naprawdę piękną łódź !

– Wiem !

– Pogadajmy o tym! Wpadnijcie do nas wieczorem na piwo!

– Ok! Jesteśmy umówieni! – Dick wzniósł kciuk do góry.

33

Ten wieczor spedzilismy na niebieskim szkunerze z Florydy.

Sporo piliśmy.

Unia Europejska bratała się z Unią Stanów Ameryki.

Gadaliśmy o łodziach i o oceanie.

Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy.

Potem Dick i kapitan szkunera zabrali jedna z flaszek oraz szklanki i zeszli do maszynowni obejrzeć silniki. Amerykanin twierdził, że nie ma lepszych silników morskich niż ich Caterpillar. Dick miał na “Atalancie” dwa potężne motory Stork Werkspoor i nie dal o nich złego słowa powiedzieć. Nie wiedziałem który z nich ma rację, ale do głowy mi nie przyszło, żeby wyrywać się z rodzimymi markami.

Tymczasem Noah otworzył laptopa i począł szukać w sieci czegoś o polskich aktorach i polskim filmie w ogóle. Zamierzał drążyć temat. Nie znalazł tego wiele i wydawał się by tym strapiony.

– “Quo Vadis”! – zawołał wreszcie – O, to Polak napisał ! Hmm. Nagroda Nobla. Nie wiedziałem.

Nic dziwnego, że nie wiedział. Przypomniała mi się anegdota o amerykańskim tłumaczu “Trylogii” który zawołanie “Czołem, mości panowie!” opisał jako staropolski zwyczaj stukania się czołami na powitanie.

– Bardzo dobre! Film piękny. Klasyka – powiedział Noah.

Miał pewnie na myśli “Quo Vadis” z 1951 r. z Peterem Ustinovem w roli Nerona. Opowiedziałem mu pokrótce o polskiej superprodukcji, najdroższym (18 milionów $) projekcie w historii polskiego kina. O tekturowych dekoracjach, martwych dialogach, miotających się w kadrze plastikowych aktorach i o rzymskich legionistach, którzy wyglądali, jakby właśnie wyszli od fryzjera na Marszałkowskiej. Jedno wielkie oszustwo.

– Zdumiewające – powiedział Noah – Ale co masz na mysli mowiac plastikowi aktorzy ?

No i … znowu wdalem sie w dyskusje o kulturze wysokiej, nie moja bajka, ale skoro zacząłem to trzeba w to brnąć.

– Oni sa jakby powycinani z plastikowych reklam. Mało wiarygodni.

– Wszyscy?

– Moze z wyjatkiem jednego. Ten miał wszystko w dupie, to był wiarygodny. Ale on zawsze gra byłych policjantów, albo ochroniarzy …co mają wszystko w dupie …

– A co znaczy “miotający się aktorzy” ? Nie wiem czy dobrze to rozumiem.

Wpatrywał się w moje usta, łaknął wiedzy, przypierał mnie do muru i cierpliwie podrzucał mi słówka, gdy się zająkiwałem. Choć i tak nieźle mi szło. To niemieckie piwo w cudowny sposób poszerzało zasób angielskich słów i terminów. Miałem nawet wrażenie, że z moim akcentem jest lepiej – czary.

– Najlepiej to widać kiedy oglądając film wyłączy się fonie – powiedziałem – Czasem tak robię. Wpatruje się przez kilka minut w ekran i wtedy dostrzegam tę całą … groteskę. Facet, który mówi “podano do stołu” robi to całym sobą, podskakuje, potrząsa łbem, wybałusza gały, wymachuje łapami … miota się! Jezu! Ludzie sie tak nie zachowują!

– Chcesz powiedzieć, że polscy aktorzy forsują?

– To wlasnie chcialem powiedziec …

– Wiesz … – Noach podal mi kolejna puszke piwa – Moze to jest sceniczna szkoła gry. Stara, dobra, klasyczna szkoła … bardzo cenna. Wiesz … Stanisławski … Polak?

– Rosjanin

– Ten model angażuje w grę cały organizm. Ekspresja skierowana do widza siedzącego na widowni, gdzieś w ostatnim rzędzie, tak zwany szeroooki, teatralny gest …

– Cholera. To może reżyser powinien im powiedzieć, że grają w filmie ? …

Dick i kapitan szkunera wyszli z maszynowni, umorusani i szczęśliwi. Kapitan, brat Noaha, wyglądał tak jak Noah, tylko kilka lat starszy. Reszta ich zalogi pojechala do Amsterdamu, zobaczyc Dzielnice Czerwonych Latarnii.

Na blacie pojawiła się flaszka whisky, szklanki, lód.

Dziś będzie bujało – pomyślałem.

– On jest źle nastawiony do polskiego kina – powiedział Noah wskazując mnie palcem.

– Obejrzyj polskie “Quo Vadis” – odrzekłem.

– Ale wasze kino nie kończy się na “Quo Vadis”.

– No. Jest jeszcze “Wiedźmin” – powiedziałem i ryknąłem śmiechem.

Tak się śmiałem, że po chwili śmiali się razem ze mną, choć nie wiedzieli z czego. Uśmialiśmy się do łez.

– Daj spokój Noah – powiedziałem przez łzy – lepiej porozmawiajmy o kobietach.

– A jakie macie w Polsce aktorki? – zapytał i znowu wybuchnęliśmy śmiechem.

Rechotaliśmy jak licealiści, głupkowato, szczerze, do rozpuku. Tego było mi trzeba.

– Jednak musi być w waszym kinie coś dobrego – Noah nie odpuszczał.

– Coś tam się znajdzie, przyjacielu. Coś się znajdzie. Ale w 9 przypadkach na 10 czuję się oszukany, nafaszerowany kitem, nikt nie traktuje mnie poważnie …

Zmarkotniałem. Opróżniłem szklaneczkę na ciepło, bez lodu.

Może niepotrzebnie otwierałem dziób? Może wypiłem za dużo piwa, a niewiele tego dnia jadłem. Noah dostał czkawki. Jego brat zasnął. Dick dorwał się do ich map i studiował je zawzięcie, jakby się spodziewał znaleźć tam jakieś lądy, o który my, w Europie, jeszcze nic nie wiemy.

– Ty… Noah, ty traktujesz aktorstwo poważnie? – zapytałem.

Bóg mi świadkiem – powiedział i uderzył się pięścią w swoją amerykańską pierś.

Gdzieś z tyłu głowy usłyszałem kawaleryjskie trąbki i łopot gwiaździstego sztandaru.

– Był taki brytyjski film – powiedziałem – “Misja”

– Ta “Misja” ? – zapytał.

– Ta. Jest tam scena śmierci Rodrigo Mendozy. Rodrigo to był zły człowiek, porywczy, hulaka, łowca zbiegłych niewolników, zabił setki Indian i wreszcie w bójce o kobietę zadźgał swojego młodszego brata, którego kochał nad życie…

– Niezly syf – Noah pokręcił głową.

– Po tym wszystkim ten Jezuita, Jeremy Irons, wyciąga go z dołka.

– No. Tak było.

– Wreszcie Rodrigo, teraz zakonnik, ale w głębi duszy wciąż wojownik, staje w obronie straconej, jezuickiej sprawy. Pamiętasz tę scenę?

– Ale … ktorą ?

– Jak Rodrigo zginął !

– Rodrigo nie żyje?! – zapytał brat Noaha, ale zaraz głowa mu opadła i znowu zasnął.

Łyknęliśmy.

– Rodrigo przybiega do osady – ciagnalem – Chaty wokół ploną, wróg morduje niewiniątka. Mendoza ratuje jakieś dziecko i przy okazji dostaje pierwszy postrzał. Biegnie do miejsca, gdzie wcześniej założył pułapkę, pociąga za sznur, ale pułapka nie wybucha. Strzelają do niego, a on próbuje wysadzić ich w powietrze. Kolejna pułapka zawodzi. Słania się na nogach, ciagnie kolejny sznur, nagle wśród opadającego dymu ukazuje się kilka wycelowanych w jego pierś muszkietów. Pluton egzekucyjny, normalnie. Ich dowódca trzyma w ręku drugi koniec sznura, tego który miał wysadzić beczki z prochem. Uśmiecha się skurwysyn. Przez chwile patrza sobie w oczy. Pada komenda i grad kul powala Rodriga na plecy. Jednak nieszczęsny… jeszcze żyje. Ma jeszcze na tyle siły, aby unieść głowę i zobaczyć jak ginie jego przyjaciel, ten Jezuita …

– Tak było. Tak było, człowieku…

Zapaliliśmy. W milczeniu wypiliśmy za dusze Rodriga Mendozy.

– A przypominam ci te scene dlatego – powiedziałem wreszcie – że jest to wyjątkowo dynamiczna, kilkuminutowa scena, z gigantycznym ładunkiem emocji … I przez te kilka minut, na twarzy Roberta De Niro, który gra Rodriga, nie drgnął prawie żaden mięsień! On to zagrał … kurwa … on miał tylko ten smutny wyraz bezgranicznego zdumienia na twarzy … od początku do końca ! W takiej scenie !

– De Niro!

– De Niro, człowieku! Gdyby to zagrał czołowy aktor z tej naszej aktorskiej szkoły, to by się tak gębą przez te parę minut nawywijał, tak by się nawytrzeszczał, usmarkał … Chryste! A i tak byś się czuł oszukany. De Niro nas nie oszukał. On sie do tego rzetelnie przyłożył. Potraktował nas uczciwie. Ja mu uwierzyłem. Rodrigo Mendoza naprawde umarl.

– Tak było … hek … człowieku.

– Mogę ci opisać kilka scen umierania w polskim kinie. Choćby śmierć Nerona w rzeczonym “Quo Vadis” … Wybitni aktorzy, rozumiesz, facet umiera, a ty nie wiesz czy on naprawdę umiera, czy tylko się zesrał i jest tym zdruzgotany …

– Genialne. Będę musiał obejrzeć jakiś polski film !

– Polecę ci kilka tytułów … albo bierz co leci …

– Taa … De Niro.

– De Niro, człowieku.

Wypiliśmy zdrowie Roberta De Niro.

– Albo ten … Nicolas Cage, w “Opuszczając Las Vegas” – powiedziałem.

– Oskar! Oskar, człowieku!

– No. Gość przyjeżdża do obcego miasta, bo tam bary są otwarte 24 godziny na dobę. Celowo przyjechał żeby się zachlać. Znaczy … samobójstwo.

– Okropna śmierć – powiedział Noah i dopełnił nasze szklaneczki.

– I wynajął pokój w jakimś motelu. Idzie za boyem, który prowadzi go do tego pokoju, wiesz, ciemny korytarz, schody, dwóch gości idzie … nudy … boy otwiera drzwi pokoju i znika w środku, ale Cage nie wchodzi … przystaje na chwile … stoi tak … widzimy go z boku … kamera pokazuje tylko profil. To trwa zaledwie parę sekund, ale wiesz co … ciary mnie wtedy przeszły. Nie wiem jak on to zrobił, bo nic nie mowil, nie poruszał się – a ja poczułem cala tę grozę, jaka poczuł facet, który nagle zdaje sobie sprawę, że oto zaraz wejdzie do pokoju, w którym przecież … ma umrzeć ! Człowieku! Wiesz jak by te chwile zawahania zagrał czołowy aktor tej naszej szkoły? Rzuciłby się na przeciwlegla sciane. Rozdarł koszulę na piersi i potężnym głosem zawołał “ O BOOOŻE !” Rozoralby sobie policzki pazurami, naciągnął by sobie dolną wargę na nos, po czym wyjął by z teczki gumowy młotek i zacząłby się nim napierdalać po głowie! A i tak, mimo tej nadludzkiej ekspresji, nikt by sie nie domyslil na czym polega jego problem!

– Tak było – powiedział Noah i znowu czknął.

Dzick złożył mapy i przysiadł sie do nas. Napelnil swoja szklaneczke. Zapalil.

– O czym rozmawiacie? – zapytał.

Eeee … twój kolega wziął oscarowych aktorów z najwyższej półki – powiedział Noah – a przecież to jasne, że polskich aktorów nie można równać z tym … Robinem de Nitro i Nicolasem Gagasem … hek …

– Tez tak mysle – przyznałem.

Noah patrzył gdzieś w przestrzeń. Kiedy sie odezwalem odwrócił się w moja stronę i przez chwile szukal mnie wzrokiem, choć siedziałem tuż obok.

– Na sdarovje! – powiedział kiedy mnie wreszcie namierzył.

– Może wystarczy? – zapytał Dick – Będziecie rzygać.

– Co ty ?

– Wyglądacie jakbyście mieli rzygać.

Spojrzeliśmy po sobie i bez słowa zabraliśmy się do wychodzenia na pokład. Trochę to trwało nim znaleźliśmy wyjście. Dick zgarnął butelkę, bylo jasne, że teraz cala należy do niego.

Resztę nocy spędziłem w szalupie z kamizelka ratunkowa pod głową. Gwiazdy szalały nade mną do świtu, Wielki Wóz wirował w nieustającym korkociągu. Nieludzka, kosmiczna udręka.

Noah jeszcze przez jakiś czas kotłował się po pokładzie, rzucał we mnie kołem ratunkowym, zachodziła obawa, że wpadnie do wody. Jednak Dick, człowiek, który znał morze jak mało kto, obezwładnił go wreszcie i położył spać pod pokładem.

Ranek był bezlitosny dla nas wszystkich.

Mnie dodatkowo dreczylo poczucie, że wygadywałem jakieś bzdury…

Jeśli kogoś uraziłem, to nie mam nic na swoje usprawiedliwienie …

Amerykanie wyszli w morze późnym popołudniem.

Nigdy się nie dowiedziałem czy Noah opłynął świat dookoła.

I czy obejrzał jakiś polski film.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

na fot: „ATALANTA” (tutaj juz w rekach nowego wlasciciela, po remoncie)