KUCHNIA TWOJEJ MATKI

_

_

 

Ta stara kobieta 

zalewa wrzątkiem

te same fusy 

trzeci raz

zgadzam się na cukier

aluminiowa łyżeczka

parzy palce

tranzystorowe radio

powiązane sznurkiem

nadaje modlitwy

i prognozę  pogody

czuć zapach naftaliny

i kiełkujących pod stołem

ziemniaków 

a na ścianie wciąż wisi

ten kalendarz

z końca ubiegłego wieku …

nie pytam o nic

ta stara kobieta

dokonała cudu 

w żelbetowej kapsule

zachowała tu sobie

krztynę tego świata

którego już nie ma

ta kobieta

zatrzymała tu czas

naprawdę to zrobiła

nie pytam o nic

wdzięczny 

że niekiedy

pozwala mi tutaj

być

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot. wł.

JOSIF

_

_

Opuściłem mój kraj

ćwierć wieku temu

ale wiesz

zawsze miałem 

kontakt

z rodziną 

przyjaciółmi

kumplami z podwórka

dziewczynami z trzepaka …

to ważne 

bardzo  ważne    

aż kiedyś     

pewnego dnia

zdałem sobie sprawę

że to tylko ja

jak to się mówi

palę w tym piecu

wiesz

tylko ja

piszę i dzwonię

zawsze ja

jakoś tak …

więc podjąłem decyzję 

i zamilkłem

czekałem

kto z nich pierwszy

zadzwoni

i po jakim czasie

i wiesz …

trzy lata minęły 

i nic …

cisza

co tylko dowodzi   

że teraz to tutaj

jest mój kraj …

taaak …

a ty ?

wyjeżdżasz na święta?

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Geoffrey Laurence „The Reckoning Point” 2004 O/C 48″x30″ 

Autor opisuje swój obraz tak: Zanim nastały czasy przyzwoitych map i telegrafów radiowych kapitanowie statków mogli nawigować jedynie na podstawie położenia gwiazd. Jednak gdy niebo było zachmurzone lub panowała gęsta mgła, nie było to możliwe. Od tego momentu kapitan był zmuszony kierować się wyłącznie instynktem, a zmianę tę nazwano „The Reckoning Point” Jestem w tym punkcie każdego ranka…

NAPISAŁ ŻEBYM ZADZWONIŁA ZA TYDZIEŃ BO TERAZ JEST W CHORWACJI I NIE MOŻE ROZMAWIAĆ … 

_

 

_

_

A kiedy ktoś

na kim ci zależy  

jest ci coś winien

to lepiej 

nie prowokuj losu

i nie pytaj o nic

nie proś o spłatę długu

bo co

jeśli się okaże 

że nie wiedzieć czemu 

akurat wtedy  

gdy naprawdę jesteś 

out-and-down 

ich telefony milczą ?

zostaną ci tylko

oczy szeroko otwarte

i znaki zapytania

zimne

gołe 

dręczące 

jak haki w ubojni 

przyjdzie ci na nich zawiesić

strzępki rozmów

pamiątki znad morza

wiarę w człowieka 

i w ogóle wszystko 

w co wierzysz

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal:Geoffrey Laurence ‚The Sailor’s Return’ 1998 OC 34×40 

(tego obrazu już nie ma, spłonął wraz z domem nabywcy/kolekcjonera)

OSTATNI SPACER 

_

_

Jak każdego wieczoru

od paru lat 

idę przez ten las

przystaję

odwracam się …

a ona wciąż jeszcze

tu jest

idzie za mną

jednak jej mądre

smutne oczęta

zdają się mówić  

“ dalej musisz iść sam 

wybacz …”

jakby wiedziała

jakby w tej swojej 

nie-ludzkiej łagodności

chciała wziąć na siebie

całą winę 

zabierz ją Opatrzności

żywcem do nieba

proszę … 

bo kto jeśli nie ona

zasługuje na to … ?

a ja

jeśli od tej pory

będę się trzymał tego

czegom się od niej nauczył

to też zasłużę

i stanę się godzien 

i wtedy to ja

pewnego dnia

pójdę za Nią

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot:wł.

FRAJER (III)

_

_

Wiem że ma długi

we wszystkich okolicznych 

hurtowniach

każdego dnia

w pocie czoła orze 

czerstwą grudę losu         

by powiązać ze sobą      

te cholerne końce

a jednak

nie wysłał rachunku 

pewnej starej kobiecie

bo nagle

gdy robota już była 

skończona

zmarł jej mąż     

i została sama   

i jakoś nie mógł …

eeeeeeh  –  machnął ręką                 

a dziś musiał wybrać 

dentysta dla siebie

lub weterynarz dla psa

wybrał psa

nie znam drugiego

takiego frajera

gdybym miał budować

świat od nowa

to właśnie

z nim

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

rys. węglem: Norman Rockwell, jeden ze szkiców do obrazu “Breaking home ties”  (1954)

. . . 35

_

PIC00003.JPG

_

Winda ruszyła

staliśmy tam we trzech

każdy z kubkiem latte

w dłoni

a więc sprzedajesz dom? – spytał Calle

rozwodzimy się – odrzekł Johan

żartujesz chłopie ?!

nie bracie …

zapadło milczenie

przez chwilę

słychać było jedynie

skrzypienie lin

dom to bagatela – westchnął Johan

są trudniejsze sprawy

wiesz

te drobne rzeczy

mamy starą szafę                                                                

grającą

na monety

winylowe płyty

ABBA i takie tam

żadne z nas nie może  

odpuścić tej szafy 

i to jest w tym wszystkim

najtrudniejsze 

no i jeszcze są dzieci – dodał Calle

no właśnie 

człowieku

dzieci 

taaa

ile lat z nią byłeś ?

9

a ja z moją 5

kupa czasu bracie

taaa

człowieku 

epoka …

znów milczenie

i wtedy

popatrzyli na mnie

bałem się że zaraz

któryś z nich  zapyta

od ilu lat ja

jestem ze swoją 

kobietą

stałem zesztywniały

jak niemy złoczyńca 

pod pręgierzem

z gardłem ściśniętym                                                                     

stalową obręczą

irracjonalnego poczucia 

winy

bo znów jestem jakiś 

inny 

cholera

inny niż wszyscy

dziwak

niedopasowany

jak klocek Lego

nie z tego zestawu

albo

jak malowany 

ptak …

liczyłem sekundy

do parteru

chciałem już tylko

być w domu

położyć głowę

na Twoich kolanach

i opowiedzieć Ci

o tym

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot.arch: “Rodzina człowiecza”/ H. Malinowska

WESOŁE MIASTECZKO W DESZCZU

_

_

Siedzi pochylony

nad starym laptopem

poprawia okulary

i przez chwilę

drżącym palcem

wodzi w powietrzu

szukając klawisza ENTER

jest

poszło

zapłacone

na naszej ulicy – powiada

jest tyle skrzynek na listy

a oni

te wszystkie rachunki

wkładają akurat do mojej

hehe …

kiepski żart

no tak

w tym miesiącu kołderka

znów za krótka

dentysta poczeka

życie – mówi dalej

jest jak

wesołe miasteczko w deszczu

tyle nie do końca

wykorzystanych szans

i nigdy nie poznanych

atrakcji

tyle by się jeszcze

chciało …

tymczasem

palce zmarznięte

okulary

zaparowane

czy jest coś smutniejszego

niż wesołe miasteczko

w deszczu? – pyta

tyle nie do końca

wykorzystanych

szans …

wkrótce zamykają

a tu ciągle

pada

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot:wł.

DOBRY UCZYNEK 

_

_

Wieczór był strasznie

upalny

nikt nie zjadł kolacji

ani nawet deseru

tymczasem

ta stara

ponura

wredna oddziałowa

z włoskim lodem 

niczym z berłem w dłoni

usiadła na taborecie

przy drzwiach naszej sali

jak na tronie

i spojrzała na nas

na cztery ludzkie nieszczęścia

bezradni

pokonani

zdani na jej łaskę

i niełaskę

ubodzy 

zasmarkani poddani

pożałowania godna

zbieranina

dziwnych chorób

mętnych spojrzeń 

bladych twarzy

niektórzy już na wylocie

zapewne nogami do przodu

widok  

w sumie niefajny

niezły bajzel – pomyślała

i wtedy

mogę przysiąc

na jej ramieniu przysiadł                  

sęp

i był to 

jej anioł stróż

bo każdy ma takiego

anioła stróża

jak sam się nosi

i ten sęp

anioł stróż

szeptał jej do ucha

a że moje łóżko

stało najbliżej

to wyraźnie słyszałem 

jak mówił :

“patrz co za niedojdy

dajesz im popalić

nie ma co

ja wiem 

że to tylko 

nudne

marudne

roszczeniowe brudasy

siostro …

siostro …

popiskują jak szczury

skrzeczą jak papugi 

siostro …

od rana do nocy

anioła szlag by trafił

sam jestem aniołem 

no to wiem co mówię

ale …

gdybyś tak raz

chociaż raz

na przykład 

w taki wieczór jak dziś 

ciężki

i upalny 

okazała im nieco 

miłosierdzia … ?”

chrupiący wafelek 

znieruchomiał w jej dłoni

miłosierdzie 

trudne słowo

raczej jej nieznane

sęp zbliżył dziób

do jej ucha 

żeby lepiej słyszała

“a gdybyś tak raz

tylko raz

przez chwilę  

była dla nich po prostu                                       

miła ?

taki

dobry uczynek

nic wielkiego 

a kto wie

może nam to przysporzy

jakiegoś punkcika 

tam

Na Górze ?

coś mi bowiem mówi

że obojgu nam tego 

potrzeba …”

ok

no dobra

zrozumiała  

stać ją na to   

na wszelki wypadek

rzuciła okiem 

na korytarz

nikogo tam nie było  

żadnych świadków

tego jej

miłosierdzia

zamyślonym wzrokiem

powiodła po sali

po kołdrach

kaczkach

kroplówkach   

myślała krótką chwilę

aż wreszcie zrobiła

w jej pojęciu uprzejmą

słodką 

jaśniejącą miłością bliźniego 

minę

(choć to się na Boga

nie mogło przecież udać)

mlasnęła

cmoknęła      

i wypaliła: 

“no dobra ! 

ma który ochotę

na loda !?”

cisza

zapadła 

cisza

ten i ów 

mimo upału

naciągnął kołdrę pod brodę

ja patrzyłem w sufit

cisza

nadal cisza 

“nie to nie !” – rzuciła

“zrobiłam dla nich 

co mogłam”

wzruszyła ramionami i wyszła

sęp siedział jeszcze chwilę

z łbem nakrytym skrzydłami

potem westchnął ciężko 

i poczłapał za nią

zniknęli …

ale tamtej nocy

i tak 

żaden z nas nie zasnął

nasłuchiwaliśmy 

odgłosów

z korytarza…

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

ilustr:wł.

ILU ŻEŚ ZABIŁ?

_

_

   

Nie wiem … 

odrzekł patrząc w ziemię

raz … wybuchł granat …

a potem ktoś wpadł 

do naszej ziemianki

cały w błocie

strzelałem 

strzelałem 

aż wyszły wszystkie

naboje

a to był kawałek 

plandeki     

przywleczony wybuchem

gdyby to był wróg

to by zginął

i gdyby to był 

jeden z naszych

też by zginął 

od tych kul …

tak wygląda

i taki mniej więcej ma sens

ta wojna

chłopaki

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: World war-soldier-sad – wygenerowane przez AI (Gabriel Vitor)